Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego

flag-pol flag-eng home login logout Forum Fotoalbum Geneszukacz Parafie Geneteka Metryki Deklaracja Legiony Straty
poniedziałek, 01 marca 2021

longpixel
longpixel

Nasi tu byli

arrow TomekSz1
11:59:20 - 01.03.2021
arrow zbyszek.p70
11:58:49 - 01.03.2021
arrow kulo810531
11:58:37 - 01.03.2021
arrow Grazyna_Gabi
11:58:25 - 01.03.2021
arrow waszadek
11:58:19 - 01.03.2021
arrow Kalloch_Arkadiusz
11:58:18 - 01.03.2021
arrow Piotr_Kom
11:57:53 - 01.03.2021
arrow Mciemala
11:57:51 - 01.03.2021
arrow Phuneck
11:57:44 - 01.03.2021
arrow Raph_D
11:57:01 - 01.03.2021
arrow Rostkowski_Mariusz
11:57:01 - 01.03.2021
arrow BohdanKD
11:56:31 - 01.03.2021
arrow Piotrek.M
11:55:48 - 01.03.2021
arrow mahakali
11:55:32 - 01.03.2021
arrow adamrw
11:55:04 - 01.03.2021
arrow Robert_Kostecki
11:54:15 - 01.03.2021
arrow Michał_Fronczak
11:52:21 - 01.03.2021
arrow Alineczka
11:52:18 - 01.03.2021
arrow glaz032
11:51:54 - 01.03.2021
arrow karolszotek
11:51:52 - 01.03.2021
arrow choirek
11:51:18 - 01.03.2021
arrow Pobłocka_Elżbieta
11:51:08 - 01.03.2021
arrow Tom_mk
11:49:57 - 01.03.2021
arrow Bialas_Malgorzata
11:49:47 - 01.03.2021
arrow Rafik0002
11:49:09 - 01.03.2021
arrow Antosik_A
11:48:56 - 01.03.2021
arrow jakub.witkowski
11:47:10 - 01.03.2021
arrow Bartek_M
11:46:55 - 01.03.2021
arrow Jadwiga_Sibirska
11:46:47 - 01.03.2021
arrow mmaziarski
11:46:38 - 01.03.2021
Członkowie i sympatycy

Poczet pierwszych Mączków. Część XIV.
Dodano: niedziela, 05 kwietnia 2009 - 22:24 Autor: Akczam67
MonografieW swojej podróży historycznej, w poszukiwaniu pierwszych Mączków, zbliżyłem się do miejsca mojego urodzenia, Wójcina nad Prosną. W 200 lat po pojawieniu się w źródłach nazwy osobowej „Mączka” – nazwisko takie zanotowano w dokumentach Byczyny na Górnym Śląsku. Kolejny artykuł przybliża nam to miasto, które kiedyś znajdowało się poza granicami państwa polskiego, w księstwie brzeskim, na habsburskim Śląsku.

Bohaterem aktualnego szkicu jest:
Jan Mączka z Byczyny.

