Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego

flag-pol flag-eng home login logout Forum Fotoalbum Geneszukacz Parafie Geneteka Metryki Deklaracja Legiony Straty
sobota, 28 maja 2022

longpixel


Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Zobacz poprzedni temat Wersja gotowa do druku Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zobacz następny temat
Autor Wiadomość
Pawłowski_HenrykOffline
Temat postu: Re: Jak żyli nasi przodkowie  PostWysłany: 26-01-2022 - 21:28
Sympatyk


Dołączył: 09-02-2011
Posty: 388

Status: Offline
W sumie to odpowiedział że nie czytał Leszczyńskiego i innych których recenzuje. No nie wiem czy się podniosę po czymś takim na forum.
Na razie nie mam czasu ale w sumie to musze przeczytać uważnie wszystkie posty Jakuba (?) Żeby choć na chwilę spróbować wniknąć w jego umysł. Myślę że może to być niezapomniane doświadczenie.
a w sumie to czy ktos może mi wytłumaczyć dlaczego ten wątek z jednej strony jest otwarty a z drugiej strony jest zamknięty?
A może w ogóle otworzyć specjalną rubrykę w której każdy będzie mógł zrecenzować książki których nie czytał?
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Krzysztof_WasylukOffline
Temat postu: Re: Jak żyli nasi przodkowie  PostWysłany: 27-01-2022 - 00:08
Sympatyk


Dołączył: 02-04-2008
Posty: 628

Status: Offline
Jak chcesz przeczytać jego posty, gdy znalazł się jakiś niewydarzony cenzor i wyciął wszystkie. Ślad pozostał tylko w cytowaniach.

_________________
Krzysztof Wasyluk
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Janiszewska_JankaOffline
Temat postu: Re: Jak żyli nasi przodkowie  PostWysłany: 27-01-2022 - 09:25
Zasłużony
Sympatyk


Dołączył: 28-07-2018
Posty: 740

Status: Offline
Przepraszam, już milczę


Ostatnio zmieniony przez Janiszewska_Janka dnia 19-02-2022 - 16:24, w całości zmieniany 1 raz
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
pebroOffline
Temat postu: Re: Jak żyli nasi przodkowie  PostWysłany: 28-01-2022 - 08:11
Sympatyk


Dołączył: 06-01-2020
Posty: 32

Status: Offline
Życie codzienne znakomicie opisują pamiętniki. Jednak chłopi na ogół po pierwsze byli niepiśmienni po drugie nie mieli czasu na takie "fanaberie". Kilka pamiętników można znaleźć, przy czym są to pamiętniki chłopów, którym się powodziło i praktycznie z przełomów XIX/XX w. Poniżej kilka propozycji, pierwsze dwie dostępne za darmo:
https://wolnelektury.pl/katalog/lektura ... siejszych/
https://pl.wikisource.org/wiki/Pami%C4%99tniki_lekarzy (można poczytać jak wyglądało życie chłopów i ich zacofanie z punktu widzenia lekarzy)
Wścibski i wrazicki. Pamiętnik chłopa galicyjskiego - Walenty Kunysz
Kto przy Obrze temu dobrze - Tomasz Skorupka (wielkopolska)
Krótki życiorys pewnego żołnierza z wojny europejskiej. Zapiski domowe - Karol Omyła (chłop galicyjski wysłany na wojnę)
Pamiętnik matki - Marcjanna Fornalska (nieco przesiąknięte ideologią komunistyczną, ale można przeczytać)

_________________
--
Pozdrawiam Paweł
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Janiszewska_JankaOffline
Temat postu: Re: Jak żyli nasi przodkowie  PostWysłany: 28-01-2022 - 09:42
Zasłużony
Sympatyk


Dołączył: 28-07-2018
Posty: 740

Status: Offline
Przepraszam, już milczę


Ostatnio zmieniony przez Janiszewska_Janka dnia 19-02-2022 - 16:23, w całości zmieniany 1 raz
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Albin_KożuchowskiOffline
Temat postu: Re: Jak żyli nasi przodkowie  PostWysłany: 28-01-2022 - 13:00
Zasłużony
Sympatyk


Dołączył: 13-11-2008
Posty: 521

Status: Offline
http://katalog.nukat.edu.pl/lib/item?id ... heme=nukat

_________________
Pozdrawiam AlbinKoz.
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Andrzej_ŻakOffline
Temat postu:   PostWysłany: 28-01-2022 - 13:16
Sympatyk


