Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego

flag-pol flag-eng home login logout Forum Fotoalbum Geneszukacz Parafie Geneteka Metryki Deklaracja Legiony Straty
środa, 25 listopada 2020

longpixel
longpixel

Nasi tu byli

arrow kellas
18:41:46 - 25.11.2020
arrow MichałMakuch
18:41:22 - 25.11.2020
arrow T0masz_0
18:41:21 - 25.11.2020
arrow Ewka58
18:40:14 - 25.11.2020
arrow krzan
18:40:13 - 25.11.2020
arrow mailittio
18:39:43 - 25.11.2020
arrow MagdalenaGronowska
18:39:25 - 25.11.2020
arrow pronobis
18:38:27 - 25.11.2020
arrow Pawel_B
18:37:18 - 25.11.2020
arrow mael
18:36:05 - 25.11.2020
arrow Gocha_D
18:35:55 - 25.11.2020
arrow magdalena72
18:35:47 - 25.11.2020
arrow pixie
18:35:21 - 25.11.2020
arrow beatpatt35
18:35:18 - 25.11.2020
arrow Maciej_Dokurno
18:34:54 - 25.11.2020
arrow markon
18:34:33 - 25.11.2020
arrow GrudzienIwona
18:33:47 - 25.11.2020
arrow kryst76
18:33:37 - 25.11.2020
arrow aga1732
18:32:08 - 25.11.2020
arrow Mon_War
18:30:16 - 25.11.2020
arrow J.Borycki
18:28:54 - 25.11.2020
arrow elgra
18:28:31 - 25.11.2020
arrow Roza.sz
18:28:27 - 25.11.2020
arrow wacus
18:28:14 - 25.11.2020
arrow waszadek
18:28:10 - 25.11.2020
arrow adamrw
18:28:09 - 25.11.2020
arrow Dubiczyńska_Maria
18:27:15 - 25.11.2020
arrow maria.j.nie
18:26:46 - 25.11.2020
arrow Krysia18
18:26:32 - 25.11.2020
arrow kama555
18:26:12 - 25.11.2020
Członkowie i sympatycy

Jak szukać w Ziemi Bielskiej? – miniporadnik genealogiczny
Dodano: wtorek, 15 lipca 2014 - 06:51 Autor: jamiolkowski_jerzy
ArchiwaliaJak szukać w Ziemi Bielskiej? – miniporadnik genealogiczny
Przypadkowo zaproponowano mi, abym podzielił się swoimi doświadczeniami w zakresie wykorzystywania ksiąg sądowych do genealogii. Fakt – przeglądam je od lat, niemniej takie wyzwanie zrazu uznałem za szaleństwo. Gdzie mnie kompletnemu amatorowi, nie znającemu łaciny, wymądrzać się w temacie, który bardzo wielu historyków omija szerokim łukiem. Niemniej, jeśli udało mi się dzięki kwerendom ksiąg sądowych dotrzeć do przodków żyjących w XV wieku, uznałem - ryzykując krytykę- że ten fakt pozwala mi podzielić się swoimi doświadczeniami, a przy okazji, mam nadzieję, przydatnymi informacjami.
Od razu zastrzegam - nie będzie to wykład o samych księgach a jedynie podpowiedź jak je praktycznie wykorzystać w genealogii. Drugie zastrzeżenie - moja wiedza dotyczy dosyć wąskiego terytorialnie obszaru, który mam rozpoznany, tj. Ziemi Bielskiej. Niemniej sam opis poszczególnych procesów w trakcie kwerendy może dotyczyć i innych terenów.

Z miejsca warto wyjaśnić, cóż zacz owa Ziemia Bielska. Za wikipedią
Ziemia bielska – jednostka terytorialna wchodząca od 1413 roku w skład w województwa trockiego i od 1513 roku włączona do nowopowstałego województwa podlaskiego. Głównym miastem był Bielsk (obecnie Bielsk Podlaski – przyp. jj). Ziemia bielska powstała z połączenia trzech odrębnych terytoriów. Pierwsze z nich to obszar podległy grodom w Bielsku i Surażu, które wcześniej wchodziły w skład ziemi drohickiej i dzieliły jej los co do przynależności państwowej w XIII i XIV w. Drugie terytorium to część dawnej kasztelenii swięckiej, która została oderwana od Mazowsza przez Litwinów w połowie XIV w. Granica pomiędzy tymi dwoma terytoriami w przybliżeniu biegła wzdłuż rzek: Nurca, Mieni i Lizy. Ostatnie z terytoriów – powiat goniądzki – był częścią składową ziemi wiskiej, należącej do Mazowsza. Gdy książęta mazowieccy oddali ziemię wiską Krzyżakom, ci w tajnym układzie odstąpili jej część, czyli powiat goniądzki księciu litewskiemu Witoldowi. Powiat ten najbardziej odróżniał się od pozostałych części ziemi bielskiej. Został nieco później skolonizowany. Także, odmiennie niż reszta ziemi bielskiej, należał do diecezji wileńskiej.
Ziemia bielska zachowała najwięcej dóbr królewskich i była z trzech ziem podlaskich największą, bo stanowiła północną połowę Podlasia z miastami i miasteczkami: Bielsk, Narew, Orla, Kleszczele, Boćki, Brańsk, Suraż, Białystok, Tykocin, Knyszyn, Goniądz, Choroszcz, Jasionówka, Rajgród i Augustowo.

Niezbędne jest zrozumienie różnicy pomiędzy pojęciami Ziemia, województwo i powiat. Ziemia była jednostką większą od powiatu, a mniejszą od województwa. Reasumując w skład województwa podlaskiego poza Ziemia Bielską wchodziły jeszcze Ziemia Drohicka i Ziemia Mielnicka. Uwaga - pojęcie województwo podlaskie nie jest tożsame z pojęciem Podlasie, ale to temat na inne opowiadanie.
Zanim jednak o księgach sądowych kilka podstawowych rad. Drogę do nich powinien poprzedzać niełatwy proces „przygotowawczy”. Nie ma sensu do nich [ksiąg] siadać jeśli wcześniej nie przeprowadzi się gruntownej kwerendy metrykalnej. Musimy bowiem wiedzieć kogo w sądach szukamy - osobę konkretnego przodka a nie samo nazwisko.
Przede wszystkim należy odrzucić pokusę szukania przodków na skróty, w herbarzach. Mówiąc łagodniej – można się w to bawić, ale nie tworzyć na ich podstawie żadnych wywodów. Należy odłożyć je na bok i zająć się metrykalną (lub szerzej, opartą również na innych dokumentach) genealogią. Wiem z własnego doświadczenia, jak trudno uciec od tej pokusy, ale jest to jedyna droga, aby dojść do celu. No i jaka satysfakcja kiedy herbarzowe zapisy okażą się akurat zapisami dotyczącymi udokumentowanych naszych przodków.
Niestety ale większość „genealogów”, szczególnie tych o nazwiskach „szlacheckich” na etapie herbarzy kończy swoja przygodę. Próżność połechtana, jest herb z sufitu. Szybko łatwo i przyjemnie, tylko najczęściej nijak to się ma do prawdy.
W miejsce herbarzy o wiele przydatniejsza jest lektura opracowań historycznych dotyczących ziem na których żyli przodkowie. Uczą one rozumienia tamtych czasów (wyzbycie się współczesnego oglądu spraw jest wręcz konieczne) oraz uczą także innej, tamtej geografii. Z reguły różni się ona od obecnej struktury administracyjnej. Dzisiejsze przysłowiowe dziury były wtedy centrami admistracji, także sądowej. Bez tej wiedzy poszukiwanie ksiąg oraz innych dokumentów, np. taryf podatkowych czy innych spisów będzie trudne.
W przypadku Ziemi Bielskiej czy szerzej Podlasia do takich niezbędnych lektur zaliczyć trzeba Podlasie Aleksandra Jabłonowskiego, Szkice z dziejów szlachty mazowieckiej Władysława Smoleńskiego (bardziej uniwersalne niż wskazywałby sam tytuł), dzieła Glogera z jego Encyklopedią Staropolską, opracowania profesora Jerzego Wiśniewskiego. Listę można i warto poszerzać. Podobnych lokalnych lektur należy szukać w przypadku kwerendy innych regionów.

