Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego

flag-pol flag-eng home login logout Forum Fotoalbum Geneszukacz Parafie Geneteka Metryki Deklaracja Legiony Straty
piątek, 19 sierpnia 2022

longpixel
longpixel

Nasi tu byli

arrow Kasia_Marchlińska
20:04:52 - 19.08.2022
arrow w3w
20:04:22 - 19.08.2022
arrow KLugaMarta
20:04:17 - 19.08.2022
arrow 37gosia
20:03:43 - 19.08.2022
arrow Lech_Niepiekło
20:03:35 - 19.08.2022
arrow Hakuna
20:02:51 - 19.08.2022
arrow karol444
20:02:16 - 19.08.2022
arrow grammatic0113
20:01:58 - 19.08.2022
arrow luigi37
20:01:40 - 19.08.2022
arrow RafalBiros
20:01:27 - 19.08.2022
arrow majkuss
19:59:38 - 19.08.2022
arrow Czarnecki_Andrzej
19:59:06 - 19.08.2022
arrow Cesarz_Wilhelm
19:58:24 - 19.08.2022
arrow Kyon
19:57:44 - 19.08.2022
arrow roza.kruza
19:56:43 - 19.08.2022
arrow ksztaj
19:54:10 - 19.08.2022
arrow pawlowska_katarzyna
19:53:38 - 19.08.2022
arrow Kristof1960
19:51:17 - 19.08.2022
arrow mkiwior
19:50:15 - 19.08.2022
arrow Heropolitanska_Izab..
19:50:07 - 19.08.2022
arrow PawełJerzy
19:49:11 - 19.08.2022
arrow Tomasz_Malata
19:49:11 - 19.08.2022
arrow Agnieszka_FB
19:48:29 - 19.08.2022
arrow Tapczannik
19:48:25 - 19.08.2022
arrow beatpatt35
19:47:55 - 19.08.2022
arrow EwaMiz
19:47:45 - 19.08.2022
arrow Wielebnowski
19:46:16 - 19.08.2022
arrow elgra
19:45:59 - 19.08.2022
arrow mziel
19:44:18 - 19.08.2022
arrow Krystyna_Rykowska
19:44:13 - 19.08.2022
Członkowie i sympatycy

Kolejny tekst o Powstaniu Warszawskim?
Dodano: wtorek, 02 sierpnia 2016 - 11:35 Autor: Michał_Fronczak
InneWczoraj usłyszałem piękne słowa płynące z ust Papieża Franciszka.
„Zawsze zadawajmy sobie pytanie, skąd przychodzę, pamiętajmy o miejscu, z którego pochodzimy, o rodzinie, o całej historii. Młody człowiek pozbawiony pamięci nie jest nadzieją na przyszłość. Rozmawiajcie z rodzicami, ze starszymi, a "przede wszystkim z dziadkami", a jeśli ci już nie żyją, to z innymi starszymi ludźmi”.

Zapewne kontekst jego wypowiedzi odnosił się do kwestii wiary lecz dla mnie są to słowa bardzo uniwersalne.
Dzisiaj jest wielki dzień dla każdego Warszawiaka. 72 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Przy okazji każdej rocznicy tego wydarzenia oddajemy cześć bohaterom, którzy walczyli o wyzwolenie naszej Ojczyzny, coraz częściej mówi się też o ofierze i bohaterstwie ludności cywilnej naszej stolicy, tych którzy zginęli i tych którzy przeżyli.

Wczoraj usłyszałem piękne słowa płynące z ust Papieża Franciszka.
„Zawsze zadawajmy sobie pytanie, skąd przychodzę, pamiętajmy o miejscu, z którego pochodzimy, o rodzinie, o całej historii. Młody człowiek pozbawiony pamięci nie jest nadzieją na przyszłość. Rozmawiajcie z rodzicami, ze starszymi, a "przede wszystkim z dziadkami", a jeśli ci już nie żyją, to z innymi starszymi ludźmi”.