Dołączył: 01-02-2014
Posty: 84

Status: Offline
Witam
Dorzucę cegiełkę do dyskusji o tym jak żyli nasi przodkowie.
To materiały dotyczące konkretnych wydarzeń, których opis znalazłem w Księgach Referendarii Koronnej (1) oraz księgach grodzkich krakowskich (3). Rzecz dotyczy sporu pomiędzy mieszkańcami wsi Rokitno, Bonowice, Grabiec i Kaszczor a konwentem klarysek krakowskich (wsie były własnością konwentu od 1257 roku) oraz Janem Podlewskim, administratorem tych dóbr. Wnioski na pewno każdemu nasuną się same.
Jako, że rzecz dotyczy historii powszechnie mniej znanej pozwolę sobie zamieścić trochę obszerniejszy opis. Mam przy tym nadzieję, ze może komuś okaże się to przydatnym.
Jan Podlewski (pisownia nazwiska w niektórych dokumentach jest inna: Podleski, Podleński) pochodził z Raciborowic niedaleko Krakowa. 19 lipca 1779 roku w kościele w Rokitnie zawarł związek małżeński z Józefą Strońską, córką Józefa Strońskiego administratora dóbr rokitnickich. Uczestniczyło w tej uroczystości kilku dostojników z Krakowa (….).Prawdopodobnie Podleski po teściu przejął funkcję administratora. Okazał się być bardzo okrutnym zarządcą. W ciągu prawie ośmiu lat swojego administrowania kluczem rokitnickim konwentu klarysek krakowskich wykazał się porywczością i okrucieństwem w stosunku do poddanych. Wymuszał na poddanych wykonywanie prac przekraczających wymiar tradycją ustalonej pańszczyzny. Siłą wymuszał posłuszeństwo. Za najmniejsze nawet przewinienie, a często również zupełnie niesłusznie, karał biciem. Z tego powodu wielu poddanych przypłaciło to zdrowiem a nawet życiem. W Księgach Grodzkich Krakowskich wykazanych jest ich z imienia i nazwiska kilkunastu. Między innymi:
„… Balcera Krawca że Syna swego znaleźć nie mógł [wzywanego zapewne przez zarządcę do jakiejś dodatkowej pracy] … Ślężyka za wystawienie stodółki, lubo za wiedzą Jaśnie Panny Ksieni, … Bielnickiego za upomnienie się o zapłatę od Roboty namiotu, Jacentego Buczaka za podniesienie w Lasku kilku gałązek od Śniegu upadłych, który pod czas mrozu był więziony, y osobno znowu karany, … Maychra Ziarna i Kazimierza Gila pod pretekstem nierychłego wyjeżdżania w drogę, lubo przed wschodem słońca wyjeżdżali, Bonawentura Ślęka o podniesienie Widły na drodze, wmówiwszy w niego że ukradł, który Człowiek tak ciężko był pobity, że bardzo długo chorował … Synów Ignacego Sikory o wegnanie na pastwisko, z których pierwszy do Niedziel kilku, a drugi aż do Roku chorował, …Pawełka o to, że Córki swej usznej ze Dworu znaleźć nie mógł, tak ciężko obić kazał y obił, że z tego pobicia, zaraz rozchorował się, do zdrowia przyjść niemógł, y niedługo umarł, Jana Sobalę tak bezprzyczynnie ukarał, że aż krwią spłynął, y opuchł, z czego zaraz rozchorował się, y w krótce umarł, Franciszka Wronę, gdy mu się pług nadpsuwał przy Oraczu, tak pobił y ukarał, że zaraz tenże Człowiek rozchorował się y krwią charchał, do zdrowia przyjść niemógł, y nareszcie umarł, Wawrzeńca, kazawszy przez Zagon położyć, tak mocno ukarał, że zaraz tego samego dnia tenże Człowiek rozchorował się y szóstego dnia umarł, a po śmierci krzyże i nogi posiniałe, y krew mu się dobywać miała … a tak że oczywiście utraty zdrowia tych ludzi, nie kto inny stał się przyczyną, tylko tenże I.Pan Podleski z czego wielu nawet z Mieszkańców Wiosek tutejszych, rozeyść się w inne tereny musiało, … „”
Wobec nasilającej się porywczości i złości Podleńskiego, mieszkańcy Gromad wsi w obawie przed jeszcze większymi represjami postanowili wybrać delegację aby ta udała się do właścicielek, Panien Franciszkanek, ze skargą i prośbą o oddalenie z majątku tego okrutnika. Delegowani przez gromady wyruszyli do Krakowa w okresie kiedy nie było zbyt wielu prac polowych. Mogło to być jesienią 1785 roku. Na spotkaniu z Ewą Chomentowską, ówczesna przeoryszą krakowskiego konwentu klarysek przedstawili jej swoje krzywdy i obawy. Ta przekazała włościanom Rezolucję, w której zobowiązywała się zaspokoić prośby mieszkańców wsi i nie dopuścić do dalszego pokrzywdzania ich przez administratora. Zbadanie sprawy oraz rozsądzenie sporu zleciła Komisarzowi Konwenckiemu. Delegacja wróciła do