Kwerenda genealogiczna

W samej kwerendzie należy zrezygnować z chodzenia na skróty, szukania w internecie, byle nazwisko pasowało. Jeśli ktoś liczy, że wywód zbuduje poprzez szukanie w internecie może zaprzestać dalszej lektury tego tekstu. Nie da się !! Może za wiele lat. Kwerenda musi być step by step czyli poprzez dokumentowanie kolejnych przodków. Złudne jest liczenie na portale genealogiczne w rozdzaju katalog szlachty. Zawierają one ograniczony zasób informacji. Jako że nazwiska i imiona bardzo często są takie same, niby pasuje. Problem w tym, że jednocześnie mogło żyć nawet kilka par (przy bardzo popularnych nazwiskach) o tym samym nazwisku i identycznych imionach ojca i matki. Dla jasności portal katalog szlachty uważam za b. cenny, sam z niego korzystam, jest bardzo przydatny w sytuacjach migracji czy poszukiwania miejsca ślubu, ale z uwagi na niekompletność bazy nie może być podstawą kwerendy.
Nie jestem przeciwnikiem genealogii internetowej, przeciwnie jest b. pomocna ale tylko wtedy jeśli w internecia mamy zasoby kompletne. Stąd nicjatywy w rodzaju Szukaj w archiwach czy metryki w genealodzy etc są bardzo cenne, lecz jeszcze dużo wody upłynie zanim wszystkie metryki znajdą się w internecie. Ciągle podstawowym instrumentem pozostaje poszukiwanie w archiwach i parafiach.
W Polsce nie ma systemu pełnej informacji o zasobach metrykalnych (uwaga dotyczy to także innych przydatnych dla genealogii zasobów). Wynika to głównie stąd, że są one przechowywane w różnych archiwach, najogólniej państwowych i kościelnych. Pół biedy z państwowymi. Istnieją centralne bazy archiwów państwowych Pradziad, Ela, Sezam, poszczególne archiwa mają swoje inwentarze. Dostępne jest to w internecie. Zdecydowanie gorzej jest z bazą kościelną. Wreszie są dokumenty, które przechowywane są poza granicami Polski.
W tym mini poradniku postanowiłem przy okazji przekazać swoją wiedzę na temat jakie i gdzie szukać metrykaliów jeśli idzie o obszar Ziemi Bielskiej. Patrz niżej załącznik Księgi metrykalne Ziemi Bielskiej. Tu tylko kilka uwag natury ogólnej.
Kwerenda metrykalna - uwagi praktyczne

Pomijam tu omawianie spraw dotyczących XIX wieku, najogólniej po 1808 roku. W jakimś sensie ustosunkowuję się do tego we wspomnianym przed chwilą załączniku. Do trzeciego zaboru (1795 rok) na obszarze Ziemi Bielskiej mamy do czynienia z jednolitym charakterem ksiag metrykalnych. Były to księgi w języku łacińskim, zwane trydenckimi; same akty metrykalne zawierają bardzo lapidarne informacje. Przykładowo jeśli chodzi o chrzty najczęstszym schematem tekstu (w tłumaczeniu na polski) było: Data - Ja ksiądz X (czasem zamiast daty i nazwiska było Item czyli jak wyżej) ochrzciłem dziecię imieniem, dalej wymieniano imiona rodziców, nazwisko (panieńskie matki rzadko). Wymieniano z imienia i nazwiska rodziców chrzestnych. Był określany stan społeczny, podstawowe stany to laboris – pracowity, wieśniak; famatus – sławetny zwykle rzemieślnik; honestus – uczciwy, też rzemieślnik tyle, że raczej na wsi; nobilis – szlachetny, szlachcic; generosus - urodzony, zwykle tak określano majętniejszą szlachtę. Czasem zdarzało się, że wpisywano przydomek czyli dicti (dla genealogii to bezcena informacja pozwalająca na precyzyjną identyfikacje w mnogości noszących to same nazwisko). Wieku osób występujących nie wpisywano. W tytule dokumentu podawano miejscowość zdarzenia.
Dokumenty ślubów i zgonów były równie lapidarne. W przypadku np. ślubów nie pisano niestety wieku młodych ani imion rodziców. W przypadku zgonów wpisywano wiek zmarłego (ale nie zawsze). Z rzadka w przypadku zgonów wpisywano imiona pozostawionych przy życiu małżonków czy też w przypadku wdowców imiona wcześniej zmarłych partnerów. Rzadko też określano imię ojca zmarłego.
Jak widać w aktach trydenckich informacje metrykalne były bardzo skrótowe, nie zawsze pozwalające na pełną identyfikację osoby. Aby sobie z tym mankamentem poradzić najlepszym antidotum jest spisanie wszystkich noszących nasze nazwisko (a) !!. Tylko taka indeksacja i natępnie analiza zapisów pozwala na eliminowanie fałszywych tropów. Wiem to z własnego doświadczenia, bowiem w radosnym uniesieniu nowicjusza dosyć szybko dotarłem do końca XVII wieku; imiona pasowały. Z czasem okazało się, że to nie mój przodek.
Jeszcze trudniej kwerenda wygląda w przypadku włościan. Tu wymagana jest szczególna uwaga. Wynika to także stąd, że nazwiska w ich przypadku miały charakter nieformalny. Ilustruje to mój własny przykład rodzinny. Nazwisko matki Andruk było zapisywane jeszcze do połowy XIX wieku naprzemiennie, także jako Mogilewski, natomiast wcześniej występowało w postaci Jendruk, Jendruczyk, Odndruszko, Andruczyk. Te różnice akurat mają charakter banalnych ale zapisywano także Ślusarz (rczyk), Kowalczyk (w obu ostatnich przypadkach geneza od zawodu) oraz Janczuk (od Jana ). Wydać się może niepojęte ale ci wszyscy to jedna, ta sama rodzina, żadni powinowaci!! Rzeczywistość – jak widać - jest złożona, nazwiska naszych przodków mogły być krańcowo różne. Jeśli ktoś nie chce tego dopuścić do świadomości niech sobie lepiej da spokój z genealogią i zajmie się na przykład księgowością. Reasumując, spisywanie wszystkich jest nie tylko pomocne, jest koniecznością.
Samo przeglądanie ówczesnych łacińskich ksiag metrykalnych jest zadaniem żmudnym. Nie ma żadnych indeksów osobowych na koniec roku. W bazgrołach tekstu jedynym wyróżnikiem o charakterze informacyjnym jest nazwa miejscowości. Jeśli wiemy, że kwerenda ma dotyczyć konkretnej miejscowości to już bingo! pół sukcesu.
Niemniej w przypadku obszarów, które w XIX wieku weszły w skład Królestwa Polskiego (m.in. parafie obecnej diecezji łomżyńskiej ale również Mazowsza) w sukurs mogą przyjść sumariusze ksiag metrykalnych poszczególnych parafii. Zostały sporządzone po 1850 roku, szczęśliwym dla genealogii nakazem władz kościelnych. Są de facto indeksacją aktów metrykalnych od najstarszych po 1808 rok. Niestety (zdaje się) nie określono standardu informacyjnego samych zapisów. Niekiedy, jak w przypadku Sokół, sumariusze zawierają nieomal wszystkie informacje z zapisów w księgach metrykalnych (w zasadzie poza nazwiskami chrzestnych jest wszystko) ale już w przypadku Kobylina jest to jedynie spis lakoniczny: numer aktu (ta informacja jest kluczowa dla znalezienia konkretnego aktu w księdze), data zdarzenia oraz imię i nazwisko.
Nie mam wiedzy w których parafiach takie sumariusze się zachowały, bowiem wnikliwie przeglądałem jedynie „swoje” parafie. Na pewno są jeszcze w Jabłoni Kościelnej i Płonce Kościelnej. Teoretycznie powinny być we wszystkich z parafii łomżyńskiej (także na Mazowszu). Ustalenie stanu faktycznego pozostawiam samym zainteresowanym. Pytać należy w samych parafiach. I nie tylko w kontekście poszukiwania sumariuszy.
W genealogii główne, praktyczne znaczanie ma parafia. W nich bowiem tworzono księgi metrykalne. Nawet, kiedy w XIX wieku wprowadzono księgi stanu cywilnego, to ich prowadzenie i tak przypadło parafiom. Także to właśnie tam tworzono inne bardzo pomocne dokumenty np. spisy parafialne czy taryfy dziesięciny. Przykładowo regestr dziesięciny parafii sokołowskiej z 1782 roku ma kapitalne znaczenie. Podobnie spis parafian Poświętnego z 1787 roku, w tym przypadku tym większe, że z tego okresu nie ma ksiąg metrykalnych. Moja rada - należy szukać podobnych dokumentów w „swoich” parafiach. I praktyczna wskazówka - jeśli nie ma ksiąg metrykalnych naszej parafii (dotyczy okresu sprzed 1808 roku) można próbować szukać w sąsiednich parafiach. Znam liczne przypadki, czasem były to wręcz reguły, że mieszkańcy pogranicznych wsi częściej chrzcili w sąsiedniej parafii niż rodzimej.
Zasoby archiwów parafialnych (z reguły) nie trafiły do archiwów diecezjalnych, tym bardziej państwowych. Stąd czy się nam podoba czy nie ale, aby poważnie myśleć o genealogii, powinno nam zależeć na pozyskiwaniu życzliwości proboszczów. Nawet jeśli możemy XIX wieczną kwerendę przeprowadzić na mikrofilmach to zawsze warto pamiętać, że dostęp do starszych ksiąg może prowadzić przez plebanię. Z praktycznego „wyrachowania” warto ją odwiedzić wcześniej. Zalecana pokora. Parafia to nie urząd, tu proboszcz niczego wobec nas nie musi. Przydaje się ofiara, miejscowe kontakty. Proboszczowie, jak to ludzie, bywają bardzo różni. Bywają tacy co genealogów nie cierpią. Szczęśliwie nie ma wiecznych proboszczów, na stałe przywiązanych do tej samej parafii. Przez ostatnie lata nie miałem dostępu do zasobów Poświętnego, nie pomogło wstawiennictwo wójta i IPN. Dochodzą mnie jednak słuchy, że idzie nowe, ma być nowy proboszcz.
W większości przypadków, a było tego trochę, mam jednak dobre wspomnienia. Poza krańcowymi przypadkami dostęp do zasobów na plebaniach daje się uzyskać. Potrzebna jest cierpliwość i przede wszystkim kompetencja (wiedza czego szukamy). Kogoś kto nie bardzo wie czego szuka łatwo rozpoznać. Bezcenna jest pomoc miejscowych. Nawet, gdy już nie ma tam rodziny, warto nawiązac kontakt z mieszkańcami, pretekst nasuwa się sam – pogadać co wiedzą czy pamiętają rodzinę. Wstawiennictwo miejscowych, a jeszcze takich co mają dobre relacje z proboszczem, to niezwykły atut. Być może przeceniam rolę proboszczów. Ale na podstawie własnej praktyki wiem, że z reguły genealgia jest ostatnią rzeczą, która ich ineresuje. Różnie bywa z ich wiedzą w tym zakresie. Bardzo często nie wiedzą co posiadają i co niszczeje w parafialnych archiwach. Lepiej pozyskać ich życzliwość. Mnie w Płonce Kościelnej dopiero za piątą lub szóstą (umówioną!) wizytą (a to trafiałem na pogrzeb albo wezwanie do biskupa) uzyskałem dostęp do ksiąg. Później z księgami proboszcz pozostawiał mnie samego.
Warto także znaleźć kogoś doświadczonego kto prowadził poszukiwania w interesującej nas parafii, warto przeszukać internet, znaleźć solidne, lokalne genealogiczne strony internetowe. Odradzam kontakty z wszystkowiedzącymi i genealogicznymi celebrytami, bazującymi na wiedzy z herbarzy.
Niewątpliwie najlepiej by było gdyby zawartość parafialnych archiwów trafiła do nadrzędnych archiwów. Nie jest to takie proste, a i nie gwarantuje transparentnej informacji. Tym bardziej w sieci. W przypadku Archiwum diecezji drohiczyńskiej jest przynajmniej solidny papierowy (fiszki) inwentarz, w Archidiecezjalnym białostockim jest tylko komputer księdza Adama, a w diecezji łomżyńskiej za informacje służą jedynie papierowe kartki w foliowych koszulkach.
Po tych refleksjach czas wracać do samych ksiąg metrykalnych. Wcześniej wspominałem o cezurze czasowej roku 1795. Wynika to stąd, że po trzecim zaborze większość terytorium Ziemi Bielskiej (do roku 1807) przypadła Prusom. W związku z tym dokonano zmian w systemie prowadzenia ksiąg. Najbardziej doniosła to zapisywanie zdarzeń po polsku. Na marginesie - w parafiach unickich język polski był stosowany i wcześniej. Dotyczy to m.in. metryk cerkwi w Kożanach. Zapisy, od najstarszej ksiegi z 1770 roku, prowadzono po polsku. Czy tak było w innych parafiach unickich? - nie wiem, ale sądzę, że tak. Z braku praktyki nie piszę tu o parafiach prawosławnych ale raczej na pewno nie była to łacina.
Kwerenda innych dokumentów