Byczyna na Opolszczyźnie zaliczana jest do najstarszych miejscowości polskich, a niektórzy nawet przypuszczają, że może być ona nawet rówieśniczką państwa polskiego. Podczas reakcji poznańskiej, po śmierci Mieszka II, biskup musiał opuścić Wrocław i zamieszkał w Smogorzewie koło Namysłowa, a następnie (1041) w Ryczynie koło Brzegu (Wikipedia). Istnieją historycy , którzy uważają jednak, że chodzi tu o Byczynę, skąd w 1052 r., po odebraniu Czechom Śląska przez Kazimierza Odnowiciela – sufraganię z powrotem przeniesiono do Wrocławia. Nazwa miejscowości ma pochodzić od słowiańskiego określenia miejsca wypasu i hodowli byków. Na przestrzeni wieków używano różnej pisowni nazwy tej miejscowości – od Byczyny poprzez Byscina, Biczin, Byczyn, Pyschyn do niemieckiej nazwy Pitschen. Przypuszczalnie prawa miejskie otrzymała Byczyna w 1228 roku z nadania księcia Henryka I Brodatego lub nieco później, ale przed 1268 rokiem. Wiązało to się niewątpliwie z napływem ludności niemieckiej na Śląsk, choć do XIX wieku, w okolicach Byczyny przeważał jeszcze język polski, który niemal do końca XVIII zachował status języka urzędowego i wykładowego w tutejszej szkole.
W średniowieczu Byczyna przechodziła koleje losu takie, jak cały Śląsk. Ostatecznie odpadła od Polski za Kazimierza Wielkiego, stając się częścią królestwa czeskiego, później od 1526 roku , wraz z Czechami – znalazła się w państwie Habsburgów austriackich, a od 1741 r. należała już do Prus. Mimo zawirowań procesu historycznego – aż do roku 1675, bezpośrednimi zwierzchnikami Byczyny byli różni książęta z dynastii Piastów śląskich: wrocławskich, opolskich, brzesko-legnickich, którzy należeli już do kultury i języka niemieckiego. W drugiej połowie XVI w., a więc w okresie, kiedy w Byczynie żył Jan Mączka – byli to książęta brzesko-legniccy, ostatni już Piastowie, których linia ostatecznie wygasła w 1675 roku, a Byczyna stała się już ostatecznie częścią dziedzictwa Habsburgów. Piastowie nie wytworzyli wspólnego nazwiska, nazywali siebie po prostu „dziedzicami ziemi” , którą władali – a nazwisko nadały im dopiero późniejsze pokolenia. Za twórców tego nazwiska uważa się historiografów śląskich, którzy właśnie po śmierci ostatniego z nich, Jerzego Wihelma, księcia brzesko-legnickiego i właściciela Byczyny - jako pierwsi zastosowali zbiorową nazwę w tzw. Monumentum Piasteum, czyli nekropolii ostatnich Piastów śląskich w Legnicy. Znajduje się tam pomnik poświęcony, m.in. także wszystkim Piastom, jak wynika to z napisu łacińskiego (Wikipedia, Piastowie/ Monumentum Piasteum). Natomiast w Polsce nazwę dynastii piastowskiej upowszechnił dopiero Adam Naruszewicz, pisarz polski z II połowy XVIII wieku, autor „Historii narodu polskiego”.
Byczyna , niezależnie od tego, czy była własnością Piastów śląskich, czy Habsburgów (od1675), była żywym ośrodkiem kultury polskiej, a zapisy w księgach cechowych, aż do końca XVIII wieku, prowadzono po polsku. Ponieważ książęta brzescy przyjęli luteranizm, toteż zgodnie z zasadą „cuius regio eius religio”- luteranizm stał się religią państwową ich posiadłości, luterańską została też świątynia byczyńska. Mimo, iż Habsburgowie byli wojującymi katolikami, to dopiero po wymarciu książąt brzesko-legnickich, na krótko, od 1694 r. nastąpiła rekatolicyzacja miasta i okolic. W czasach pruskich, w 1758 r. – luteranie stanowili już znowu 83 % mieszkańców, a katolicy mogli wybudować sobie własną świątynię. W kościołach luterańskich nabożeństwa odbywały się w „miejscowym”, tzn. polskim języku, a w katolickim kościele – językiem liturgii była wtedy łacina. W Byczynie znajdowała się szkoła z polskim językiem wykładowym, do której mieszczanie niemieccy, nawet z Wrocławia, wysyłali swoje dzieci, aby nauczyły się tam języka polskiego, potrzebnego w stosunkach handlowych z Rzeczypospolitą. Z Byczyny pochodził śląski „Długosz”, czyli Jan z Byczyny. Miasto było też ważnym ośrodkiem handlowym rejonu rolniczego, odbywały się tu 3 jarmarki rocznie, a w połowie XVI wieku rzemieślnicy zrzeszeni byli w siedmiu cechach: piekarskim, rzeźniczym, poszewniczym, krawieckim, szewskim, kuśnierskim i kowalsko-ślusarskim. Miasto otoczone zostało w XV wieku murami obronnymi, które zachowały się prawie w całości, razem z zabytkowymi wieżami bramnymi i częścią fosy; zachował się też zabytkowy kościół z XIV wieku.. Ratusz z przełomu XV i XVI wieku został odrestaurowany po zniszczeniach drugiej wojny światowej. Do drugiej połowy XVIII wieku w mieście zabudowa była drewniana, co prowadziło często do pożarów, które niszczyły miasto. Tereny stanowiące własność Byczyny sięgały w kierunku północnym aż do rzeki Prosny, która znajdowała się około 5 km od miasta w linii prostej . Za rzeką znajdowało się państwo polskie i wieś Wójcin, posiadłość królewska, należąca do starostwa bolesławieckiego Ziemi Wieluńskiej. Między Prosną a Byczyną znajdowała się wieś Jaśkowice oraz folwark Kluczów, za którym rozciągał się las o tej samie nazwie, gdzieś 3 kilometry od Byczyny. Las stanowił również własność miasta, a za nim, aż do Prosny rozciągały się łąki byczyńskie, przedmiot kilkuwiekowego sporu, a nawet utarczek, z mieszkańcami Wójcina, którzy także rościli sobie pretensje do tych łąk między Prosną a Lasem Kluczowskim. Już król Stefan Batory w 1583 r., zawierał porozumienie z księciem Jerzym II z Brzegu, aby ten spór o łąki nad Prosną, między mieszkańcami obu stron rzeki granicznej , zakończyć . Ale układ okazał się nietrwały, ponieważ z obu stron dochodziło do naruszeń granicznych, Szersze opisy pochodzą z lat późniejszych, ale ukazują nam, jak wyglądało życie na pograniczu wójcińsko-byczyńskim. Oto w roku 1661, mieszkańcy Byczyny (według źródeł polskich) – wtargnęli w liczbie około stu, z bronią, grabiami i kosami – przeszli rzekę graniczną Prosnę – i strzelając do Wójcinian, zaczęli kosić trawę i ładować na wozy, aby przewieźć to wszystko na swoją stronę rzeki (A.Maślanka (Dzietrzkowice.Rys historyczny wsi 1234-2006, s.126). Czasami nawet sprzątali zboże, zabierali bydło i wracali z tym wszystkim na Śląsk. Strona niemiecka natomiast ukazuje w swoich źródłach „złodziejstwo” ze strony polskiej i wylicza skrupulatnie w talarach, jakie straty finansowe ponosiła stąd Byczyna. Niekiedy pojawiały się akcenty o charakterze politycznym, np. w roku 1806, Polacy usunęli dotychczasowe słupy graniczne pruskie i postawili swoje słupy z białym orłem, daleko w głąb terytorium niemieckiego. Czasami sierżant niemiecki z 9 grenadierami musiał pilnować łąk byczyńskich i nierzadko padały strzały. W 1819 r., czterdziestu Wójcinian, uzbrojonych w kosy, wywiozło „niemiecką” trawę. Porozumienie ostatecznie zawarto dopiero w 1835 r., kończąc blisko czterowiekową walkę o łąki na lewym brzegu Prosny. Jedną z przyczyn tej walki mogło być to, że istniał kiedyś bezimienny ciek wodny, który płynął na skraju Kluczowa, równolegle do Prosny. Ten ciek nazywano w Wójcinie „Niemiecką Rzeką”, albo „Niemiecka Prosną”. Takie napięcia pojawiały się tylko czasami, i na ogół w sezonie koszenia trawy, bo poza tym odbywała się normalna, sąsiedzka, wymiana przygraniczna.
W ciągu wieków - Kluczów, tzn. las byczyński, był źródłem opału, budulca i surowca ciesielskiego, dlatego też „oddalał się” on coraz bardziej od miasta, mimo, iż prowadzono zalesianie ubytków leśnych. Największe spustoszenia powstawały po pożarach w mieście, ponieważ drewniana zabudowa sprzyjała rozprzestrzenianiu się żywiołu. Kluczów służył też mieszkańcom miasta za miejsce świątecznego wypadu za miasto; tu też zapraszano gości , którzy odwiedzali Byczynę i relaksowali się świeżym powietrzem. A w drugiej połowie XX wieku, profesor Tołpa z Wrocławia, szeroko rozpropagował torfy wokół Prosny, jako najlepszy surowiec na cudowny preparat antyrakowy.
Niemiecki autor historii Byczyny, H. Koelling, wśród najstarszych mieszkańców Byczyny wymienia wiele nazwisk polskich, a wśród nich znajdujemy też Jana Mączkę, który od 1586 r. był pisarzem miejskim. Pisarze miejscy byli osobami prominentnymi. Zadaniem ich, oraz
rady i ławy miejskiej - była obsługa kancelarii i archiwum miasta w zakresie spraw, którymi obie instytucje się zajmowały, także rachunkowość i dyplomacja, a od XV w. historiografia miejska. Pisarze byli z zasady dobrze uposażeni i posiadali na ogół wyższe wykształcenie.
A w Byczynie:

:„Zur Besorgung der Geschäfte der Vogteigerichte hielten sich die Städte juristisch gebildete Beamte. Auch in Pitschen sinden sich solche juristisch gebildete Beamte schon in früher Zeit erwähnt. Natürlich wird es um der Kleinheit des Ortes willen zu derselben Zeit immer nur einen solchen Fachjuristen hier gegeben haben. Mam nante ihn hier Stadtschreiber oder Notarius. [...] ...wir können dann denken an Johann Mączka, jenen Stadtschreiber...“
(H. Koelling,op.cit., s.137.)

Jan Mączka został pisarzem miejskim od 1586 r., a w dwa lata później doświadczył najbardziej traumatycznych przeżyć swego życia, które mogły również przyczynić się do szybszego zejścia z tego świata. Nigdy chyba nie przypuszczał, że przyczyną jego nieszczęść może stać się wolna elekcja w Polsce (!). Ponieważ brzmi to nieprawdopodobnie – postaram się teraz przedstawić kontekst politycznych wydarzeń w Polsce w latach 1587-88.
W 1588 roku odbyła się bowiem pod Byczyną bitwa, w której polski hetman Jan Zamoyski, rozgromił wojska pretendenta do tronu polskiego, arcyksięcia Maksymiliana III , który był bratem cesarza niemieckiego Rudolfa.Habsburga. Do walki doszło wskutek niezgodnej elekcji króla polskiego w 1587 roku. Większość szlachty, zgromadzonej na polu elekcyjnym, wybrała królewicza szwedzkiego Zygmunta III Wazę, którego matką była siostra Zygmunta Augusta, a w trzy dni później, niezadowoleni z tego obrotu sprawy zwolennicy Maksymilian III Habsburga - dokonali wyboru drugiego króla. Wytworzyła się w ten sposób niebezpieczna sytuacja wewnątrz kraju i na arenie międzynarodowej, powodując zagrożenie bezpieczeństwa państwa. Dwanaście lat wcześniej, w podobnej sytuacji, tron polski uzyskał Stefan Batory, który ubiegł rywala w przybyciu do Krakowa, miejsca koronacji królewskiej, posiłkując się siedmiogrodzkim wojskiem na wszelki wypadek. Arcyksięciu jednak ten manewr nie powiódł się. Kraków nie otworzył mu swoich bram i zanosiło się na długie oblężenie. Wojska jego bombardowały Kraków, spaliły kilka wsi, zajmowało się rabunkami w okolicy. Zakwaterowane w Mogile - dewastowały zabytki klasztorne i kościół św. Bartłomieja, zbudowany około 1466 roku przez Macieja Mączkę architekta- cieślę królewskiego. We właściwym momencie hetman Zamojski, zwolennik Zygmunta Wazy, uderzył na Maksymiliana, wyparł go spod Krakowa i umożliwił koronację Zygmuntowi III. Potem ruszył w pościg za Austriakiem, który przebywał w Wieluniu. Po koronacji rywala, arcyksięcia zaczęło opuszczać wielu dotychczasowych jego sojuszników. Wojska jego stopniały z około 10 tysięcy - do półtora tysiąca. W tej sytuacji nie mógł stawić czoła hetmanowi i postanowił wrócić na austriacki Śląsk, aby zebrać nowe siły i liczył, że hetman nie ośmieli się przekroczyć granicy państwowej Rzeszy Niemieckiej. Czekał w Byczynie na przybycie posiłków, pomoc brata cesarza i papiestwa. Nie docenił determinacji Zamojskiego, który widział realne niebezpieczeństwo umiędzynarodowienia się konfliktu i zdecydował się na krok bardzo ryzykowny – zaatakować Habsburga, rozbić jego wojska i zmusić go do wyrzeczenia się pretensji do korony polskiej. Przy okazji taka demonstracja siły mogła ostudzić głowy ludzi, którym być może marzyła się jakaś „wojna sukcesyjna polska”. Zdawał sobie sprawę, że zwłoka może spowodować powstanie jakiejś koalicji prohabsburskiej i wojnę o nieobliczalnych dla Polski skutkach. Niebezpieczeństwo trzeba było zażegnać w zarodku i Zamojski, na czele wojska liczącego około 6 tysięcy pieszych i konnych, ruszył nie zwlekając na Byczynę. Zbliżając się do miasta podpalono kilka okolicznych wsi – tak, żeby łuny tych pożarów widoczne były w Byczynie, trwożąc tam znajdujących się Niemców austriackich. Sama bitwa trwał bardzo krótko, była niezwykle krwawa i miała też charakter bratobójczy. Po stronie arcyksięcia pozostało do końca około 1000 Polaków, po jednej i drugiej stronie znajdowały się chorągwie węgierskie. Na polu bitwy padło blisko 4000 ludzi, z czego 3000 – to żołnierze Maksymiliana, który z częścią wojsk, które się nie rozpierzchły , schronił się ponownie do Byczyny. Zaczęło się bombardowanie miasta armatami pozostawionymi przez Austriaków. Maksymilian obawiając się pożarów i chaosu, który mógł zagrozić jego życiu, postanowił wywiesić białą flagę i wysłać parlamentariuszy. Ci musieli zgodzić się na bezwarunkową kapitulację. Habsburg udał się do obozu zwycięzcy, a wraz z nim jego polscy sprzymierzeńcy. Maksymilian blisko rok siedział w Krasnymstawie, w honorowej niewoli, pod strażą Zamojskiego. W tym czasie toczyły się rozmowy pokojowe z Habsburgami. Wycofali oni swe pretensje do korony polskiej i między Rzeczpospolitą a cesarstwem stanął pokój wieczysty (P.Jasienica), który rzeczywiście okazał się takim, jak go nazwano - aż do pierwszego rozbioru Polski w 1772 roku.
Celowo tyle miejsca poświęciłem ówczesnym wydarzeniom politycznym, ponieważ inaczej wtargnięcie polskich wojsk na cudze terytorium i jego postępowanie tam - byłoby niezrozumiałe dla czytelnika. Poza tym, jedną z ofiar opisywanego konfliktu zbrojnego został Bogu ducha winny pisarz miasta Byczyny, Jan Mączka.
Wyprawa wojenna na Byczynę miała bowiem i drugie oblicze, podobnie jak wszystkie wojny tamtych czasów. Cierpieli głównie ludzie stanów nieuprzywilejowanych.