domów. Niestety, mimo obietnic sytuacja w stosunkach z Podleńskim nic się nie zmieniła. Nie wiadomo czy w ogóle była jakaś interwencja w tej sprawie. Jest przy tym bardzo prawdopodobne, że stosunki Podleńskiego z Konwentem oraz z samą Ksienią były przyjazne i jako zarządca spełniał oczekiwania klasztoru W każdym bądź razie wbrew oczekiwaniom mieszkańców, Podleński stał się jeszcze bardziej zawzięty. Wobec takiego obrotu spraw Gromady wszystkich czterech wsi postanowiły ponownie wysłać do Krakowa delegację, w skład której weszli wójtowie, zapewne też część przysiężnych oraz paru innych, obdarzonych autorytetem kmieci. W sumie trzynastu włościan. Tym razem spisano Suplikę, którą zamierzano złożyć na ręce ksieni. Delegacja tą sama drogą co poprzednio udała się krakowskiego grodu. Przypuszczam, że działo się to późną jesienią lub nawet zimą. Do klasztoru przy kościele Św. Andrzeja dotarli najprawdopodobniej przed południem. Tym razem jednak ksienia Chomentowska nie przyjęła poddanych od razu. Wprost przeciwnie upokorzyła ich karząc czekać przez wiele godzin przed klasztorną bramą. Dopiero wieczorem, gdy zrobiło się ciemno zawołano ich do lektorium. To było miejsce z przegroda oddzielająca nawę tego starego kościoła od prezbiterium dostępnego tylko dla duchownych i zakonnic. Ksienia zapytała o powód przybycia. Gdy wyznaczeni spośród siebie delegaci zaczęli opowiadać o swoich uciążliwościach zniecierpliwiona i rozzłoszczona zabroniła im dalej mówić. Mało tego, mocno ich zrugała i zagroziła ukaraniem całe wsie skąd pochodzili. Zaraz też, spisawszy wprzód swoją relację przywołała niejakiego Brzozowskiego, pisarza konwenckiego oraz pięciu parobków klasztornych. Nakazała wyprowadzić wszystkich chłopów na podwórzec klasztorny i tam ukarać każdego kilkudziesięcioma plagami. Jej rozkaz wykonano natychmiast. Zdezorientowani i zaskoczeni włościanie raczej nie stawiali oporu. Tym bardziej, że prawdopodobnie większość z nich miała już swoje lata. Wójt rokitnicki po pobiciu ukląkł na środku dziedzińca i głośno żalił się, że za porządne sprawowanie swojego urzędu taką oto niesprawiedliwą dostał „nagrodę”. Widząc to z okna ksienia jeszcze bardziej się rozsierdziła i nakazała parobkom ponownie ukarać plagami tegoż wójta. Pobity został również Franciszek Galiński, młynarz z Kaszczora, który tylko przyłączył się do delegacji, a przybył do klasztoru w prywatnej swojej sprawie. Mianowicie poskarżyć się chciał na dwór rokitnicki za odjęciu mu dopływu wody do młyna. Nawet nie był wysłuchany przez ksienię i potraktowany został jak pozostali. Wszystko działo się w ciemnościach, skąpo tylko rozjaśnianych przez palące się pochodnie. Ksienia, później podczas dochodzenia komisarskiego tłumaczyła się, że chłopi przybyli do klasztoru z hałasem i byli krnąbrni. Zamiast przekazać swoje skargi domagali się odpowiedzi i odgrażali się, że pójdą ze skargą za granicę. Wobec takiego zachowania zdenerwowała się i nakazała ukarać kilku krnąbrnych poddanych. Jednych po 10 a innych, bardziej aktywnych po 20 plag. Przypuszczam, że faktycznie przedstawiciele wsi byli podenerwowani i mogli kierować się emocjami. Nie byłoby to zbyt dziwnym po upokorzeniu tak długim oczekiwaniem na spotkanie.
Pobici chłopi wrócili do swoich domów. Na pewno byli rozżaleni, z poczuciem niesprawiedliwości i krzywdy a jednocześnie oburzeni i wściekli na zakonnice za to co ich spotkało. Wyobrażam sobie podniecenie i gwar dyskusji jakie zapanowały wtedy we wsiach. Mieszkańcy musieli należeć do światłych i być dobrze zorganizowanymi. Postanowili nie odpuścić i iść ze swoimi krzywdami do Sądów Referendarii Koronnej. Wysłali swoich delegatów aż do Warszawy. Był wśród nich zapewne chłop-wójt Karol Selerski z Rokitna, którego mieszkańcy obrali swoim plenipotentem na czas trwania czynności sądowych. Już w dniu 6 lutego 1786 roku otrzymali glejt ochronny. Tak było wtedy w zwyczaju aby zabezpieczyć skarżących się przed zemstą i prześladowaniem przez oskarżanych przed rozpatrzeniem sprawy i wydaniem wyroku. Ciekawym jest jednak to, że glejt ów otrzymali od samego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Treść tego