Uzupełnieniem kwerendy metrykalanej powinna być kwerenda innych dokumentów, przede wszystkim taryf podatkowych. Dla Ziemi Bielskiej zachowało się kilka, wymieniam od „najmłodszych”:
1790 rok - Taryfa Dymów i Podatku Podymnego z Dóbr Ziemskich w województwie podlaskiem Ziemi Bielskiej leżących z nowej Lustracyi Roku 1790 przez Prześwietne Komissye Porządkowe – Cywilne – wojskowa czynioney ułożone. Oryginał przechowywany jest w Wilnie. Mikrofilm posiada AP w Białymstoku. Spis ułożony parafiami (alfabetycznie).
W przypadku podatku podymnego wymieniany był jedynie płatnik podatku, właściciel dymu, komina (de facto domu). Uwaga w przypadku taryf podatkowych, a także ksiąg sądowych (do których omówienia powoli zmierzam) trzeba przyswoić żelazną zasadę – istnieli w nich tylko (lub głównie) właściciele prawni, co oznacza, że jeśli głowa rodziny żył np. 90 lat, to jego synowie czy - tym bardziej wnukowie - choćby żonaci w przestrzeni prawnej nie istnieli!! No chyba, że ojciec ich usamodzielnił. Nie działo się to jednak często. Widać, z przezorności o własny los, woleli tego nie czynić.
W taryfach podymnego wymieniana była szlachta. Atutem omawianej tu taryfy jest, że zapisywano imię ojca. Minusem - fatalna maniera pisania skrótem imienia, na dodatek ozdobnym inicjałem. Prowadzi to do kłopotów z ustaleniem imienia np. Andrzej czy Antoni. Wspomnieć też trzeba, że w przypadku kiedy właściciel zmarł i nie dokonano podziału zapisywano ten fakt określeniem sukcesariusze po.
1775 rok – Taryfa dóbr dziedzicznych Nazwiska wsiow majętności y kluczy. Dokument przechowywany jest w Archiwum Państwowym w Krakowie i pochodzi z Zespołu Zygmunta Glogera, sygnatura 605. Spis ułożony miejscowościami, alfabetycznie. Mankament genealogiczny - przy nazwisku płatnika zawiera tylko jego imię (bez przywoływania imienia ojca).
1712 rok – Taryfa podatkowa bez tytułu. Zawarta jest w księdze grodzkiej brańskiej 52, AGAD Zespół 87, dotąd nie zmikrofilmowana. Nie mam jasności czy był to podatek pogłówny czy podymny. Nie wymieniano co prawda tylko właściciela, bo także główne zamieszkałe razem osoby (choć nie wszystkie) ale nie zapisywano kwoty pieniężnej. To jednak tylko moja ocena, nie analizowałem dokładnie, przeglądałem pod kątem tylko swoich parafii. Kolejność parafi bardzo przypadkowa, bodaj nie zawiera wszystkich.
1697 rok – Wykaz pospolitego ruszenia z ziemi bielskiej w Brańsku 1697, Archiwum Państwowe w Krakowie ZZ Glogera, sygn 623. Dokument ciekawy ale przydatność genealogiczna niewielka, wymienieni są bowiem jedynie wybrani przedstawiciele, delegaci poszczególnych wsi.
1692 rok – Zawarta jest w księdze grodzkiej brańskiej 52, AGAD, zespół 87, dotąd nie zmikrofilmowana. Podobnie jak w regestrze z 1712 roku brakuje głównego tytułu. Są dla poszczególnych parafii, np. Regestr albo comput osób należących do wypłacenia pogłównego przez laudum na Sejmiku Brańskim uchwalonego w parafiey Sokołowskiej przez mnie nizey podpisanego fide liter spisany y do ?? grodzkich Brańskich według procesu ?? podany Anno Dom 1692 Te same uwagi co przy taryfie 1712 roku.
1676 rok – Rejestr podatku pogłównego z 1676 r. Przechowywany w Bibliotece Czartoryskich w Krakowie jako Rękopis 1099. W tym przypadku jest to niewątpliwy podatek pogłówny. Poza spisanymi osobami wymieniana jest kwota podatku. Uwaga - należy przestawić się na ówczesny system miar. Złoty liczył 30 groszy a nie 100! Podstawową jednostką ilości była kopa, m.in. płacono jeszcze (w XVI wieku była to podstawowa norma) kopę groszy czyli 2 złote.
1674 rok – Rejestr podatku pogłównego z roku 1674. Przechowywany w AGAD Archiwum Skarbu Koronnego I 70. Zmikrofilmowany .
oraz 1663 rok – Rejestr podatku pogłównego z roku 1663. Przechowywany w AGAD Archiwum Skarbu Koronnego I 70. Zmikrofilmowany
Omawiam łącznie bo nie ma pomiędzy nimi metodologicznych różnic.
Czas na informacje podstawowe dotyczące podatków. Za Wikipedią, przedstawiam podstawowe pojęcia podatków.

