Genealodzy.PL Podziel się na Facebooku

Genealodzy.PL

Użytkownik: Rejestracja
Hasło: Pamiętaj

Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego

flag-pol flag-eng home login logout Forum Fotoalbum Geneszukacz Parafie Geneteka Metryki Deklaracja Legiony Straty 17:33 środa, 17 lipca 2019

longpixel


Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Zobacz poprzedni temat Wersja gotowa do druku Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zobacz następny temat
Autor Wiadomość
marcin_kowalOffline
Temat postu: Leśniowscy - Bielsko Biała - Kraków - Łódź  PostWysłany: 18-06-2019 - 08:42
Członek PTG


Dołączył: 04-11-2017
Posty: 420
Skąd: Tarnobrzeg
Status: Offline
Witajcie,
podczas mojej wizyty w Kijowie miałem przyjemność uczestniczyć w spotkaniu genealogów amatorów działających przy Muzeum Genealogii i Rodziny w Kijowie.
Po spotkaniu zwróciła się do mnie z prośbą o pomoc, w imieniu swoim i męża Pani Irena Gołybardowa. O ile Pani Irena poszukuje krewnych w Warszawie z czym sobie poradzę, to już sprawa przodków i ewentualnych żyjących krewnych jej męża Pana Eugeniusza Gołybarda jest dla mnie trudniejsza.

Pozwolę sobie umieścić tutaj informacje, opowiadanie i skany jakimi dysponuję w celu odnalezienia żyjących krewnych w Polsce.

K O R Z E N I E

Dziadek Stefan Gołybard (ojciec mego ojca), którego nigdy nie widziałem (o którym opowiedziała mi mama, a szczególnie moja ciocia Klaudia – siostra mego ojca), przyszedł na Gomelszczyznę na początku XX stulecia. Wybudował solidną drewnianą chatę w miasteczku Reczyca nad Dnieprem i założył wielką rodzinę (dwa syny i cztery córki).
O Kraju bał się nawet wspominać, zwłaszcza że był prześladowany za czasów sowieckich (babcia Paraskiewa – jego żona – w sposób jej znany wykupiła go z aresztu w NKWD; wówczas miało nazwę GPU).
Żadnych świadectw o jego powiązaniach rodzinnych w Polsce nie zachowało się. Lecz wiadomo, że przy każdej możliwości udawał się na Sianozawod (osiedle na okolicy Reczycy) do Polaków tam mieszkających, co jego żonie Paraskiewie nie bardzo się podobało, zwłaszcza że była prawosławna.