dokumentu znalazłem w Księgach Grodzkich Krakowskich. Do Sądów Referendarskich Koronnych w Warszawie pozew Gromad wymienionych wsi wpłynął 7 czerwca 1786 roku. Pozew ten dotyczył nie tylko skargi na okrucieństwo podstarościego Podleńskiego i skargi na konwent PP Franciszkanek ale dodatkowo jeszcze innych spraw spornych. Chodziło tu między innymi o grunty bezprawnie zabrane przez dwór rokitnicki gromadom wsi Rokitno i Grabiec, wymiar pańszczyzny, obmiar gruntów i granice wsi. Rozpatrywano jednocześnie również pozwy dworów: rokitnickiego i bonowickego przeciwko gromadom, roszczenia plebana rokitnickiego Biernackiego w sprawie zbyt niskich dla plebanii danin i jeszcze inne sporne kwestie. W sumie wzajemne pozwy dotyczyły 10 kategorii spraw. Pierwszy wyrok zapadł w Warszawie w dniu 12 lipca 1786 roku. 27 września został oblatowany do Ksiąg Grodzkich w Krakowie. Rozstrzygnięcia nie były jednak satysfakcjonujące dla obu stron. Jedni komisarze wydali wyrok zaoczny niekorzystny dla gromad, drudzy niekorzystny dla klasztoru i administratorów. Nastąpiły apelacje gromad oraz klasztoru, których skutkiem było powtórne zbadanie spraw. W dniu 29 maja 1787 roku postanowieniem sądu referendarskiego odroczono wydany wcześniej wyrok. Po ponownej wizytacji gruntów gromad, weryfikacji dokumentów oraz wysłuchania stron Sąd Referendarii Koronnej w Warszawie, w dniu 9 czerwca 1788 roku ogłosił nowy wyrok. Jan Podleński został potraktowany jako uciążliwy administrator i nakazano oddalenie go z majątku konwentu. Jednak wyrok był w tej sprawie łagodniejszy dla klasztoru i administratora w porównaniu z poprzednim. Za nieludzkie obchodzenie się z poddanymi sąd skazał go na 6 tygodni wieży (zamiast jak w poprzednim wyroku na pół roku) oraz zapłacenie 1000 grzywien kary (o połowę mniej niż zasądzono wcześniej). Połowa miała być wypłacona gromadom Rokitna, Grabca, Bonowic i Kaszczora a połowa pobitym przez zarządcę lub z jego polecenia oraz rodzinom zmarłych z takiego pobicia. W mocy natomiast sąd utrzymał karę 500 grzywien, zasądzoną od klasztoru za pobicie przedstawicieli wsi przybyłych do przeoryszy Chomentowskiej ze skargą (w tym 50 grzywien dla młynarza ukaranego niewinnie). Ponadto sąd zasądził na rzecz gromad wypłatę przez konwent 4000 złotych polskich za przebory (czyli wcześniejsze, bezprawnie wymuszane przez administratorów nadmierne świadczenia pańszczyźniane, które gromady udowodniły) oraz koszty sądowe. W drugiej połowie XVIII wieku stosowano jeszcze grzywny jako jednostki płatnicze. 1 grzywna krakowska to 48 groszy. 1 złoty polski wtedy liczył 30 groszy. Według tych przeliczników kara, którą Jan Podleński miał w dniu 1 października 1788 roku (przed wejściem do wieży) wypłacić w Krakowie gromadom była równoważna 1600 złp. Wpłata konwentu to w przeliczeniu - 800 złp (2). Jaka była siła nabywcza ówczesnych pieniędzy?. W latach 1764-1795 za 2 złp pożna było kupić kopę jaj, za 3 złp - parę butów, za 1 złp – kosę, za 6 złp – garniec gorzałki (około 2,75 litra). Woźny dostawał 2 złp za tydzień pracy. W sumie mieszkańcy wszystkich czterech wsi otrzymali 6400 złp zadośćuczynienia. To dość spora suma. Sąd zarządził także, że po rozdzieleniu pieniędzy zgodnie z wyżej wspomnianymi wytycznymi oraz po spłaceniu długów zaciągniętych przez gromady na sprawy związane z procesem sądowym, pozostała ich cześć miała być przeznaczona na fundusz dla założenia magazynu zbożowego lub kasy pieniężnej gromadzkiej. Rozdział i pieczę nad tymi pieniędzmi sąd zlecił wójtowi rokitnickiemu i przysiężnym poszczególnych wsi. Pieniądze umieszczone miały być w skrzyni, do której jeden klucz miał mieć wójt rokitnicki a drugi klucz miał posiadać przysiężny z Grabca i Bonowic. Kasa miała być, zgodnie z wolą gromad oraz rozrządzeniem sądu egzekutorialnego komisarskiego, ulokowana albo u księdza rokitnickiego albo we dworze rokitnickim. Sąd zalecał również wprowadzenie corocznej składki od każdego mieszkańca celem pomnażania tej wspólnej kasy. Miały one służyć na wspomaganie gospodarzy zubożonych lub podupadłych wskutek różnych klęsk żywiołowych, na wspomożenie wdów i innych ubogich mieszkańców.