– P o g ł ó w n e. W Polsce podatek ten został wprowadzony w XVI wieku; jest to jedna z najstarszych form podatków. Początkowo jako danina ludności żydowskiej za opiekę monarszą. Od początku XIV w. w formie pogłównego wybierano też świętopietrze. W latach 1498 — 1520 podatek nadzwyczajny obejmujący także szlachtę i duchowieństwo, nakładany w związku z zagrożeniem tatarskim i krzyżackim, płacony w wysokości zależnej od pozycji społecznej i urzędu. Uchwalane przez sejm wielokrotnie w 2 poł. XVII w. Część pogłównego płacona przez duchowieństwo, a następnie przez szlachtę i nazywała się subsidum charitativum dla zaznaczenia dobrowolności świadczenia. Od 1717 r. stały podatek na utrzymanie wojska.

– P o d y m n e, stała danina (podatek) pobierana od każdego domu mieszkalnego. Podymne wprowadzone zostało w 1629 r. Płacone było przez mieszczan, chłopów i szlachtę. Jej wysokość zależna była od wielkości budynku, jak i miasta. Od 1775 roku pobierano podymne od każdego komina na dachu. Zlikwidowane zostało wraz z upadkiem Rzeczypospolitej.
Ustawa sejmowa z 1662 roku określała, że opodatkowaniu pogłównemu podlegają wszyscy oprócz: dzieci do lat dziesięciu (tu kombinowano okrutnie, utajniając posiadane dzieci), osób starych (zwykle za takie przyjmowano osoby mające powyżej 60 lat) oraz żebraków do roboty niedołężnych. Było sześć stawek podatkowych. (Uwaga – powtarzam ówczesna złotówka to 30 groszy).
Posiadający chłopów pańszczyźnianych płacili minimum 3 złote. Drobnej szlachty dotyczyły dwie kategorie: „od tych którzy kilku na włoce mieszkają a sami wołmi orzą” - ci płacili 1 zł oraz „od tych którzy tylko ogród kopią i nie sieją” - 15 gr. Od żon i dzieci miano pobierać połowę. Chłopi, czeladź i służba domowa, bez podziału na mężczyzn i kobiety płacili podatek w wysokości 1 zł rocznie. W 1676 r. stawki wzrosły o 100%.
W podatkach z lat 1663 i 1674 wymieniani byli również chłopi. Z zasady wymieniano z „nazwiska” służbę, od których płacono. Natomiast w przypadku podanych (subditus) bywało różnie zależnie od parafii. Nie przeglądałem szczegółowo wszystkich ale np. w parafii juchnowieckiej czy waniewskiej bodaj wszystkich, całymi wsiami.
Uwaga - w księdze brańskiej nr 44 przechowywanej w AGAD znajdują się ciekawe, uzupełniające materiały do prezentowanych wyżej spisów.
Pomijam tu incydentalne spisy i taryfy, choćby z Księgi grodzkiej brańskiej (jedynej przechowywanej w AP w Białymstoku) czy innych ksiąg sądowych. Dla powszechnej genealogii nie są przydatne, choć w jednostkowych przypadkach mogą okazać się b. cenne.
Walorem wymienionych wyżej taryf podatkowych z lat 1663 do 1712 jest, że najczęściej zazębiają się z księgami metrykalnymi większości parafii, co stwarza olbrzymią szansę odkrycia w taryfach podatkowych własnego przodka. Pamiętać musimy jednak ciągle o tym, że w taryfach występuja jedynie prawni właściciele, zatem zapisywany w księgach metrykalnych przodek w taryfach może nie występować (był za młody, a ojciec jeszcze w tych latach żył ). I drugi walor tych taryf - jeśli znajdziemy w nich swojego przodka to możemy zacząć kwerendę ksiąg sądowych.
Lata 1577 – 1580 Regestry poborowe Sporo informacji dostarczają regestry poborowe (poboru podatku – przyp. jj) z lat 1577 - 1580. Zachowało się ich trzy.
1577 rok - Regestr poboru z włók szlacheckich osiadłych.
1578 rok - Regestr wibierania poboru na Seymie Warszawskim postanowiony i Uchwalony w Roku Bożym 1578 z Ziemi Bielskiey przez Walentego Niewiarowskiego a wybierany w roku 1579.
1580 rok - Regestr poborowy anni 80 w województwie podlaskiem, powiatu bielskiego sprawowany przez mię Bianiasza Jałbrzika Wysseńskiego.
Wszystkie przechowywane w AGAD Zespół Archiwum Skarbu Koronnego I 47. Zmikrofilmowane. Fragmenty prezentuje Aleksander Jabłonowski Podlasie. Dotyczą obowiazującego wówczas podatku łanowego (włoka a łan to w zasadzie to samo).
Genealogiczną wadą jest, że podatki płaciła wówczas jedna osoba w imieniu cześników. Cześnictwo było formą rodowej wspólnoty. Stąd tylko nieliczni pojawiali się w tych spisach. Jednak kompleksowa lektura wszystkich regestrów – piszę z praktyki – sprawia, że informacje się uzupełniają i stają się b. przydatne. Na pewno jednak nie powinno się od regestrów rozpoczynać kwerendy. Warto to robić dopiero po lekturze ksiąg sądowych.
Cennym uzupełnieniem powyższych regestrów jest Rekognicyarz poborowy Województwa Podlaskiego z R. 1581. (wykaz dziedziców, ich urzędników, sług i sprawców pow. Bielskiego) . Jego atutem jest, że można go znaleźć w sieci (wielkopolska biblioteka cyfrowa).
Jeszcze starsze dokumenty przydatne w kwerendzie to popisy (spisy) szlachty. Umieszczone są w internecie. Stąd nie podaję źródeł oryginalnych. Ten, kto do tego momentu z wywodem przodków dojdzie, z pewnością z ich ustalniem sobie poradzi. W odwrotnej kolejności czasowej są nimi:
1569 Przysięga na wierność Koronie.
1567 Popis wojska litewskiego.
1565 jw tyle, że bardzo ograniczony.
1528 Popis szlachty litewskiej także zwany jako Regestr wojska litewskiego. Kto z przodkami do tych lat dojdzie, dalej w genealogii już może liczyć tylko na cud.