Włodzimierz Kaczorowski(Bitwa pod Byczyną, s.69-70) pisał:

„Po opuszczeniu Byczyny przez Maksymiliana i wzięciu w niewolę jego żołnierzy oddziały Jana Zamoyskiego wkroczyły do miasta. Wcześniej jednak do obozu hetmańskiego udali się z supliką burmistrz Marcin Małdrzyk, sekretarz miejski Jan Mączka, rajcy oraz pastor Bartłomiej Benckius. Wystraszeni prosili kanclerza, aby oszczędził miasto. Jan Zamoyski wysłuchawszy ich próśb miał im powiedzieć:

chociaż występowaliście przeciwko mnie, dając schronienie Maksymilianowi, wybaczam wam, bo mówicie tym samym językiem, którego ja używam.

Ale hetman nie potrafił zapanować nad żołnierzami. Mieszczanie dawali 30 tysięcy florenów okupu, aby żołnierze ich nie plądrowali, ale to jeszcze bardziej ich podnieciło. Od niedzieli do środy szukali po piwnicach, wszędzie grzebali, aż wreszcie wbrew rozkazom kanclerza podpalono miasto, które całe spłonęło, pozostały tylko dwa budynki, ratusz i kościół – chociaż też w stanie mocno uszkodzonym (W.Kaczorowski, tamże).
Według tegoż Kaczorowskiego (Bitwa byczyńska w świetle XVI- wiecznych gazet ulotnych, s.87) - Jan Lompa w swoich „Powiastkach”(Oblężenie Byczyny w Śląsku przez Polaków’) tak opisywał to co się później działo:

„najprzedniejszych mieszczan powiązano powrozami i prowadzono w tych okropnych dniach do domów(...) i smagano ich nielitościwie, szarpano, dręczono; częścią na drabinę wciągano i katowano, a osobliwie ludzi z siwymi włosami”;

„ i brojono wszeteczeństwo na wielu pannach, żonach i nawet niedorosłych dziewczynek”

A Abraham Schwalbius relacjonował, że oddziały kozackie i tatarskie na służbie polskiej dopuszczały się rabunków, torturowały mieszczan, nie wyłączając burmistrza Marcina Małdrzyka i sekretarza miejskiego - Jana Mączki. Haniebne czyny, jakich dopuszczały się oddziały kozackie i tatarskie, będące na służbie polskiej, odbywały się bez wiedzy kanclerza.
H.Koelling potwierdza torturowanie, które miało na celu wydobycie zeznań o skarbach miejskich:

„Gequalt wurde inbessondere der Bürgermeister Martinus Maldrzyk und der Stadtschreiber Johannes Mączka(s.107)

„...wir konnen dann denken an Johann Mączka, jenen Stadtschreiber, der nach Schlacht 1588 von der Polen und Tataren samt seinem Bürgermeister gemartert wurde, um der Stadt Schatze herauszugeben (s.137).

Zagony Jana Zamoyskiego, do których przyłączali się ludzie „luźni” i zaciężni z rozbitej armii Maksymiliana, chciwi łupów – dotarły w głąb Śląska – aż po Namysłów, niszcząc posiadłości księcia brzeskiego, lennika cesarza Rudolfa Habsburga.
Była to szczególna demonstracja siły, mająca chyba na celu wzbudzenie respektu i zniechęcenie Habsburgów do interwencji w Polsce. Spalono Kluczbork, złupiono Olesno. Według jednych spalono 400 wsi, według innych 126 wsi, 54 dwory szlacheckie i 5 miast; uprowadzono 14 tysięcy sztuk bydła, 54 tysiące owiec, 16 tysięcy koni. Grupy maruderów powracając, nie oszczędziło też ziemi wieluńskiej po powrocie, tak, że Zamoyski musiał wysyłać innych żołnierzy dla osłony tych obszarów. Żołnierzom zaciężnym zalegano z wypłatą żołdu, a ponieważ działo to się notorycznie, więc obrazki takie będą się powtarzać ciągle w naszej historii.

Aleksander Rombowski ( Z historii szkolnictwa polskiego na Śląsku (XVI –XVIII w. s.16):

„Wojska polskie źle obeszły się z miastem i jego mieszkańcami. Według Mikołaja Poliusa wojska polskie „związały i uprowadziły ze sobą chłopców, uczniów, dziewice i trochę zamężnych kobiet”.