(1) Keckowa A., Pałucki Wł., Księgi Referendarii Koronnej z drugiej połowy XVIII wieku, Tom II (1781-1794), PAN Instytut Historii, Książka i Wiedza, 1957, str. 671-689
(2) https://forum.odkrywca.pl/topic/683850- ... -xix-wiek/ (dostęp z 06 maja 2020 r.)
(3) Księgi grodzkie krakowskie z lat 1786, 1787, 1788 (www.szukajwarchiwach.gov.pl – dostęp z 10.11.2021 r.)

Pozdrawiam serdecznie
Andrzej Żak
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Janiszewska_JankaOffline
Temat postu:   PostWysłany: 28-01-2022 - 14:26
Zasłużony
Sympatyk


Dołączył: 28-07-2018
Posty: 740

Status: Offline
Przepraszam, już milczę


Ostatnio zmieniony przez Janiszewska_Janka dnia 19-02-2022 - 16:21, w całości zmieniany 1 raz
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Pachliński_PawełOffline
Temat postu:   PostWysłany: 28-01-2022 - 20:44
Zasłużony
Sympatyk


Dołączył: 10-03-2011
Posty: 75

Status: Offline
Janiszewska_Janka napisał:
Andrzeju,

Świetne opracowanie!
Zgodnie z opiniami historyków badających temat życia chłopów pańszczyźnianych, rejon Małopolski, Wielkopolski i Kujaw zaliczany był do bogatszych i zamieszkałych przez bardziej świadomych swych praw kmieci.
Znacznie gorzej było na terenach przedrozbiorowych województw: rawskiego, płockiego i mazowieckiego.
Jeszcze w latach 1945-1970 widziało się na terenach centralnych Polski skutki tego wielowiekowego zaniedbania. Wystarczyło pojechać z centrum na Północ i wkraczało się w inny świat domów murowanych i schludnych obejść gospodarczych, a pozostawiało chałupy kryte słomą, budowane z kamienia i gliny na zasadzie wspólnego budynku dla ludzi i zwierząt.
Niestety sądzę, że młodzi ludzie, którzy tego nie widzieli będą mieli wielkie trudności z wyobrażeniem sobie jak trudne było wówczas życie. Fascynują się średniowieczem na podstawie gier i mają całkowicie wypaczony ten obraz. W dodatku w imię wypaczonego pojęcia patriotyzmu nie chcą przyjąć do wiadomości informacji o wielkiej nędzy w jakiej musiały żyć ogromne rzesze społeczeństwa polskiego.
Rewolucje w Polsce i na świecie wybuchały zawsze z powodu nędzy i ostatecznej konieczności obrony przed dalszym bezczelnym wykorzystywaniem prostych ludzi, a nie z powodu ich dobrobytu.

Pozdrawiam serdecznie
Janka Janiszewska



Tak. Niestety, to prawda. Ja jeszcze pamiętam stojące w latach 80-tych takie chałupy-"glinianki" na pograniczu płocko-sierpeckim. A nawet i bliżej-ok. 10 km. od Płocka.