Księgi sądowe

Skarbnicą wiedzy o przeszłości są księgi sądowe. Może nie tyle historycznych dziejów, wielkich wydarzeń, ale wiedzy o ówczesnym życiu. Szczęśliwie w przypadku Ziemi Bielskiej zachowały się relatywnie spore zasoby ksiąg sądowych. Paradoksalnie ale głównie dzięki temu, że ich większość trafiła do Rosji (obecnie są przechowywane na Białorusi). Te które w międzywojniu znalazły się w AGAD, spłonęły w 1944 roku. W efekcie dziejowych kataklizmów zaginęły księgi XVIII wieczne (między innymi utworzonego w 1768 roku sądu tykocińskiego). Ale i tak los obszedł się z Ziemia Bielską łagodniej niż np. wiską, zambrowską czy łomżyńską z których nie zostało praktycznie nic.
W odróżnieniu jednak od większości Ziem centralnej Polski nie ma kompletnie ksiąg XVIII wiecznych. Najbliższe naszym czasom datowane są na 1703 rok. Z zasobów Ziemi Bielskiej ocalały głównie księgi sądów ziemskiego w Surażu, grodzkiego w Brańsku i szczątki grodzkich goniądzkich. Niemniej dostęp do ksiąg nie jest łatwy, są rozproszone, ich większość znajduje się za granicą (głownie w Mińsku).
Podstawowe zbiory ksiąg przechowywane są:

Polska
Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie: księgi grodzkie brańskie PL 87; księgi ziemskie suraskie PL 93; trzy księgi grodzkie goniądzkie, fragmenty Metryki Litewskiej,wreszcie tzw. Kapicjana. W odróżnieu od ksiąg z Mińska nie są zmikrofilmowane, a większość (dotyczy to głównie suraskich) nie jest udostępniana z powodu zniszczeń. Tym bardziej powinny być konserwowane i zmikrofilmowane (zeskanowane). W tym względzie jesteśmy daleko za Białorusią.
Archiwum Państwowe na Wawelu: Zbiór Zygmunta Glogera, min. Kapicjana.
AP w Białymstoku: pojedyncze fragmenty zespołów, min fragmenty Kapicjanów oraz jedna księga grodzka brańska

Białoruś
Narodowe Historyczne Archiwum Białorusi NIAB w Mińsku: księgi grodzkie brańskie Fond 1708 (częściowego zakupu skanów dokonał Podlaski Urząd Wojewódzki, skany znalazły się w AGAD i AP w Białymstoku, gdzie są udostępniane, jest ich około 135 (szczególowo nie liczyłem), jednak jeszcze 59 pozostało w Mińsku); tzw księgi bielskie czyli Fond 1744 (nazwa bielskie jest jednak myląca, głównie są to księgi suraskie ale także zdarzają się brańskie); księgi ziemskie suraskie czyli Fond 1789; księgi grodzkie bielskie Fond 1706 (uwaga tu nazewnictwo bielskie ma charakter bardzo umowny, rzeczywista zawartość bywa inna ale to temat na specjalityczne rozważania); Fond 1712 księgi grodzkie goniądzkie; księga sądu kapturowego ziemi bielskiej z lat 1673 – 1676. Bodaj wszystkie zmikrofilmowane.

Ukraina
Centralne Państwowe Historyczne Archiwum Ukrainy we Lwowie CP: Fond 812 Kapicjana
Nie wykluczone, że w bezbrzeżach Rosji są jeszcze jakieś inne. Mówi się o Jarosławlu. Mogą być tam opisane w mylący sposób. Tak było ze znalezionymi ostatnio, dosyć przypadkowo, lwowskimi Kapicjanami. Najstarsze księgi pochodzą z około połowy XVI wieku. Starszych niestety brak, no chyba, że szczęśliwie trafi się w ocalałych jakaś stara oblata.
Na wstępie kilka podstawowych - i jedynie skrótowych - informacji o staropolskim systemie sądownictwa. Podstawowymi sądami były sądy ziemskie i grodzkie. Sądy ziemskie były właściwe tylko szlachcie osiadłej (także duchowieństwu). Rozpatrywano w nich wszystkie sprawy z wyłączeniem przypisanych tylko sądom grodzkim (cztery artykuły grodzkie tj. podpalenie, napad na dom szlachcica, rabunek na drodze publicznej i porwanie dziewicy) oraz sądom podkomorskim.
Natomiast sądy grodzkie były właściwe do rozpatrywania spraw pozostałych warstw społecznych (w tym także szlachty bez ziemi). Ponieważ początkowo sądy ziemskie pracowały okresowo, a sądy grodzkie ciągle urzędowały, to z czasem (już nawet w XV wieku) wiele ze spraw właściwych do rozpatrywania przez sądy ziemskie kierowano do sądów grodzkich. W przypadku sądów grodzkich rozróżnić można dwa rodzaje spraw (za Adamem Pszczółkowskim): to sprawy cywilne rozpatrywane na rokach zwyczajnych, druga to sprawy sporne. O ile transakcje cywilne miały zamknięty katalog formularzy (łącznie około 30, choć najczęściej spotykanych jest kilkanaście - zastaw, kwit, dług, cesja, komisja, recesja, rekomisja, donacja, sprzedaż, dożywocie, zapis posagowy, oprawa, przeniesienie zapisu na inne dobra, powiększenie lub pomniejszenie zastawu bądź długu, intromisja), o tyle w sprawach spornych katalog ten może być niezwykle długi (najczęstsze to sprawy o pobicia, gwałty, lżenie na honorze, dyffamacje, ponaglenia, wyroki zaoczne z powodu niestawiennictwa, wyroki zwykle, przysądzenia kosztów czy egzekucje z dóbr).
Dostęp do ksiag łatwy nie jest i z innego powodu – zapisywane były głównie w języku łacińskim. Dodatkową trudność stanowi ówczesna kaligrafia. Te wszystkie trudności da się jednak pokonać.
Jak szukać nie znając łaciny a jedynie ze słownikiem

Dobry słownik mieć jednak trzeba. Osobiście polecałbym Słownik łacińsko – polski dla prawników i historyków Janusza Sondela. Przy okazji uwaga – nie ma co liczyć na pomoc tłumaczy łacinników, tym bardziej specjalistów od Owidiusza. Zdecydowanie bardziej pomocni będą historycy. Język sądowej laciny jest bardzo specyficzny, pomocna jest podstawowa znajomość prawa. Nic dziwnego terminologia wyrosła wszak z sądowej łaciny.
Jednak dla samej genealogii istotne jest odczytanie imion, nazwisk i miejscowości. Niestety ale sądowa kaligrafia zmieniała się w czasie. Przykladowo widząc XV wieczną i także z początków XVI ja z miejsca się poddaję. Z późniejszą da się polubić. Z perspektywy genealogicznej bardziej niż znajomość łaciny potrzebny jest dobry wzrok i bystra wyobraźnia. Wskazane jest zapoznanie się z podstawami paleografii. Dotrzeć do nich można poprzez sieć internetową.
Osobiście namawiałbym najpierw na kwerendę Kapicjanów. Jest to gigantyczna spuścizna po Ignacym Kapicy. Patrz www.pl.wikipedia.org/wiki/Ignacy_Kapica_Milewski Moim zdaniem większą niż herbarz wartość posiadają kopie wykonane przez Kapicę. Były pisane pięknym, czytelnym pismem, po drugie miał on dostęp do wszystkich ksiag, także obecnie utraconych. Odradzam jednak czytanie wszystkiego. Początkującym polecam jedynie lekturę wypisów, skrótowych informacji o istocie źródłowych dokumentów. Przyjęło się nazywac je perpetuariami od łacińskiego pojęcia pertpetuae – wieczystość, na zawsze. Zawierają bowiem głównie dokumenty informujące o własności.