Zapewne kontekst jego wypowiedzi odnosił się do kwestii wiary lecz dla mnie są to słowa bardzo uniwersalne. Od kilku lat staram się odtworzyć historię swojej rodziny poszarpaną przez historię.
I w tym miejscu chciałbym przytoczyć jej fragment powstały dzięki rozmowie ze „starszymi” a bezpośrednio odnoszący się do dzisiejszego dnia.

Wobec zbliżającego się frontu wschodniego (było już słychać kanonadę artyleryjską, coraz częstsze były również naloty) Mój Pradziadek Piotr Fronczak (1904-1981) z Prababką Pelagią (1904-1995) oraz dziećmi [Dziadkiem] Kazimierzem (1930-1975) oraz Aliną (1932-) na noce jeździła do Marek pod Warszawę – do domu pracownika Piotra (pracował w ‘tramwajach”).

W dniu wybuchy Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1944 r. nie zdążyli wyjechać i pozostali w stolicy. Pierwsze dni były entuzjastyczne. Czuć było upragniony powiew wolności. Wszyscy się cieszyli, na podwórka wylegali mieszkańcy, była powszechna radość. Później niestety zaczęło się prawdziwe piekło.

Na samym początku Piotr pomagał powstańcom, jego syn Kazimierz był łącznikiem w jednym ze zgrupowań walczących na terenie Woli. Podczas walk został niegroźnie ranny w brzuch, a po rozbiciu jego oddziału powrócił do domu. Józef Chojnacki (brat prababki) w nieznanych okolicznościach został ranny w nogę i leżał w szpitalu powstańczym przy ul. Mariańskiej (dziś zaplecze domu handlowego „Emilia”).

Alina (moja ciocia) przez dwa pierwsze dni obierała dla Powstańców ziemniaki w zabudowaniach magazynowych firmy "Bacutil" przy ulicy Ceglanej (dziś Pereca). Wymagało to przebiegania przez ulice do sąsiednich domów, jednak w drugim dniu Powstania podczas jednej z takich akcji Ciocia i inne osoby zostały ostrzelane przez Niemców od strony ul. Waliców. Cioci nic się nie stało ale tak się przeraziła, że więcej już nie chodziła pomagać. Była dwunastoletnią dziewczynką i nie można jej się wcale dziwić.

W pierwszym tygodniu Powstania sąsiedni blok przy ulicy Ceglanej miał zostać zniszczony , a ten w którym mieszkali był wielokrotnie ratowany od spalenia przez mieszkańców. Niemcy zrzucali na miasto bomby zapalające, dlatego też życie przeniosło się do piwnic. Piwnice położone wzdłuż ulic miały przebite przejścia tworząc podziemne ciągi komunikacyjne, którymi się przemieszczano. Łączyły się one również z wykopanymi przejściami w jezdniach.

W czasie tzw. Rzezi Woli, rodzina zagrożona utratą życia, przeniosła się na ul. Złotą do wuja Ziemieckiego – brata ciotecznego Pelagii. Z tamtego miejsca, ze względu na bombardowania oraz zagrożenia ze strony wojsk niemieckich posuwających się od strony al. Jerozolimskich, ponownie wrócili do swojego domu przy Ceglanej. Wraz z nimi ewakuowały się inne rodziny zamieszkałe przy Złotej. Ze względu na ciągły ostrzał ukrywali się w piwnicach, czerpiąc żywność z magazynów firmy ogrodniczej C. Ulrich, mieszczących się obok ich domu.

Ze względu na zagrożenie zasypania gruzami walących się kamienic Piotr podjął decyzję przebiegnięcia do przeciwległej oficyny. Dzięki tej decyzji ocaleli, gdyż ci którzy pozostali zginęli pod zniszczonym budynkiem. Z grupy, z którą wcześniej przebywali, ocalała jedynie staruszka.