Nie będę już tu przytaczał opowiadań mojej śp. Babci.Nie pochodziła z biednej rodziny ale opowiadała, jak żyli ludzie przed rokiem 1939. Nawet Ci, którzy byli "dziedzicami"-to była często niewypłacalna "biedota". Majątek, np o pow. 60 ha, a drewniany dworek kryty strzechą. Na obiad szczaw, z którego wychodziły robaki. Można się z tego śmiać dzisiaj, ale i tak było... .

Mam jeszcze , tak na pamiątkę dwa weksle-kwity (a było ich dziesiątki, tylko w latach 80-tych gdzieś zaginęły). Moi krewni posiadali m. innymi dwie upaństwowione w 1945 roku lokomobile.W okolicach Płocka tymi lokomibilami były obrabiane duże majątki.Tylko że, te majątki były niewypłacalne. I te długi jednego roku były spłacane, kolejnego "odnawiały się".

Nieraz ciężko poznaje się historię Przodków... .Bo jak się z tego cieszyć, że np.jeden z Przodków w roku 1721 przyjmuje w poddaństwo człowieka. a już później, w latach 1729, 1751 sprzedaje zdaje się, że pojedynczych chłopów.Cociaż, może i z całą rodziną.... .

Wczoraj akurat przeczytałem "Nie- Boską komedię" Zygmunta Krasińskiego. Pod koniec lat 80-tych w pewnym środowisku wprowadziłem w użycie odwołanie do "Okopów św. Trójcy"-stąd mój sentyment do tego dramatu. Poza tym Przodkowie mojej Żony pochodzą spod Krasnego i mieli kontakt z hr. Krasińskimi.
Można powiedzieć, że czytając ten wątek można polecić przeczytanie tego dramatu.Krasiński, potomek wielkich rodów, ordynat, chyba zdawał sobie sprawę z balastu przeszłości. Polecam przeczytać.
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
StanisławtojaOffline
Temat postu:   PostWysłany: 28-01-2022 - 23:59


Dołączył: 28-01-2022
Posty: 2

Status: Offline
Andrzej Zając (grom. Trzebusz, gm. Mrzeżyno) – posiadał gospodarstwo rolne o powierzchni 15 ha i nieokreślony bliżej w dokumentach inwentarz żywy. Na skup odstawił 40 q zboża, choć wymagano od niego 37 q. Jak zaznaczono w artykule relacjonującym jego późniejszy proces: „Szybko […] wzbogacił się na krzywdzie biednego chłopa i spekulacji, zatrudniając jednocześnie przez kilka lat jako siłę najemną dalekie kuzynki żony pozbawione rodziców, którym za ciężką pracę płacił jedynie wyżywieniem i przyodziewkiem”



„Grupa przyjechała wtedy tu na podwórze i chcieli, żeby oddać zboże. A myśmy już wcześniej sami oddali. Nawet metr ponad plan. Dużo ich było, ze dwudziestu. Męża zabrali do szopy, pobili go i kazali rów kopać […]. A drudzy plądrowali po domu i na strychu zobaczyli zboże. Było na wierzchu, bo my oddali, co należało, zostawili my zboże na paszę dla koni, krów i świniąt. Nie słuchali nas i wszystko […] wyzmiatali”