Kapicjana Krakowskie Spośród Kapicjanów krakowskich, Zbiór Zygmunta Glogera, są to poniższe sygnatury (dołączyłem także te które wymieniają urzędników) Uwaga nie są tu uszeregowane chronologicznie (szczegółowy inwentarz Zespołu Zygmunta Glogera można – chyba?- znaleźć w sieci) : ZZG 11, ZZG 12, ZZG 15 , ZZG 17, ZZG 18, ZZG 19, ZZG 20, ZZG 54, ZZG 55.

Kapicjana lwowskie Gorzej jest z kapicjanami lwowskimi, Centralne Państwowe Historyczne Archiwum Ukrainy we Lwowie. Odkryte bardzo niedawno nie zostały (dotąd chyba?) sprowadzone do Polski przez żadną instytucję. Natomiast skany zostały zakupione przez grupę osób prywatnych, min przeze mnie. Jedyna metoda dotarcia do skanów to szukać prywatnego kontaktu albo jechać do Lwowa lub z Archiwum się kontaktować. Relatywnie sposród wszystkich zagranicznych archiwów, na Ukrainie zakupy są najtańsze. Dla genealogii najbardziej przydatne są księgi 7, 8, 9,10, 11, 12 , 13, 14, 16, 18, 34, 35 , 36, 37.

Czas na księgi

Nie da się przejrzeć wszystkiego. Mnie przejrzenie blisko 200 ksiąg (ciągle nie wszystkich) zajęło sześć lub siedem lat. Oczywiście nie przyglądałem się wszystkim dokumentom. Interesowały mnie jedynie zapisy z wybranymi nazwiskami albo wybranymi miejscowościami. W tytule dokumentu jest bowiem albo nazwisko i rodzaj sprawy jakiej dokument dotyczy albo miejscowość i rodzaj sprawy. To znakomicie ułatwia kwerendę. Nie trzeba ślepić pozostałych. Oczywiście dominowały (li) Jamiołki. Bowiem jeszcze w początkach XVII wieku tak zapisywano zarówno nazwę miejscowości jak i „nazwisko” (końcówki -ski jeszcze nie było). W wyniku kwerendy zindeksowałem kilka tysięcy (nie liczyłem ale chyba blisko trzech) zdarzeń sądowych z udziałem Jamiołków. Dotyczących zaś bezpośrednich przodków z krza Wołpików Sieniutów kilkaset. Obrazuje to skalę ilości skanów na jaką potomkowie zagrodowej szlachty mogą liczyć. A nie są to z pewnością wszyscy. Umykają mi bowiem ci co występowali jako uczestnicy spraw w dokumentach tytułowanych nazwiskami sąsiadów, głownych aktorów i delatorów tych spraw. Przeglądanie tego wszystkiego byłoby już zboczeniem.
Lecz nie tylko szlachta zapisywana była w księgach. Rzemieślnicy i chłopi także. Tych trzeba głównie szukać w księgach grodzkich. Dotyczy to np. różnego rodzaju bójek, poranień czyli vulner. Największe szanse na zaistnienie w księgach mieli mieszkańcy wsi królewskich. Pełno jest w księgach inwentarzy tych wsi, a w nich spisy. Ponadto sporo opisów spustoszeń czynionych przez wojska tam stacjonujące. Można dowiedzieć się ile kur zabrali i ile gorzałki czy piwa każdemu z kmieci zarekwirowali. Nie jest moim celem przedstawianie pełnego zestawu spraw w jakich występowali „laborisi” i „famatusy”, sygnalizuję jedynie, że genealogia nieszlachecka też nie jest bez szans. Sam odkryłem kilka dokumentów dotyczących moich Andruków, najstarszy z 1638 roku. Znajomy dotarł do 1600. Jednak nie problem małej ilości dokumentów jest najwiekszym kłopotem w kwerendzie nieszlacheckich przodków, ale niestabilność nazwisk. Nazwisk wtedy bowiem nie było, były to raczej zmieniające się imieniska. W „swoich” dokumentach znalazłem przykładowo jedyny zapis, że moi mieli w XVI wiekunawet poddanego pańszczyźnianego chłopa subditusa. Zwany był Dziki. Z pewnością nie było to nazwisko.
Genealogia chłopska, co stale powtarzam, to wyższa szkoła genealogicznej jazdy. Szlachecka zaś, to z latami praktyki łatwizna i banał. Byle nie pogubić się w gąszczu np. Janów po (olim czyli niegdy ) Macieju.
Co potomek zagrodowej szlachty znajdzie w księgach sądowych?

Przede wszystkim obligatio czyli zastawy. Nie było instytucji finansowo bankowych. Kiedy brakło pieniędzy pożyczano od sasiada, który w zastaw brał odpowiednią ilość zagonów. Zapisywano to sądzie. Podobnie zapisywano wszelkie sprzedaże, tych oczywiście było mniej. Bardzo liczne były bójki, vulnery. Te genealogicznie są bardzo ważne, zapisywani w nich bowiem byli wszyscy uczestnicy zdarzeń, także młodzi i kobiety. W sprawach cywilnych mieli minimalne szanse zaistnieć.Tam występowały głowy rodzin, prawni właściciele. Filius czyli syn żyjącego mogł być co najwyżej uczestnikiem jakiegoś zdarzenia cywilnego, w kryminalnej bójce głównym bohaterem. Kobiety z kolei pojawiały się w sprawach cywilnych głównie przy okazji posagów i wian.
Aby nie zamulać tego tego tekstu słownikiem pojęć łacińskich odsyłam do takiego zestawienia www.dig.pl/ftp/Branska/obj.html
Nie jest z pewnością kompletny. Lecz nie zachęcam do czytania wszystkich dokumentów. Polecam głównie sprawy cywilne. Krótkie, z reguły da się odczytać osoby, określić strony. Natomiast kwerenda spraw spornych, jak też wszelkiego rodzaju relacji, to zwykle złożone problemy, długie teksty obarczone prawniczym balastem. Z reguły wymagają już dobrej znajomości łaciny. Jeśli już mamy ochotę tłumaczyć, to pamiętajmy - ta sama sprawa pojawia się w sądzie w wielu kolejnych fazach sądowych, często ciągnie się przez lata, obfituje odwołaniami (wystarczy powiedzieć, że w sądzie strona mogła bezkarnie się nie pojawić trzy razy, z czego skwapliwie korzystano, odnotowując to księgach contumaciae). Tłumaczenie po raz kolejny, z grubsza tego samego sensu, raczej twórcze nie jest. Tym bardziej jeśli płacimy tłumaczowi. Natomiast gorąco zalecam wypatrywać w księgach bezcennych dla genealogii dokumentów, w których występuje mnóstwo osób. Z reguły w tytule jest nazwa naszej miejscowości. Są to bowiem najczęściej masowe, całowioskowe spory.
I w zasadzie moja rola się kończy. Opisywanie jakie sprawy i co można znaleźć w księgach wykracza poza zasadniczy cel. To pozostawiam zainteresowanym. Po części odpowiedź na takie pytania można znaleźć w opracowaniach na mojej stronie internetowej.
Kończąc - ze swojej strony deklaruję pomoc ale nie w tłumaczeniach, bo nie potrafię. Podobnie nie będę pomagał w poszukiwaniach przodków na etapie urzędów stanu cywilnego czy w sytuacjach kiedy mikrofilmy są łatwo dostępne w archiwach. Nie zamierzam też zajmować się rodzinnymi legendami. Natomiast zawsze jestem gotów do pomocy w poszukiwaniach (tylko w obszarze Ziemi Bielskiej), pod warunkiem, że ten kto się zwróci - najlepiej od razu na mój prywatny email, nie priva - wykaże się własną samodzielną kwerendą i chęcią jej kontynuacji. Nie zajmuję się heraldyką i pomocą w ustalaniu herbów. Jerzy Jamiołkowski