* * *
Moja babcia Olga Leśniowska (tak zapamiętałem na słuch z dzieciństwa), którą bardzo dobrze pamiętam, czasem coś replikowała, ale fundamentalnych rozmów na temat krewnych w Polsce – w każdym bądż razie ze mną – nie prowadziła. Natomiast wiele dowiedziałem się o losach Babci później, w tym na podstawie dokumentów.
Urodziła się w roku 1882, swoje dziecinstwo i lata panieńskie na przełomie XIX–XX stuleci spędziła w Białej. Zachowało się zdjęcie panny Oli, na odwrotnej stronie jakiego czytamy: “Franciszek Kryjak. Zakład artystyczno-fotograficzny w Krakowie, ul. Dominikańska, 3”. Teraz tam już nie ma tego zakładu.
Ojciec panny Oli, pan Aleksander Leśniowski był zatrudniony jako dyspozytor (menadżer) w firmie, która się zajmowała renowacją, remontami i konserwacją teatrów, hoteli, zabytków historycznych. Odpowiadał również za układanie kontraktów na wykonanie prac na terenie Ukrainy. Dlatego często udawał się do Kijowa, gdzie firma zawsze miała klientów.
Matka panny Oli – pani Augusta (ze słów mojej mamy) – pochodziła z Graca (Austria), gdzie miała krewnych i dokąd jednego razu cała rodzina Leśniowskich udała się na wesele. Z tego wydarzenia mała Ola zapamiętała szpaków, które podobno miały podcięte języczki i powtarzali słowa w języku niemieckim oraz wielki kaktus, który raptem pękł pośrodku wesela i okazał światu wielki piękny kwiat. O tym Babcia opowiedziała mnie osobiście.
Jak opowiadała moja matka, jej babcia, a moja prababcia – pani Augusta – miała charakter twardy i starała się wychować dzieci (zwłaszcza córki) na wzór niemiecki, z pogardą dla wszystkiego co jest polskie. Wobec tego ustawicznie trzymała się jednego tematu: ŤZa mego życia nikt z was nie wyjdzie za mąż za Polaka!ť Pewny czas Ola podobno wychowywała się w klasztorze.
W rodzinie Leśniowskich było pięcioro dzieci: Nelli, Maksymilian (Maks), Stefania, Leopold (Lolo), Olga. Do Maksa (najstarszego) mała Ola zawsze miała największe zaufanie i potem, już w latach panieńskich, kilka razy była u niego w gościnie (gdzie – nie wiadomo).
Maksymilian potem pracował w Łodzi, niby jako kierownik administracyjny browaru, o czym miała również świadczyć pocztowa widokówka z lat 1930-tych, co dziwnym trafem dotarła do Kijowa. Była przechowywana jak szczególnie wartościowa pamiątka, dopóki nie stała się niebezpiecznym dowodem istnienia krewnych za granicą. Na widokówce – zdjęcie wielkiego gmachu browaru z trzema wysokimi kominami.
Kto wie, czy nie istnieje jeszcze teraz, wśród starych pergaminów z historii tego browaru, jakieś świadectwo, które uściśliłoby interesujące fakty z życia rodziny Leśniowskich oraz odpowiednich osób?
W roku 1906, ojciec Oli, na prośbę swego przyjaciela (imię się nie zachowało), który mieszkał wtedy w Kijowie przy ul. Funduklejowskiej (teraz – Bogdana Chmielnickego), akurat prostopadle ul. Pirogowa, załatwił miejsce pracy dla swojej córki.
Panna Ola pracowała w tej rodzinie jako guwernantka Ťby dzieci nie zapomniały języka ojczystegoť. Zwłaszcza, że oprócz rodzinnego polskiego panna doskonale mówiła po niemiecku i nieźle po francusku.
Na początku 1910 roku panna Ola zawarła ślub z Wasylem Gorianyjm, otrzymała nazwisko Goriana i tego samego roku urodziła moją matkę Eugenię, a za parę lat – syna Mikołaja.
Mąż pani Oli – Wasyl Gorianyj – na początku nie bardzo się sprzeciwiał z powodu katolickich upodobań i przyzwyczajeń żony, która między innymi była członkiem Rady parafialnej kościoła p. w. św. Mikołaja w Kijowie. Rodzina wtedy mieszkała niedaleko kościoła (przy ul. Protasow Jar) i pani Ola bardzo przyjaźniła się z duszpasterzami. Dzisiaj to nasza z żoną Irenką parafia, gdzie jestem lektorem.
Moja mama nieraz opowiadała mi, jakie wielkie wrażenie sprawił na nią piękny obrzęd konfirmacji dziewcząt, co odbywał się w kościele św. Mikołaja.
Ale pewnego dnia 1926 roku raptem zabrano do więzienia kapłanów. Wtedy pan Wasyl, który zawsze normalnie przebywał pod obcasem żony (o czym ze szczególną satysfakcją nie ustawała przypominać moja matka przy byle okazji), zrobił w domu straszną awanturę, postawił sprawę bardzo ostro i kategorycznie zabronił nie tylko uczęszczać do kościoła, a nawet mówić na ten temat.
Zresztą i tak sytuacja stała oczywistą: aresztowano niektórych członków Rady parafialnej, a wkrótce świątynia została kompletnie splądrowana przez Sowietów. Zniszczono organy i cały majątek parafii…