Podczas tego nalotu ranni zostali córka wuja Ziemieckiego – Hania – oraz narzeczony siostry ciotki Ziemieckiej, a ciotka Alinka kryła się w tym czasie pod ziemią w wadze towarowej.

Po tym zdarzeniu oraz zawierzając ulotkom nakazujących opuścić miasto zrzucanym przez samoloty, ze względu na brak dachu nad głową oraz środków do życia rodzina podjęła decyzję o oddaniu się w ręce Niemców. Dnia 7 sierpnia 1944 r., zostali ewakuowani z miasta.

Miejsce zbiórki opuszczających Warszawę mieściło się w miejscu, gdzie obecnie znajduje się siedziba Muzeum Powstania Warszawskiego. Z tego miejsca przepędzono ich do obozu przejściowego w kościele św. Wojciecha na Woli, gdzie spędzili kilka godzin. Następnie przez dworzec zachodni wagonami ewakuowano ich do kolejnego obozu przejściowego, tym razem był to Dulag 121 w Pruszkowie. Tam przez kilka dni koczowali w halach przeznaczonych pierwotnie do remontu taboru kolejowego. Z tego miejsca, wagonami towarowymi wywieziono ich na roboty przymusowe w głąb Rzeszy. Rodzina poprzez obóz przejściowy w Burgweide "Durchgangslager des Gauarbeitsamts Niederschlesien Burgweide" pod Wrocławiem (obecnie są to Sołtysowice i Polanowice, należące do dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu) oraz dwa inne obozy na terenie samej Rzeszy (do jednego z nich pędzono ich nocą), w dniu 6 września 1944 r. trafiła do obozu pracy Brandenburg Havel. W każdym z tych obozów poddawano ich kąpielom oraz dezynfekowano ubrania.

Na podstawie Arbeitskarte wiem, iż Piotr wykonywał pracę dla Deutsche Reichsbahn (niemieckie koleje państwowe) w Brandenburg Havel. Piotr miał pracować przy naprawie torów kolejowych, a Pelagia przy przeładunku towarów. Dzieci spełniały funkcje pomocnicze przy porządkowaniu baraków, które dzielono z Rosjanami. Pelagia również miała kartę pracy ale po pewnym czasie, już po powrocie do domu, ją zniszczyła. Rodziny nie rozdzielono tylko dlatego, że Piotr był wykwalifikowanym pracownikiem z doświadczeniem w pracy na kolei i w komunikacji miejskiej.

Rodzina mieszkała w baraku w pokojach (sztubach) o powierzchni 25-30 m.kw. po kilka rodzin (ok. 25 os.). Prycze były takie jak w Oświęcimiu, piętrowe z nędznymi podgłówkami ze słomy oraz kocami. Nie obce były im wszy oraz pluskwy. Sporadycznie zawożono ich do kąpieli oraz dezynfekowano ubrania. Życie toczyło się wokół pracy rodziców i dzieci powyżej dwunastego roku życia. Piotr Kazimierzowi i Alinie zaniżył wiek, dzięki temu mogli pozostać w obozie.

Przebywali na ternie Rzeszy do 25 kwietnia 1945 r. W czasie zbliżania się frontu wschodniego okolica nękana była ciągłymi nalotami. Czasami więźniowie uciekali na pobliskie pola choć bomby nie spadały bezpośrednio na obóz. Po okrążeniu przez wojska radzieckie Berlina, oraz zajęcia obozu przez Rosjan, radzili oni go opuścić, obawiając się, iż może tam być źródło oporu Niemców.

Pod wieczór drugiego lub trzeciego dnia po wyzwoleniu obozu, wraz z całymi grupami więźniów opuścili obóz by z różnymi przygodami wrócić do Polski. Po kilku dniach podróży wozami dotarli do Odry, którą przekroczyli, aby w Sulechowie otrzymać zapomogę i przez Poznań pociągiem wrócić do Warszawy, gdzie dotarli 3 maja 1945 r. kilka dni przed ogłoszeniem zakończenia działań wojennych.