Przewodnik po metrykach Ziemi Bielskiej


Miałem sporo wątpliwości w jaki sposób przedstawić ten informator o zasobach archiwalnych. Historia parafii, ich przynależność do struktur diecezjalnych i sama struktura diecezjalna ulegała zmianom. Uznałem, że system prezantacji powinienem oprzeć o podział na obecną strukturę diecezjalną. Przy diecezjach są bowiem archiwa kościelne będące istotnym ośrodkiem informacji genealogicznych.
Kolejnym kryterium grupowania uczyniłem dekanty, z przypisaniem im parafii. Ten podział w jakimś sensie jest umowny, kierowałem się wyłącznie genalogicznym praktycyzmem, którym posługiwałem się we własnych kwerendach. Przywoływanie współczesnych struktur dekanalnych, tym bardzie wymienianie mnogości nowych parafi byłoby bez sensu, gmatwałoby tylko czytelność. Przyjąłem układ „mieszany”, głównie oparty o XIX wieczny podział dekanalny. Samo grupowanie nie ma zasadniczego znaczenia. I tak najważniejsze są parafie.
W poniższym zestawieniu są także parafie, które nie przynależały terytorialnie do Ziemi Bielskiej, parafie nazwijmy to graniczne. Uznałem jednak, że - kiedy coś wiem – to nie zaszkodzi jeśli zamieszczę i o nich informacje. Podsumowując ten wstęp, przewodnik ma charakter autorski; zastrzegam - nie jestem żadną instytucją odpowiedzialna za transparentność informacyjną, stąd wszelka ewentualna krytyka „dlaczego nie ma” to nie do mnie. Ja zwyczajnie nie przeglądałem większości parafii, nie miałem takiego „musu”; kieruję się jedynie dobrą wolą. Z góry przepraszam za wszystkie błędy. Informacje są oparte jedynie na mojej, niepełnej wiedzy. Natomiast wszelkie informacje i uzupełnienia mile widziane.
Wskazówki generalne

Informacja dotyczy ksiąg sprzed 1808 roku. Odnośnie późniejszych ograniczę się do następujących wskazówek:
– Księgi metrykalne za ostatnie (około) 100 lat przechowywane są przez Urzędy Stanu Cywilnego, po upływie 100 lat księgi z USC trafiają do archiwów państwowych. System ten obejmuje ograniczony czas. Aby ustalić, jakie konkretnie księgi, za jaki okres są w posiadaniu AP trzeba w nich sprawdzić bądź skorzystać z bazy Pradziad.
– W przypadku Archidiecezji Białostockiej księgi metrykalne począwszy od 1865 roku przechowywane i udostępniane są w Archiwum Archidiecezjalnym, w dziale metrycznym. Częściowo, („spady” z USC) są także w AP w Białymstoku. Natomiast mikrofilmy ksiąg z lat 1808 – 1864, tzw Archidiakonat przechowywane są w AP w Białymstoku i prezentowane w sieci na genealodzy pl . Ponadto warto przejrzeć wykaz Akt Stanu Cywilnego zawierający spis mikrofilmów niektórych parafii (także unickich, prawosławnych, ewangelickich i gmin żydowskich), które posiada AP w Białymstoku. Pomijam omawianie innych sytuacji kiedy są (a są! ) księgi metrykalne z tych okresów, przechowywane także w Archiwum Archidjecezjalnym, parafiach czy Bibliotece Wróblewskich (obecnie Litewskiej Akademii Nauk) w Wilnie.
– W przypadku Diecezji Drohickiej po informacje należy kontaktować się z tamtejszym Archiwum. Generalnie metryki za lata 1808 – 1834 można znaleźć na skanach Archidiakonat w genealodzy (patrz wyżej). Późniejsze (a także z lat 1808 – 1834) na mikrofilmach w AP w Białymstoku, księgi dziekańskie za lata 1834 – 1844 Biblioteka Wróblewskich (obecnie Litewskiej Akademii Nauk) w Wilnie . Pomijam tu omawianie innych możliwych sytuacji dotyczących metryk XIX wiecznych .
– W przypadku Diecezji Łomżyńskiej księgi są w parafiach lub - rzadko - w AD w Łomży. Mikrofilmy z lat 1808 – 1870 są w AP w Łomży. Po roku 1870 księgi, które nie były przekazywane do USC są w parafiach. Natomiast wycofywane (po 100 latach) z USC są w AP w Łomży a skany w Szukaj w archiwach. Pomijam wszelkie szczegółowe sytuacje dotyczące poszczególnych parafii. Celem uzyskania niezbędnej wiedzy trzeba kontaktować się z archiwami albo parafiami.

Parafie Ziemi bielskiej

Podległe obecnej Archidiecezji Białostockiej
– Dekanat białostocki
Białystok – sprawa starych ksiąg, sprzed 1808 roku, nie jest przeze mnie rozpoznana; są podobno na plebanii parafii Wniebowzięcia NMP. (katedra).
Wasilków – parafia nie należała do Ziemi Bielskiej. Przed kilku laty potrzebne mi było ustalenie jakich lat dotyczą, stąd wiem, że księgi sprzed 1808 roku były przechowywane w jednej z wasilkowskich parafii. Osobiścieich nie przeglądałem.
Suraż – księgi są w Archiwum Archidiecezjalnym. Przeglądałem, chrzty już od początków XVII wieku.
Uhowo – przeglądałem księgi XVIII wieczne, są w Archiwum Archidiecezjalnym. Uwaga - Uhowo było filią Suraża. Jeśli kwerendując Uhowo nie znajdziemy przodków to warto spróbować w księgach suraskich.
Zabłudów – parafia nie należała do Ziemi bielskiej. Wszystkie księgi metrykalne od połowy XVII wieku są w parafii.
Dobrzyniewo Kościelne – księgi od XVII wieku są w Archiwum Archidiecezjalnym. Przeglądałem pobieżnie.
Choroszcz – głowy nie dam ale księgi sprzed 1808 roku są chyba w Archiwum Archidiecezjalnym.
Turośń Kościelna – księgi od połowy XVII wieku są w Archiwum Archidiecezjalnym Przeglądałem.
Juchnowiec Kościelny – księgi od połowy XVII wieku są w Archiwum Archidiecezjalnym. Moja parafia, stąd przeglądałem b. gruntownie.
Niewodnica Kościelna – chciałem przeglądać ale w Archiwum Archidiecezjalnym nie ma starych XVIII wiecznych ksiąg. Czy są w parafii? Też chyba nie.

– Dekanat knyszyński
Knyszyn – księgi od XVIII wieku są w Archiwum Archidiecezjalnym. Przeglądałem. Księgi były od XVIII wieku ale ponoć objawiły się starsze, „pożyczone”.
Jasionówka – nie wiem nic o księgach.
Dolistowo – księgi, od ponoć z końca XVI, wieku są w Archiwum Archidiecezjalnym.
Kalinówka Królewska – parafia nie należała do Ziemi Bielskiej, nie wiem co z księgami.
Trzcianne – księgi na pewno są albo w parafii albo w Archiwum Archidiecezjalnym.
Giełczyn – nie wiem co z księgami.
Goniądz – księgi w Archiwum Archidiecezjalnym ?
Karpowicze – parafia nie istnieje (obecnie Suchowola); parafia nie należała do Ziemi Bielskiej, nie wiem co z księgami.
Suchowola – parafia nie należała do Ziemi Bielskiej, nie wiem co z księgami.
Janów – parafia nie należała do Ziemi Bielskiej, nie wiem co z księgami.
Korycin – parafia nie należała do Ziemi Bielskiej, ale wiem, że księgi są w Archiwum Archidiecezjalnym

Podległe Diecezji Drohiczyńskiej uwaga poniższe przyporządkowanie parafii dekanatom wedle starych schematów
– Dekanat bielski
Bielsk – księgi (U od 1679; M od 171 , Z od 1712) w Archiwum Diecezjalnym w Drohiczynie ; zmikrofilmowane w AP w Białymstoku.
Boćki – księgi (U od 1677; M od 1689 z przerwami, Z od 1797) w Archiwum Diecezjalnym w Drohiczynie; zmikrofilmowane w AP w Białymstoku.
Kleszczele – księgi (U od 1718, M od 1719, Z od 1719) w Archiwum Diecezjalnym w Drohiczynie; zmikrofilmowane AP Białystok; tam zmikrofilmowane także księgi unickie i prawosławne.
Narew – nie wiem nic o księgach.