W związku z tą bitwą zanotowano w starym rękopisie byczyńskim (A.Rombowski, tamże):

„Byczyna, Kluczborek i wsie przynależące poplądrowawszy, podpalili: ludzi młodych ze sobą do Polskiej pobrali”

Książka Koellinga zawiera na końcu kilka załączników, z których możemy się częściowo zorientować co się dalej mogło dziać z Mączką i Małdrzykiem.
„Verzeichniss der Bürgermeister” zawiera wykazy burmistrzów i lata ich kadencji. Dowiadujemy się, że Małdrzyk przeżył rok 1588, ponieważ żył jeszcze do roku 1598.
W spisie pisarzy miejskich (Verzzeichniss der Stadtschreiber und Notare) widzimy, że niejaki „Johannes Montzka” był pisarzem w latach 1586 –1590 w Byczynie. Mimo, iż nazwisko jest nieco odmienione - jest to z pewnością ten sam pisarz miejski Johannes Mączka, o którym pisze Koelling, umieszczając go też w indeksie nazwisk (Personenregister), pod tym samym nazwiskiem (z literą „ą”!), ze wskazaniem stron 106 i 138. Natomiast nazwiska „Montzka” nie ma w indeksie. Widać, że „Verzeichnis” dołączono do książki z innego źródła, innego autora. Jakoś ten Mączka nie cieszył się względami historyka niemieckiej Byczyny, ponieważ, gdy na początku swej książki podaje nazwiska najstarszych mieszkańców Byczyny, czy to niemieckiego, czy polskiego lub czeskiego pochodzenia – nie wymienia wśród nich nazwiska Mączki, choć wymienia wiele innych, nawet z XVII wieku.
Z 1555 r. wymienia osoby o nazwiskach: Wypych, Niezgoda i Rziancza, które znajdują się wśród radnych miasta (Verzeichnis). Po 1586 r. są wymieniani: Gaj,(Goj), Gniłka, Kwas; po 1593 – Śliwa, 1596 Nowak, 1617 Przyrembel, Kapusta i wiele innych. Niemieckich nazwisk nie wymieniałem, ale było ich mniej. Koelling nie podaje wśród tych najstarszych nazwisk ani naszego Mączki ani Montzki ! Czy to przypadek, czy też jest to postępowanie rozmyślne? A może autor zwracał tylko uwagę na te rody, które w Byczynie zaznaczyły się też w późniejszych czasach, a Mączków wśród nich już nie było? Rzeczywiście w licznych zestawach nazwisk na końcu książki, żaden Mączka się już nie pojawił. Z uwag autora, jak również z zamieszczonych zestawach nazwisk (Verzeichnis), ułożonych według różnych kryteriów - wynika, że w historii źródeł dotyczących Byczyny – przełomową była data „1586”, po której następuje systematyczny wysyp różnego rodzaju zapisków i wykazów. Mnie kojarzy to się tylko z jednym wydarzeniem – objęciem stanowiska pisarza miejskiego przez Jana Mączkę. Nawet pożar miasta w 1588 roku nie zniszczył dokumentów Byczyny. Ówczesny pisarz miejski był widocznie osobą bardzo odpowiedzialną i skrupulatną. Bardzo zasłużył się Byczynie - zapoczątkowując systematyczne gromadzenie dokumentów miejskich, czym dał przykład swym następcom. Dziwne, że historycy miasta zdają się tego do tej pory nie zauważać.
Inny historyk byczyński, Z.Biliński ( Przeszli przez życie ślad zostawiając), inaczej niż Koelling, wśród najstarszych Byczynian wymienia Jelinków ( Czech zniemczony), Kapustów, Przyremblów i Gajów (Gojów), jakoby znanych jeszcze od XV wieku, a dopiero nieco później w XVI w., znane były w Byczynie też takie rody, jak: „ Janusowie, Mączkowie, Nowakowie, Rycarowie, Śliwowie, Węgrowie”. Potem dodaje jeszcze Sosnów, Kanusów, Daliborów, Wolnych, Woźnych itd. Tenże Biliński podaje na końcu swej książki bogatą literaturę, ale nie wiadomo jednak skąd wziął dane o nazwiskach z XV wieku, ponieważ brak jest w książce odsyłaczy do konkretnych źródeł. W bibliografii Bilińskiego znajduje się też autor niemieckiej historii Byczyny, H.Koelling – ale Biliński z nim nie polemizuje. Tymczasem kolejność polskich nazwisk u Koellinga jest następująca: 1555 Wypych, Niezgoda, Rziancza, Krokow, Zaparty (autor uważa te nazwiska za czeskie);1586 Gniłka, Gaj (Goj); 1586 w Jaśkowicach: Sygusz, Wieruszek, Quas (Kwas), dwa lata później Nowak; 1589,93,95 w Roszkowicach: Sosna, Śliwa, Węgier; znowu powrót do Byczyny 1604 Ryzar, 1605 Dalibor, 1609 Janusz, 1609 Osieja, 1617 Przyrębel, 1755 z Czech przybył Jelinek (!). Nie rozumiem skąd Biliński wytrzasnął informacje o najstarszych mieszkańcach Byczyny.
Nie wymienia dokładnej daty przy Janie Mączce, tylko podaje „w drugiej połowie XVI w.”
Czy Jan Mączka pochodził z autochtonicznej ludności Byczyny i okolic, czy też on, lub jego przodek, przybyli tam z innej części Śląska, lub nawet Wielkopolski, czy Małopolski? Na żadne tak postawione pytanie nie znajduję odpowiedzi. Na granicy Górnego i Dolnego Śląska, w Kłodoboku, między Grodkowem i Nysą , 80 km od Byczyny – żył wprawdzie szlachcic zagrodowy, noszący nazwę osobową „Mączka” (Manczka), ale było to 200 lat wcześniej. Nie ma podstaw, aby go wiązać z Byczyną. W najbliższej okolicy, na południe i wschód od Kluczborka znajduje się powiat oleski, także znany z tego, że przewaga ludności polskiej przetrwała tam do XX wieku. Zapytałem więc Henryka Gierlika z Bawarii, który reklamuje się w Naszej –Klasie, jako posiadacz „kompletnego spisu mieszkańców Olesna z lat 1600-1700”, czy na tamtym obszarze występowali także Mączkowie. Otrzymałem tylko taką lakoniczną odpowiedź: „W Rosenberg-Olesno Sebastian Maczka ur.1666 r.” („a” zamiast „ą” w nazwisku). Więcej Mączków H.Gierlik nie znalazł w XVII wieku.
Na północ od Byczyny, za graniczną rzeką Prosną, znajdowało się państwo polskie, a tam królewska wieś Wójcin. Z Byczyny, przez Las Kluczów, to spacerek godzinny na trasie pięciokilometrowej. Obydwie miejscowości znajdują się na niewielkich wzniesieniach, po dwóch stronach doliny Prosny, toteż w pogodne dni, na otwartej przestrzeni, w Wójcinie widać ponad lasem wieże kościołów Byczyny , a z Byczyny - wieżę kościoła w Wójcinie,
a z wieży bramnej - to widać nawet zabudowania południowej części Wójcina.
Niestety, z terenu Wójcina i sąsiednich wsi – nie znajdziemy żadnych wykazów mieszkańców sprzed XIX wieku. W statystyce liczyły się wówczas tylko ilości wsi, kmieci, ilości łanów itp. Nazwiska chłopów do niczego nikomu nie były potrzebne.
W dokumentach źródłowych z początków XVI w. znalazłem tylko dwie dzierżawcze nazwy kobiece występujące w Wójcinie - Stachowa i Jandrowa , prawdopodobnie pochodzące od imion mężów Stach i Andrzej (Jandra). Natomiast pod datą 1590 umieszczono nazwisko kmiecia Cichosza, który był odpowiedzialny za uprawę jednego łanu ziemi należącej do proboszcza wójcińskiego w Żdżarach. Proboszcz wójciński odprawiał nabożeństwa w Wójcinie i w Źdżarach, bo to była jego parafia - i tu i tam posiadał po dwa łany. Nazwisko Cichosz spotykamy na początku XVI wieku także w Byczynie. Szymon Cichosz był kantorem słynnej szkoły byczyńskiej w latach 1601-13, a później rektorem tejże szkoły w latach 1613-16. Wtedy to przetłumaczył swoje nazwisko na język łaciński, zgodnie z humanistyczną modą - z Cichosz na „Silentiarius”. Podobnie postępowali inni wykształceni ludzie tamtych czasów, np. słynny rektor i pisarz byczyński o nazwisku Kapusta - zmienił je na „Herbinarius”. Potomek wspomnianego rektora, Cichosza/ Silentariusa, znajduje się na Verzzeichnis der Stadtschreiber und Notare, w roku 1666, jako Johannes Silentarius i.e. Cichosz. Mimo granicy państwowej to samo polskie nazwisko znajdujemy po obu stronach Prosny, a wiadomo , że Cichosz to jedno z bardziej rozpowszechnionych nazwisk w Wójcinie. Również inne stare byczyńskie nazwisko Gaj (Goj) jest w Wójcinie licznie reprezentowane, podobnie jak Mączka, które było tam kiedyś , około połowy XIX wieku, najpowszechniejsze. Natomiast nazwisko Gaj występuje w wykazach cechmistrzów i mistrzów cechowych, zwłaszcza branży rzeźniczej Byczyny, szczególnie obficie w XVIII wieku. Żadne z tych trzech nazwisk nie występowało w Łubnicach, oddalonych od Wójcina około 2 km, ani w okresie międzywojennym, ani w XIX wieku. Mączkowie, Cichosze i Gajowie wójcińscy są natomiast powiązani licznymi więzami pokrewieństwa.