Według dokumentów, brygada przystąpiła do akcji, gdy na pytanie Majcherka, ile jeszcze zboża może sprzedać, Zając odpowiedział, że tylko od 3 do 5 q. Majcherek stwierdził, że rolnik winien odstawić znacznie więcej, po czym zarządził przeszukanie. Odbywało się ono w obecności całej rodziny gospodarza (jego żony Franciszki, matki i czternastoletniego syna, który właśnie wrócił ze szkoły). Prowadząc niejako rutynowe czynności, członkowie brygady rozbili piec (Samulewicz), porąbali podłogę (Mazurek, Samulewicz, Kondracki, Szarabajko), potłukli naczynia, uszkodzili siekierą ścianę, wylali mleko na podłogę i porozrzucali ubrania, a Majcherek, ponownie dając wyraz niechęci do religii, cisnął w „święty obrazek” kałamarzem z atramentem, który roztrzaskał się, brudząc ikonę. Ponadto, pragnąc upokorzyć chłopa, członkowie ZMP zmusili syna rolnika, aby namalował na obrusie karykaturę ojca i podpisał ją: „To kułak. Wróg Polski Ludowej”. Młodzi aktywiści początkowo sądzili, że ostrzeżony Zając zakopał zboże w ziemi. Przeszukano również maszyny rolnicze. Gospodarz na temat pierwszego etapu rewizji zeznał: „część ekipy rozdzieliła się i kilku z nich poszło do mieszkania, a kilku […] za szopę, gdzie były kopce z kartoflami. […] wziąłem widły i odrzuciłem nieco ziemi z kopca, pokazując, że są w nim ziemniaki. Jeden z ekipy wskazał mi dalsze miejsce i powiedział: ťTutaj odwalaj ziemię, skurwysynu kułakuŤ”. W trakcie poszukiwania zboża na polu Zając – jak twierdził – przez swą nieuwagę dźgnął Mazurka widłami w rękę, za co ten uderzył go pięścią w bok, a Majcherek kilkakrotnie kopnął. Następnie część brygady przeniosła się do pobliskiej szopy, gdzie znaleziono zboże. Wówczas Majcherek nakazał Zającowi kopać w pomieszczeniu dół, aby się przekonać, czy nie ma tam więcej ukrytego zboża. Początkowo zwracał się do rolnika kulturalnie, lecz z czasem stawał się opryskliwy, grożąc Zającowi: „Kop ty skurwysynie rów, a jak nie znajdziesz tu zboża, to cię zakopię w tym rowie”. Za przykładem zwierzchnika poszedł Szarabajko – stanął nad chłopem z siekierą i powiedział: „Kop skurwysynie rów, bo inaczej cię zabiję”. W tym samym czasie w domu Zająca znaleziono 46 dolarów. Franciszka Zając w rozmowie z Zbigniewem Kosiorowskim zaprzeczyła temu, stwierdzając: „Ale dolarów nie znaleziono, ino list od jego [Zająca] siostry z Ameryki i tam pisało o dwóch dolarach”. Oprócz tego członkowie brygady, a zwłaszcza jej żeńska część, dopuścili się kradzieży 5,5 m sukna (w celu uszycia spodni), butów damskich, butów męskich, kilku szalików, swetra, spódnicy, spodni, marynarki, jak również wartościowych przedmiotów – obrączki, wiecznego pióra i zegara ściennego. Ponieważ rewizja ciągnęła się przez kilka godzin, aż do wieczora, członkowie brygady w pewnym momencie oświadczyli, że są głodni. Majcherek odpowiedział im, że zaraz się tym zajmie i zaprowadził Zająca na strych, gdzie kazał mu wziąć na ręce około 50 kg słoniny i zejść z nią po schodach, a gdy chłop zataczał się pod jej ciężarem, Majcherek kilka razy go kopnął, mówiąc: „Prędzej skurwysynu kułaku”. Zniesiona przez chłopa słonina została w znacznym stopniu zjedzona przez młodych aktywistów, którzy popili ją mlekiem. Ponieważ w gospodarstwie brygada lekkiej kawalerii znalazła 27 q zboża, ukrytego w różnych miejscach (m.in. w szopie i na strychu), jak również 46 dolarów, rolnika przekazano wezwanej na miejsce milicji. Osadzonemu w areszcie Zającowi wytoczono w trybie doraźnym sprawę „o obcą walutę i ukrywanie zboża”. Sprawę prowadził oficer śledczy PUBP w Gryficach por. Włodarczyk, przy współpracy Grosingera, a nadzorował ją prokurator powiatowy Jerzy Skoczylas. Zakładano, że zakończy się ona pokazowym procesem, który wpłynie na postawę chłopów indywidualnych. Rodzina aresztowanego gospodarza, nie widząc w zaistniałej sytuacji lepszego wyjścia, zdecydowała się na wstąpienie do rolniczej spółdzielni produkcyjnej. Rewizja wiązała się niewątpliwie z wielkim stresem i traumą, gdyż jeszcze po trzydziestu latach Franciszka Zając wspominała: „Panie, ja osiwiałam w jednym tygodniu. Co ja łez wylałam. Poniszczyli, jego [męża] zamknęli i ja zostałam sama z dzieckiem i matką, co miała osiemdziesiąt roków. Matka mówiła wtedy, że wolałaby umrzeć, jak wiedzieć, co tu się robi” .