– Dekanat brański
Topczewo – księgi (U od 1645 , M od 1724, Z od 1721(3?) w Archiwum Diecezjalnym w Drohiczynie; zmikrofilmowane w AP Białystok.
Strabla – księgi (U, M , Z od 1756) w Archiwum Diecezjalym w Drohiczynie; zmikrofilmowane w AP Białystok.
Wyszki – księgi (U, M i Z od 1779) w Archiwum Diecezjalnym w Drohiczynie; zmikrofilmowane w AP Białystok.
Łubin Kościelny – księgi (U i M od 1661, Z od 1766) w Archiwum Diecezjalnym w Drohiczynie, zmikrofilmowane w AP Białystok.
Brańsk – nie mam wiedzy, wiem że istnieją księgi urodzin od 1644 roku. Czy w Brańsku czy w AD w Drohiczynie nie wiem. Natomiast gdzie są księgi ślubów i zgonów? Pytać należałoby w Archiwum Diecezjalnym w Drohiczynie.
Domanowo – księgi U i M od 1743 , Z od 1760 ? w Archiwum Diecezjalnym w Drohiczynie.
Rudka – nie mam wiedzy o księgach, należy pytać w AD w Drohiczynie, zmikrofilmowane (ale tylko U od 1768) są w AP w Białymstoku.

Podległe Diecezji Łomżyńskiej
– Dekanat łapski uwaga same Łapy powstały późno, praktycznie genealogiczna kwerenda łapskich parafii dotyczy zasobów USC.
Pietkowo – nie mam informacji, przeglądałem jedynie XIX wiek, księgi w parafii, na pewno jest księga 1697 do 1744, o inne pytać należy w parafii w Pietkowie.
Poświętne – nie ma nigdzie starych ksiąg. Tylko w parafii są szczątki ksiąg U i M od około 1825 roku i Z od ok 1855. Co ciekawe - w końcu XIX był komplet począwszy od XVII wieku. Niewykluczone, że są gdzieś zawalone na plebanii. Z niektórych wsi metryk XVIII wiecznych można próbować szukać w księgach suraskich.
Płonka Kościelna – księgi są tylko w parafii (U od 177, Z od 1697). Jako że mormoni tam nie dotarli istotna informacja! - tylko w parafii są księgi metrykalne od 1808 do ok 1880 (zależnie od zdarzenia). Jest sumariusz chrztów.
Waniewo – nie ma ksiąg poza szczątkiem (początek XIX wieku) w AP w Białymstoku.

– Dekanat kobyliński
Kobylin – wszystkie księgi ( U i M od 1658, Z od 1738) w parafii; b. mały fragment na mikrofilmach AP w Łomży. Jest sumariusz.
Sokoły – informacja o ksiągach skomplikowana. Są w parafii; ile, jakie? nie do końca jasne . To moja parafia. Posiadam skany wielu ksiąg (U 1683 – 1699 i 1717 – 1786, M 1727 – 1756, Z 1749 - 1794). Jest bardzo dobry, kompletny sumariusz zdarzeń sprzed 1808 roku, od połowy XVII wieku.
Tykocin – nic nie wiem o księgach sprzed 1808 roku.
Zawady – nie należały do Ziemi Bielskiej; co jest w parafii nie wiem; fragmenty (U 1698 – 1744, M od 1694) są na mikrofilmach w AP w Łomży.

– Dekanat wysoko mazowiecki
Dąbrowa Wielka – księgi (U od 1703 , M od 1680 . Z od 1745) w parafii; częściowo na mikrofilmach AP w Łomży.
Jabłonka Kościelna – parafia nie należała do Ziemi Bielskiej, zachowały się w parafii jedynie fragmenty ksiąg, min chrzty od 1779; częściowo zmikrofilmowane w AP w Łomży.
Jabłoń Kościelna – księgi (U od 1644, M od 1676 , Z od 1723) w parafii, w większości zmikrofilmowane w AP w Łomży. Jest sumariusz . W parafii, co jest ewenementem, księgi zostały zdigitalizowane i zindeksowane, tam też komputer do przeglądania.
Kulesze Kościelne – wbrew uporczywie powtarzanym w sieci pogłoskom nie ma wcześniejszych ksiąg sprzed 1808.
Wysokie (Mazowieckie) księgi (U od 1665, M od 1782, Z od 1765) w parafii; zmikrofilmowane w AP w Łomży.

– Dekanat szepietowski
Ciechanowiec – parafia nie należała do Ziemi Bielskiej, akta zmikrofilmowane w AP w Białymstoku.
Dąbrówka Kościelna – księgi (U od 1613, M od 1664, Z od 1720 w parafii; zmikrofilmowane w AP w Łomży.
Kuczyn – księgi (U od 1694, M 1722, Z od 1721) są w parafii.
Piekuty – parafia powstała w 1807, wcześniej filia Domanowa.
Wyszonki – księgi (U od 1731, M 1744 – 1786 i po 1803, Z od 1787) w Archiwum Diecezjalnym w Łomży.

Obecnie Diecezja Ełcka
Rajgród – księgi (U od 1785, M od 1754, Z od 1805) nie wiem gdzie są przechowywane ale są one zmikrofilmowane w AP Łomża.
Podlaskie Źródła Metrykalne - Przewodnik po zasobach


Autor Komentarze
Komentarze
SympatykSympatyk



____________
Od: Lip 02, 2006 Posty: 3580
Napisano:Lip 15, 2014 - 06:52
Skomentuj ten artykuł w tym wątku
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
andrzej_debno
SympatykSympatyk



____________
Od: Sty 18, 2010 Posty: 205
Napisano:Lip 15, 2014 - 08:06
Panie Jerzy, dla mnie, początkującego szperacza - podstawowa lektura! Odnośnie Jabłoni Kościelnej - informacji udziela organista, p. Sylwester Gaczkowski. Ja też Smile
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
Łucja
SympatykSympatyk



____________
Od: Maj 05, 2007 Posty: 1678
skąd:Warszawa
Napisano:Lip 15, 2014 - 09:09
Super, genialne, rewelacja! Gratulacje! Dodać coś jeszcze i jest super książka (może w e-booku?). Ziemia Bielska jest przede wszystkim bardzo piękna, co chyba nie zostało wyraźnie powiedziane Very Happy. W czasach studenckich trochę jej zwiedziłam, wiem co mówię, różne ciekawe zakątki. Teraz też mnie kusi żeby obadać granicę Królestwa Polskiego, która ją przecinała, chociaż swojego strażnika granicznego na tym odcinku granicy się akurat nie spodziewam, zbyt wewnętrzny odcinek żeby jej dobrze pilnowali, granica wszak z Rosją.
Swoich żadnych tam raczej nie mam, przynajmniej się nie dokopałam, ale w szerokich poszukiwaniach zastanowił mnie "subdelegat brański" w 1747 r., którym był ponoć Michał Wierzycki (tak pisze Sęczysowa). Subdelegat to urząd sądowy, sąd grodzki brański? Czyli może tekst ten i dla mnie będzie wskazówką do dalszych tropów. Jeszcze raz gratulacje, tekst jest super!

Łucja
_________________
Dziennik genealogiczny
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
tomaszchary
SympatykSympatyk



____________
Od: Paź 16, 2013 Posty: 59
Napisano:Lip 15, 2014 - 11:36
mam pytanie
Interesuje mnie parafia Dziadkowice (konkretnie Hornowo, Malewice). od 1808 roku występuje w Metrykach Wileńskich, potem księgi dziekana bielskiego, potem od 1864 z dużymi brakami do 1908 w AP w Białymstoku, potem usc Boćki, potem luka międzywojenna - a gdzie szukać (pod co podlegała) przed 1808 rokiem.
Bardzo proszę o informację
Tomasz Charytoniuk
tomaszcharytoniuk@wp.pl
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p p


Kliknij aby przejść do komentarzy na forum

donate.jpg
Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego zawiera forum genealogiczne i bazy danych przydatne dla genealogów © 2006-2020 Polskie Towarzystwo Genealogiczne
kontakt:
Strona wygenerowana w czasie 1.300037 sekund(y)