Ich dalsze losy to już zupełnie inna historia.

Michał Fronczak


Autor Komentarze
Komentarze
SympatykSympatyk



____________
Od: Lip 02, 2006 Posty: 4037
Napisano:Sie 02, 2016 - 11:35
Skomentuj ten artykuł w tym wątku
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
Węgrzyn_Ania
SympatykSympatyk



____________
Od: Lut 26, 2009 Posty: 348
skąd:Warszawa
Napisano:Sie 02, 2016 - 15:37
Nic dodać, nic ująć. Jedni walczyli i ginęli, tak jak mój dziadek Marian Dworzyński, inni dzięki Bogu przeżyli tak jak moja mama, sierota wojenna. A jeszcze inni nie walczyli i nie przeżyli, moja babcia Ligia Dworzyńska czy jej mama Bronisława Wrześniewska. Tak czy inaczej trzeba o nich wszystkich pamiętać i przekazywać ją młodym. Ten, o którym pamiętamy nie umiera.
_________________
Pozdrawiam Ania





Skap Chawłowscy Kamińscy Zień Popowicz Przybylscy Jakubowscy Dworzyńscy Moch Sawicz Wrześniewscy Milczarek Łuczkowscy Moch Ciurapińscy Godlewscy Mączyńscy Okraszewscy Pampuch Malonek
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
JerzyGrzegorz
SympatykSympatyk



____________
Od: Kwi 09, 2008 Posty: 88
Napisano:Sie 02, 2016 - 21:04
Wspomnienia Warszawiaków o Powstaniu Warszawskim chłonę jak gąbka. Powstanie było okresem przełomowym dla moich bliskich. To po nim moja babka mówiła – „To już nie moja Warsiawa” a ojciec po powrocie z Rzeszy dostał nakaz pracy w Elblągu. Dobrze, że podzieliłeś się z nami wspomnieniami o swoich bliskich. Przydałoby się więcej naśladowców. Zgadzam się z Anią. Trzeba o nich wszystkich pamiętać i swoją wiedzę przekazywać innym. Pozdrawiam Jurek
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
Gajzler_Michał
SympatykSympatyk



____________
Od: Kwi 16, 2013 Posty: 365
Napisano:Sie 20, 2016 - 08:36
Gratuluję artykułu.

"Miejsce zbiórki opuszczających Warszawę mieściło się w miejscu, gdzie obecnie znajduje się siedziba Muzeum Powstania Warszawskiego. Z tego miejsca przepędzono ich do obozu przejściowego w kościele św. Wojciecha na Woli, gdzie spędzili kilka godzin. Następnie przez dworzec zachodni wagonami ewakuowano ich do kolejnego obozu przejściowego, tym razem był to Dulag 121 w Pruszkowie."

Pragnę dodać, że na terenie obozu dziś jest Muzeum Dulag 121 ( http://www.dulag121.pl ). Na liście więźniów występują osoby o nazwisku Fronczak, lecz brak tych wymienionych w artykule. Dlatego zachęcam do kontaktu z Muzeum, bo ono gromadzi wszelkie informacje o więźniach, ich wspomnieniach i o świadczonej im pomocy. Z powodzeniem wymieniam informacje z Muzeum Dulag 121 (moja babcia, Władysława Glińska, brała udział w Powstaniu na Woli, a z obozu w Pruszkowie ratowała ludzi), dlatego kontakt z nim mogę szczerze polecić. Poza tym, niedawno ukazał się pierwszy Zeszyt Muzealny wydany przez Muzeum Dulag 121.
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
donate.jpg
Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego zawiera forum genealogiczne i bazy danych przydatne dla genealogów © 2006-2022 Polskie Towarzystwo Genealogiczne
kontakt:
Strona wygenerowana w czasie 1.230013 sekund(y)