Potem kościół był wykorzystywany kolejno jako archiwum, magazyn, spichlerz, a po II Wojnie światowej – jako stacja radiowa KGB, szczególnie dla głuszenia różnych Ťwrogich głosów z zagranicyť…
Córka jednej z sióstr babci Oli, a mianowicie córka Stefanii, podobno była małżonką Ambasadora Polski w Triest nad Adriatykiem. Pod czas II Wojny światowej jej mąż był (informacja ustna) rozstrzelany przez gestapo, a jego żonie udało się powrócic do Polski, do swojej matki – Stefanii.
Wówczas, pod czas okupacji niemieckiej, Olga Goriana (Leśniowska) skorzystała się z doskonałego władania jęz. niemeckim oraz z faktu, że jej matka Augusta pochodziła z rodziny austriackiej, załatwiła odpowiednie papiery i prawie na siłę wymusiła na mężu Wasylu wyjazd z Kijowa do Polski.
Pewny czas mieszkali u Stefanii i razem z nią zwiedzali grób ich matki Augusty (podobno w Łodzi).
Po wstąpieniu wojsk sowieckich do Polski, a zwłaszcza pod koniec roku 1946, komendatury wojskowe zaczęły szukać i zabierać wszystkich, kto pochodził z terenów ZSRR i wywozili ich na Wschód.
Serce Oli rwało się między Krajem ukochanym, w którym była między swemy, a zostawionymi w ZSRR dziećmi, którzy zresztą od dawna mieli swoje rodziny i byli wówczas, jak na tamte czasy, całkiem nie najgorzej usytuowane.
W końcu zwyciężyła opinia męża Wasyla, który uważał, że w końcu wszechwiedzące NKWD kiedyś dotrze do nich i wtedy zagłada czeka na całą rodzinę, więc muszą powracać do Kijowa.
Otóż Olga i Wasyl upozorowali powracajacych się z obozów ze strefy amerykańskiej i trafili do tymczasowego selekcyjnego obozu sowieckiego w Motowiłówce pod Kijowem, skąd moja matka wykupiła rodziców u sierżanta łagru za litr bimru, puszkę konserw i dwie buchenki chleba.
Olga Leśniowska do końca swego życia (zmarła w 1957 roku w Kijowie) wyraźnie tęskniła za Krajem i praktycznie tak i nie przyzwyczaiła się do warunków życia sowieckiego na Ukrainie, gdzie nie miała żadnego człowieka, któremu mogłaby zaufać całkowicie i nie bać się.
Nawet ze strony własnej rodziny nie mogła liczyć na zrozumienie. Rzadko używała polskich słów, ale kiedy była zdenerwowana, zaczynała mówić bardzo szybko i wtedy jej język rosyjski stawał bardziej podobnym do polskiego. Wtedy było mi smiesznie, a teraz – wstyd.
Pierwsze lekcje języka polskiego otrzymałem właśnie od Babci: alfabetu nauczała mnie według napisów na wielkiej puszce od konserw, w której trzymała swoje nitki, wełnę i narzędzia dla robótki…
Słowo Biała wymawiała bardzo rzadko, z jakimś szczególnym przejęciem i jakby w zamyśleniu. W takich chwilach widzieliśmy, ze Babcia przebywa gdzieś daleko, w sobie znanym świecie.
Nareszcie w lipcu 2017 roku trafiliśmy z żona Irenką do Bielsko-Białej, do miejscowych dokumentów archiwalnych, w tym i do Kancelarii parafialnej kościoła p. w. Opatrzności Bożej, skąd zostaliśmy skierowani do Kurii Archidiecezjalnej w Krakowie.
Właśnie tam, w Księgach metrycznych z drugiej połowy XIX stulecia, zawartych w teczce „Bielsko-Biała”, znaleźliśmy wpisy o urodzeniach i Сhrztu Olgi i Maksymiliana Leśniowskich w obecności ich ojca Aleksandra Leśniowskiego.
Duchowo mam pewność w tym że w Kraju są moi krewni w następnych pokoleniech z rodziny mojej Babci. Niestety, jak dotąd, nie potrafiłem ich znaleźć.

Eugeniusz Gołybard



Metryki którymi dysponuję to AU z Bielska Białej - Olgi i Maksymiliana Leśniowskich.
Z metryk tych odczytujemy że Augusta była Justyną.
https://drive.google.com/file/d/1GdIV2o ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/1WeFjMY ... sp=sharing

Jest także fotografia Olgi Leśniowskiej, wykonana w atelier w Krakowie.
https://drive.google.com/file/d/1bZSvN_ ... sp=sharing


Za wskazówki, pomoc serdecznie dziękuję.

_________________
Marcin
______
Nazwiska : Serbinowski, Strupczewski, Witosławski, Gromadczenko, Stręciwilk, Janowski, Stępień, Kostecki, Jasiński, Rajkowski
Teren: Podole, Wołyń, Stalowa Wola, Tarnobrzeg, Grębów
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:     
Skocz do:  
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Zobacz poprzedni temat Wersja gotowa do druku Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zobacz następny temat
Powered by PNphpBB2 © 2003-2006 The PNphpBB Group
Credits
donate.jpg
Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego zawiera forum genealogiczne i bazy danych przydatne dla genealogów © 2006-2019 Polskie Towarzystwo Genealogiczne
kontakt:
Strona wygenerowana w czasie 0.069939 sekund(y)