„W dniu 24 lutego na skutek otrzymanej informacji od osoby zaufanej, że kułak Zając Andrzej zamieszkały w Trzebuszu gm. Mrzeżyno pochował zboże uchylając się tym samym od planowego skupu zboża [wykonano rewizję w jego gospodarstwie – P.B.]. Dodaję, że […] wymieniony nie odsprzedał państwu tego, co nałożone miał przez G[romadzką] R[adę] N[arodową]. Powyższą informację przekazano trójce gromadzkiej, która w czasie kontroli ujawniła, że Zając Andrzej, typowy kułak, zboże pochował w kilku punktach, nawet wynosił poza obręb swego zabudowania [i] zakopał do ziemi. Zboże odnaleziono w stanie mokrym. Następnie znaleziono […] 46 dolarów nielegalnie przechowywanych. ”

Dochodzenie w sprawie Zająca zakończyło się 3 marca 1951 r. skierowaniem aktu oskarżenia do sądu w związku z naruszeniem przez rolnika art. 14 ustawy z 2 czerwca 1947 r. o zwalczaniu drożyzny i nadmiernych zysków handlowych, a także art. 3 ustawy z 28 października 1950 r. o zmianie systemu pieniężnego. W pierwszym z wymienionych przepisów zapisano: „Kto […] dopuszcza się nieuczciwych czynności lub zaniechań mogących wywołać zwyżkę cen wszelkiego rodzaju towarów, a w szczególności kto bierze udział w handlu łańcuszkowym albo kto dla osiągnięcia nadmiernego zysku skupuje, gromadzi lub ukrywa towary – podlega karze więzienia do lat pięciu i grzywnie do pięciu milionów złotych lub jednej z tych kar”. Drugi artykuł dotyczył kwestii dolarów znalezionych podczas przeszukania w gospodarstwie. Jeszcze tego samego dnia, tj. 3 marca, akta sprawy zostały przekazane Prokuraturze Wojewódzkiej w Szczecinie, zaś postępowanie prowadziła Prokuratura Powiatowa w Gryficach. Wyrok zapadł 5 marca, gdy Sąd Wojewódzki w Szczecinie na posiedzeniu specjalnym w Trzebiatowie (przewód odbył się w przygotowanej sali kinowej, aby można było pomieścić dużą widownię) skazał Zająca na pięć i pół roku więzienia i dwa lata pozbawienia praw publicznych.

Sam proces, jak już wspomniano, był relacjonowany przez prasę, a ponadto musieli go obserwować chłopi z całego powiatu w liczbie około pięciuset, których w nocy zwożono do Trzebiatowa.

Brygada lekkiej kawalerii ZMP działała na terenie powiatu gryfickiego od 19 lutego do 2 marca 1951 r. W okresie tym dokonała m.in. siedmiu rewizji w domach wspomnianych wyżej chłopów. Przeszukania ciągnęły się przez wiele godzin – od wczesnego popołudnia nieraz aż do nocy. Dochodziło wówczas do demolowania gospodarstw, zastraszania, poniżania i bicia chłopów, jak również do licznych kradzieży przedmiotów codziennego użytku.

Przemysław Benken, Wypadki gryfickie 1951 r., Szczecin2014,
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Czupryna01Offline
Temat postu:   PostWysłany: 29-01-2022 - 02:51
Sympatyk


Dołączył: 03-07-2019
Posty: 109

Status: Offline
Czyli władczy i upokarzający stosunek władzy do chłopów przenosił się z pokolenia na pokolenie i z systemu na system. Chyba jednak jesteśmy świadkami jego końca. Kto tym razem zasłużył na pomnik w Częstochowie?
Pozdrowienia, Romuald
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
StanisławtojaOffline
Temat postu:   PostWysłany: 29-01-2022 - 03:10


Dołączył: 28-01-2022
Posty: 2

Status: Offline
Chłopi ? Coś takiego nie istnieje od dawna. Rolnicy.
Szacunek.
Pozdrawiam.
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
henryk22Offline
Temat postu:   PostWysłany: 29-01-2022 - 09:40
Sympatyk


Dołączył: 17-11-2017
Posty: 182

Status: Offline
Stanisławtoja napisał:
Chłopi ? Coś takiego nie istnieje od dawna. Rolnicy.
Szacunek.
Pozdrawiam.


To nie to samo. Szlachta też zajmowała się rolnictwem. Dawniej w oficjalnych dokumentach słowa "chłop" nie używano, bo było to słowo obraźliwe. Używano: kmieć, pracowity (łac. laboriosus), potem upowszechniło się: włościanin. Jednak poźniej (chyba już pod koniec XIX) stronnictwa ludowe przyjęły określenie "chłop". Tak więc to sami chłopi zaczęli nazywać się chłopami i słowo to przestało być obraźliwe.

Henryk
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:     
Skocz do:  
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Zobacz poprzedni temat Wersja gotowa do druku Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zobacz następny temat
Powered by PNphpBB2 © 2003-2006 The PNphpBB Group
Credits
donate.jpg
Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego zawiera forum genealogiczne i bazy danych przydatne dla genealogów © 2006-2022 Polskie Towarzystwo Genealogiczne
kontakt:
Strona wygenerowana w czasie 0.343712 sekund(y)