Niestety, na razie nie posiadam żadnego wykazu nazwisk mieszkańców Wójcina poniżej połowy XIX w. Może te trzy, wyżej wspomniane nazwiska, występujące w Byczynie i w Wójcinie - wywodzą się ze wspólnego matecznika? Nie sądzę, aby wolni mieszkańcy Byczyny, chronieni prawem niemieckim - zechcieli zamieszkiwać w polskiej wsi pańszczyźnianej, jako poddani, zdani na łaskę i niełaskę właściciela wsi. Nawet w tzw. królewszczyznach, do których zaliczał się Wójcin, nie było wiele lepiej, a chciwi dzierżawcy królewszczyzn, chcieli się przeważnie szybko wzbogacić, podnosząc poprzeczkę wymagań. Nie, taki kierunek migracji z Byczyny do Wójcina, w zasadzie odpada. Chyba żeby założyć, że rzemieślnik byczyński, nie znajdując na miejscu możliwości wyzwolenia zawodowego, skorzystał z zaproszenia jakiegoś właściciela wsi albo folwarku i przeniósł się na drugą stronę Prosny, ale na to potrzeba dowodów. Wiadomo ze źródeł , że chłopi zza Prosny uciekali na Śląsk, chroniąc się przed wyzyskiem pańszczyźnianym, lub z innych powodów. Na Śląsku brakowało miejscami rąk do pracy i przybysze byli mile widziani. Tam wprawdzie również istniało pańszczyzna , ale w wymiarach bardziej racjonalnych. Koelling informuje o emigrancie z Łubnic, Tomaszu Olku, który zamieszkał w Byczynie około połowy XVIII w. i pracował jako sukiennik. Z polskich źródeł wiadomo, że czasem uciekały za Prosnę nawet większe grupy ludzi. Ale nie mamy informacji imiennych, szczególnie takich, z których wynikałoby, że wśród zbiegów znajdowali się włościanie o nazwiskach Gaj, Mączka i Cichosz i to co najmniej z początków XVI wieku, aby hipotezę o wójcińskich korzeniach byczyńskich Mączków, Gajów i Cichoszów, uprawdopodobnić.
Może Mączkowie przetrwali gdzieś po wsiach koło Byczyny i Olesna aż do XX wieku.? Obecnie , w portalu internetowym Nasza-Klasa można znaleźć wiele nazwisk Mączków z terenów Byczyny, ale najprawdopodobniej wszyscy oni przybyli w te strony po drugiej wojnie światowej. W książce Z. Bilińskiego o byczyńskich cmentarzach, którą już wyżej cytowałem, znajdujemy informację o najstarszych cmentarzach Byczyny. Okazuje się, że jeden z cmentarzy miejskich znajdował się wokół dzisiejszego kościoła ewangelickiego, który istnieje już od XIV wieku. Ten przykościelny cmentarz miał kształt owalny i rozciągał się wokół świątyni. Był otoczony początkowo wysokim parkanem z desek, później ze sztachet, to znów z niewysokiego murku obsadzonego drzewami. Od strony wejścia do kościoła znajdowała się niewielka brama drewniana. Otóż na tym cmentarzyku, według Bilińskiego, pogrzebani zostali dwaj sekretarze (pisarze) miejscy: Jan Mączka [..] i Hans Scholtz ( +1600), jego następca. Według wykazu pisarzy miejskich (Verzeichnis) z książki Koellinga, w roku 1589 –90, obaj wspólnie zajmowali się pisarstwem miejskim. Może Jan Mączka chciał wprowadzić swego następcę w jego obowiązki i Hans traktowany był jako stażysta? Albo Mączka jeszcze nie doszedł do siebie po wydarzeniach ubiegłego roku i potrzebował pomocnika z uwagi na nawał roboty. Jak już wspominałem wyżej, Mączka bardzo poważnie traktował swoje obowiązki i dzięki temu zachowało się tyle dokumentów od 1586 roku, może też dlatego, że znaleziono dla nich bezpieczne miejsce, dzięki czemu nie przepadły w trakcie licznych pożarów, które niszczyły Byczynę.
Czy Jan miał jakichś potomków, o tym nic nie wiadomo. W wykazach znanych mieszkańców Byczyny ich nie znajdujemy. Następni Mączkowie w Byczynie znani są dopiero od drugiej wojny światowej. O niektórych z nich wspomina w swojej książce Biliński, nie informując jednak, czy to są powojenni przybysze, czy też autochtoni. Ponieważ na początku książki wspomniał, że już w XVI znane były takie byczyńskie rody, jak: Janusowie, Mączkowie, Nowakowie itd. – może powstać wyobrażenie, że wśród Mączków powojennych, to mogą być nawet potomkowie pisarza z XVI wieku.
Oto kilka przykładów:

s.36. „W latach pięćdziesiątych XX w., za ks. Eugeniusza Butry, krypta została otwarta w związku z próbą założenia centralnego ogrzewania w kościele. Ludzie uczestniczący w jej otwarciu( m.im Józef Magott, Stefan Mączka, Albin Terlecki)stwierdzili, że w podziemiach świątyni znajduje się tylko jedna trumna ustawiona na koziołkach” (Ks. Walenty Latusek w 1765-67 budował katolicki kościół pod wezwaniem św. Trójcy i został pochowany w krypcie.)

s. 40.[ mowa o zabytkowej kaplicy] „Po wojnie długo nieczynna, przeszła potem remont 1977 i stała się domem pogrzebowym. Pierwszą osobą zmarłą, która oczekiwała na ceremonię pogrzebową w nowo wyremontowanym obiekcie była Maria Mączka (1921-1977), pracownica miejscowej szkoły”.

s. 76. Na nekropolii tej spoczywają też inni organizatorzy powojennego życia w mieście – kolejarze, m.in. Stanisław Mączka (1921-1996)

s. 75. To on [ mowa o W.Kozanie] „wspólnie z Zygmuntem Liniewskim, Adolfem Mączką i Franciszkiem Kaczorem (1892 – 1971), uruchomił w czerwcu 1945 r. miejscową elektrownię i wodociągi, dzięki czemu miasto otrzymało wodę i oświetlenie elektryczne”.

