|
|
|
|
| Refleksja po Walnym Zgromadzeniu PTG 2008 |
| Dodano: poniedziałek, 20 października 2008 - 18:25 Autor: Pieniążek_Stanisław |
(artykuł ten dedykuję wszystkim poszukiwaczom WŁASNYCH korzeni tak często zabierającym głos na listach dyskusyjnych i żądającym by PolTG działało bardziej efektywnie) Jak wiemy 18 bm. W Warszawie odbyło się kolejne coroczne Walne Zgromadzenie członków Polskiego Towarzystwa Genealogicznego.Pomimo, że mieszkam dość daleko od Warszawy i skomplikowana bardzo sytuacja rodzinna nie pozwala mi na dłuższe pobyty poza domem, byłem jego uczestnikiem. Na spotkanie, na którym zapadały ważne dla środowiska decyzje, zjechało się raptem 25 osób, członków PTG (na 102 członków). Pomimo komunikatów zapraszających także sympatyków, zainteresowanych tematem przybyła tylko jedna osoba, która i tak po chwili wypełniła Deklarację członkowską. Rozumie osoby niechętne wszelkiemu zrzeszaniu się i przynależności do jakichkolwiek organizacji. Są solistami, niechaj więc, sobie nimi będą. Co jednak przeszkadzało im uczestniczyć w Spotkaniu? Dlaczego na 11 „naszych” (pomijam wszelkie typowo heraldyczne) towarzystw regionalnych na Walnym byli tylko Prezesi dwóch TG, nota bene członków PolTG. Wiem i kilkakrotnie o tym pisałem, że niektórzy uważają, że pokazanie się na spotkaniu Ogólnopolskiego TG mogło by ująć im autorytetu u siebie, w regionie. Pomyślał by kto, że uznają zwierzchność PTG! Czytam na bieżąco forum na stronie www.genealodzy.pl. Regularnie śledzę wszystkie genealogiczne listy dyskusyjne. Licząc skromnie mają razem zarejestrowanych z kilka tysięcy uczestników, mniej lub bardziej doświadczonych poszukiwaczy korzeni. Dlaczego więc żaden z tych, którzy tak często zabierają głos w sprawach dotyczących naszej genealogii nie pokazał się na spotkaniu? Nawet tych, co mieszkają najbliżej a więc w Warszawie było obecnych mniej niż np członków Pomorskiego TG? Na co czekają ci, którzy tyle mają uwag do działalności PolTG? Ci, którzy często zabierając głos na listach dyskusyjnych, wprost żądają by im już natychmiast PTG coś załatwiło? Ostatnio była prowadzona dyskusja na temat, „ Co mi daje zrzeszanie się w PTG?” Daje właśnie to, że pomagając robić coś dla Towarzystwa robisz przede wszystkim coś dla całego środowiska genealogicznego. Nie można tylko chcieć cały czas brać i narzekać, że jest za mało. Przed dwoma dniami miła osoba płci żeńskiej prosiła o radę i pomoc w poszukiwaniu danych dalekiego kuzyna swego męża, wojskowego z XX wieku.
Gdy dostała odpowiedź, radę by szukać w Centralnym Archiwum Wojskowym, odpisała-, że spodziewała się więcej. Czego się spodziewała? Tego, że jej ktoś pojedzie do CAWu i wyciągnie stamtąd dokumenty? Przywiezie do domu? To tylko wybrany, ciepły temat. Ileż podobnych tematów pojawia się na naszych forach. Iluż mądrych dyskutantów wie co zrobić by ułatwić nam nasze zainteresowanie. Wiedzą lecz nie pomogą.
Wracając jednak do sensu przynależności do Towarzystw Genealogicznych. Nie chcesz być członkiem żadnego TG? – Zgoda. Nie chcesz pomóc coś zrobić dla innych ( i dla siebie!)? – Zgoda. Nie chcesz mieć przyjaciół, też poszukiwaczy własnych korzeni? Nie chcesz rozmawiać z nimi o swoich i nas wszystkich problemach? – Też zgoda. Konstytucja zapewnia nam wolność zrzeszania się.
Nie chcesz? –Nie zrzeszaj się. Nie musisz uczestniczyć w żadnych spotkaniach. Bądź „solistą” w pełnym tego słowa znaczeniu i nie żądaj by inni robili coś dla Ciebie.
Stanisław Pieniążek
|
|
|
|
|