Z artykułu Z.Bilińskiego, Wyzwolenie Byczyny i początki władzy ludowej, s,116:
Meldunek do starostwa powiatowego w Kluczborku.
”10 kwietnia 1945 r. podjęto prace nad uruchomieniem elektrowni w Byczynie w następującym składzie:1) Władysław Kozan jako kierownik, Adolf Mączka jako sekretarz, Zygmunt Liniewiecki jako instalator liniowy i Franciszek Kaczor jako robotnik i maszynista.. Robotę rozpoczęliśmy całą czwórką od zakasania rękawów i uprzątnięcia zdemolowanych narzędzi i obiektów. Urządzenia uszkodzone było: budynki 30%, maszyny w maszynowni 51%, instalacje wodociągowe 80%, pompy porozrzucane, pasy pozabierane, baterie akumulatorów w 50% rozbite, płyty wyrzucone, kwas siarkowy wybrany, przewody oliwowe powykręcane. Narzędzi żadnych nie było, nawet młotka. Pracowaliśmy nie patrząc na godziny."
Tak więc, dzięki ofiarnej pracy kilku ludzi, już w czerwcu 1945 r. miasto otrzymało oświetlenie elektryczne i wodę.
s.111 Z.Biliński,tamże:
„ Inauguracyjne zebranie Miejskiej Rady Narodowej odbyło się 5 października 1946 r. Przewodniczącym MRN wybrano Władysława Kozana, a oprócz niego w skład rady weszło 14 osób, m.in. Adolf Mączka, Wacław Zimoch, Franciszek Dziwiński, Bronisław Pawyza, Stanisław Kostrzewa, Józef Kuzdrowski . Wybrano też 5 -osobowe Prezydium: Kozan, Pawyza, Bednarek, Rozborski, Dylewski.”
A oto inny dokument, jest to historia OSP w Byczynie (Google):
„Odbudowa OSP w Byczynie nastąpiła latem 1945 r. Już w maju zawiązał się komitet organizacyjny, a głównym jego inicjatorem był Czesław Zimoch. W czerwcu odbyło się pierwsze zebranie OSP, a 13. 09. 1945 r. ostatecznie ukonstytuowały się władze: Prezesem został Cz. Zimoch, zastępcą – Antoni Glapa, sekretarzem – Anatol Radoszkiewicz, skarbnikiem Wacław Ściebiura, naczelnikiem – Hieronim Godecki. Ponadto w skład zarządu weszli: Franciszek Lazar, Stanisław Herbeć, Stefan Kik, Stefan Mormol i Adolf Mączka. Po ukształtowaniu się zarządu przystąpiono do werbowania członków (było 20) oraz zaczęto gromadzić sprzęt.”
Wiadomo mi z relacji Bronisławy Mączki, wdowy po Adolfie Mączce (1919 –1978),
że razem z mężem pochodzili z Wójcina, z rodzin, które z dziada pradziada wywodziły się z tej wsi. Obydwoje od 1941 roku pracowali w Byczynie jako robotnicy przymusowi, Polacy z literą „P”. Mąż pracował najpierw jako robotnik leśny w Kluczowie, a później jako robotnik elektrowni byczyńskiej. Sama Bronisława pracowała przy sprzątaniu ulic i parków.
Mieszkańcy Wójcina zostali deportowani do Generalnej Guberni i w głąb Rzeszy, a miejsce ich zajęli koloniści niemieccy , przywożeni głównie z Wołynia, zwani przez Polaków „chaziajami”. Takich robotników polskich w Byczynie, z literą „P”, było więc więcej. Nie byli oni w mieście skoszarowani, nie przebywali za drutem kolczastym, lecz mieszkali na przydzielonych im strychach, czy piwnicach domów (suterynach), mając względną swobodę poruszania się, a wyżywienie mogli kupować na specjalne kartki, zawierające znacznie mniej produktów i pośledniejszych kalorycznie, niż te, w jakie zaopatrzeni byli Niemcy.
Byczyna była jednym z pierwszych miast niemieckich, do których wpadła Armia Czerwona 19 stycznia 1945 r. w czasie tak zwanej „Ofensywy Styczniowej” w1945 r. Niespodzianki przygotowali czerwonoarmistom działacze miejscowego NSDAP i Volkssturmu, w wyniku czego 5 czołgów z oddziału rozpoznawczego zostało zniszczonych wraz z częścią ich załóg. Odwet sowiecki był natychmiastowy i do tego doszło jeszcze nocne bombardowanie zgrupowania żołnierzy radzieckich w Byczynie i Wójcinie przez niemieckie lotnictwo. Zabudowa tego zabytkowego miasteczka i jego infrastruktura - uległy znacznemu zniszczeniu. Dzięki jednak ofiarności pionierów, takich, jak wymieniony wyżej Adolf Mączka z Wójcina – szybko do miasta zaczęło wracać normalne i to polskie życie.
Młode małżeństwo Mączków pozostało po wojnie w Byczynie , ponieważ obydwoje byli najmłodszymi dziećmi z wielodzietnych rodzin, które posiadały tylko po kilka hektarów ziemi. Przed wojną ich rodzeństwo wyjeżdżało co roku na wiosnę, na tak zwane „Saksy”, a na zimę wracali z powrotem do domu. Taki tryb życia prowadziło wiele wójcińskich rodzin. Adolf i Bronisława Mączka, małżeństwo pochodzące z Wójcina, byli pierwszymi Mączkami w Byczynie po drugiej wojnie światowej. W dziewięć miesięcy po Dniu Zwycięstwa, w lutym 1946 r. urodziło się w Byczynie pierwsze dziecko o nazwisku Mączka – była to Teresa Halina, córka wspomnianych Mączków.

W końcu 1945 r. miasto zamieszkiwało już około 1500 mieszkańców, z czego 50% stanowili repatrianci zza Buga, 20% autochtoni i 30 % to przybysze, głównie zza Prosny, zwłaszcza z Wójcina. Prawdopodobnie nie tylko Adolf Mączka, ale i pozostali Mączkowie, wymienieni w książce Bilińskiego, też pochodzili z Wójcina i nie byli byczyńskimi autochtonami. .
Sprawa odszukania ewentualnego wspólnego matecznika dla Mączków z Byczyny i z Wójcina oraz doszukania się jakichś powiązań rodowych między nimi - pozostaje nadal otwarta. Ale jest już „ciepło”, jak mówi się w pewnej zabawie dla przedszkolaków (ciepło-zimno).

Bibliografia:
1.H.Koelling, Geschichte der Stadt Pitschen
2.W.Kaczorowski, Bitwa pod Byczyną
3.K.Górski, Bitwa pod Byczyną dnia 24 stycznia 1588 Roku
4.A.Rombowski, Z historii szkolnictwa polskiego na Śląsku (Byczyna, Kluczbork, Wołczyn) w XVI – XVIII w.
5.Z. Biliński, Przeszli przez życie ślad zostawiając. Rzecz o byczyńskich cmentarzach,.
6.Z.Biliński, Byczyna. Miasto i gmina. Nasza Mała Ojczyzna.
7.Z.Biliński, Wyzwolenie Byczyny i objęcie jej przez władzę ludową
8. P.Jasienica, Rzeczpospolita Obojga Narodów, t.1.
9. W. Kaczorowski, Bitwa byczyńska w świetle XVI- wiecznych gazet ulotnych
10. A.Maślanka , Dzietrzkowice. Rys historyczny wsi 1234-2006, s.126
11.Wikipedia


donate.jpg
Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego zawiera forum genealogiczne i bazy danych przydatne dla genealogów © 2006-2020 Polskie Towarzystwo Genealogiczne
kontakt:
Strona wygenerowana w czasie 1.103627 sekund(y)