Genealodzy.PL Podziel się na Facebooku

Genealodzy.PL

Użytkownik: Rejestracja
Hasło: Pamiętaj

Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego

flag-pol flag-eng home login logout Forum Fotoalbum Geneszukacz Parafie Geneteka Metryki Deklaracja Legiony Straty 18:06 czwartek, 18 kwietnia 2019

longpixel


Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Zobacz poprzedni temat Wersja gotowa do druku Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zobacz następny temat
Autor Wiadomość
jamiolkowski_jerzyOffline
Temat postu: Wydobyty z niebytu  PostWysłany: 25-03-2019 - 10:04
Zasłużony
Sympatyk


Dołączył: 28-04-2010
Posty: 1736

Status: Offline
Kilka miesięcy temu w wątku https://genealodzy.pl/index.php?name=PN ... c&p=458709
szukałem informacji o Kazimierzu Andruku bratanku mojego pradziada Piotra. Poszukiwania te przyniosły znakomity efekt. Poza rodzinnym zawiera szereg ciekawych informacji stąd uznałem, ze warto nimi się podzielić.
Przez długi czas nie byłem pewien czy Kazimierz istniał naprawdę, nie mogłem go potwierdzić –poza urodzinami w 1862 roku-w księgach metrykalnych. Istniał raczej w rodzinnej legendzie.. Według niej Kazimierz był profesorem gimnazjum (na pewno nie białostockiego, bo to sprawdziłem w dokumentach, a najpewniej żadnego tylko jakiejś szkoły elementarnej). Uczestniczył rzekomo w tajnym nauczaniu, w wyniku czego musiał uciekać przed carskimi represjami (istniejąca rodzinna wersja głosiła, że groziło mu zesłanie na Sybir) do Francji, gdzie słuch o nim zaginął.
Powyższa wersja obowiązywała do 2018 roku. Dzięki umieszczeniu w internecie inwentarzy Archiwów a przede wszystkim pomocy Pań: Grażyny, Krystyny i Ireny oraz Michała dotarłem do mnóstwa dokumentów o Kazimierzu przechowywanych w Archiwach w Łodzi i Lublinie. Z mitycznego stał się jednym z najlepiej udokumentowanych
Kazimierz był rzeczywiście nauczycielem . Uczył się daleko od Wólki, w seminarium nauczycielskim w Wejwerach, koło Kowna , Tam w 1866 założono to seminarium. Przygotowanie do zawodu trwało trzy lata. Przyjmowano tam głównie młodzież chłopską litewskiego pochodzenia, ale kształcono również młodzież polską. Jednym ze sposobów zdobycia wykształcenia i otrzymania uprawnień do pracy w jednoklasowej szkole było tzw. „kształcenie domowe” uzupełniane na zjazdach w Wejwerach. I prawdopodobnie tak było w przypadku Kazimierza. Naukę rozpoczął w 1879 roku. Uczył się dzięki rządowemu stypendium .Świadectwo ukończenia uzyskał 15 czerwca 1883 roku. Na świadectwie z większości przedmiotów figuruje ocena zadowalająca. 6 października złożył przysięgę na wierna służbę imperatorowi Aleksandrowi III
Został skierowany do pracy daleko od Wólki. Do Niegowonic ,wtedy w gminie Rokitno Szlacheckie, w powiecie Będzin, w pobliże ówczesnej granicy rosyjsko pruskiej . Pracę rozpoczął 15 października z wynagrodzeniem 190 rubli rocznie. Zamieszkał w budynku szkolnym.
Skierowanie do szkoły tak daleko (z Cesarstwa Rosyjskiego do formalnie odrębnego Królestwa Polskiego) zdaje się wynikało z tego że w Królestwie brakowało nauczycieli znających język rosyjski - a ten był językiem wykładowym we ówczesnych szkołach- ale jednocześnie znających język polski, niezbędny do komunikowania się z uczniami Polakami.
Nie do końca jasne ale albo już w 1889 roku albo raczej w 1892 roku jego zobowiązania z tytułu otrzymywanej pomocy stypendialnej w seminarium nauczycielskim w Wejwerach wygasły. Uzyskał prawo wyboru szkoły jako miejsca pracy. Niestety brakuje informacji gdzie pracował w latach późniejszych. Ta wiedza pojawia się w teczce osobowej z AP w Lublinie. Znajdujemy tam informacje że w 1906 roku jest nauczycielem jednoklasowej szkoły w Woli Skomorowskiej (koło Lubartowa) . Wiadomo, ze rocznie zarabiał tam 300 rubli. W 1907 obejmuje obowiązki nauczyciela w pobliskiej Luszawie, a później (w 1909)w szkole w Tarkowicy (tez w powiecie lubartowskim)
Większość dokumentów to korespondencja w władzami szkolnymi, dotycząca służby nauczycielskiej, wynagrodzenia, relacji z wójtami . Z pozyskanych dokumentów nie ma żadnej przesłanki pozwalającej sądzić aby założył rodzinę . Natomiast wiadomo z nich że podpada na zdrowiu, traci powoli wzrok. Potwierdza to okulista z Kijowa , profesor Belajew, który zakazał mu czytania i pisania W latach 1915 i 1916 nie jest już czynnym nauczycielem, Nie wiadomo z jakich powodów (na bieżenstwo jeszcze za wcześnie, zaczęło się w lipcu) w lutym 1915 roku trafia do Moskwy. Jest nawet jego adres do korespondencji Piatnickaja ulica, Czernigowskij zaułek, dom 4d , mieszkanie 18.
W swoim piśmie prosi o wypłacenie wynagrodzenia za lata 1915 i 1916,którego nie otrzymał. Utrzymuje się jedynie z pożyczek w kasie Biura Centralnego (prawdopodobnie chodzi tu o instytucje pomocy beżeńcom i poszkodowanym w wojnie . Ale jednocześnie Kazimierz pisze, że żadnych pieniędzy ewakuacyjnych nie otrzymał . Z dopisków na podaniu wynika, że podjęto decyzję aby wynagrodzenie za 1916 rok wydać po przedstawieniu zaświadczenia lekarskiego. Natomiast jeśli chodzi o rok1915 jest adnotacja, że wynagrodzenia za ten czas wypłacić nie mogą.
Jakie były dalsze losy Kazimierza nie wiadomo. Do Polski nie wrócił , najpewniej w Moskwie zmarł. Nadchodził czas rewolucji, który nie dawał dużych szans przetrwania samotnemu kalece.
Genealogicznie bardzo interesujące jest to że w korespondencji do niego w końcowych latach używane jest nazwisko Andruk Mogilewski. Ten problem „prawdziwości” nazwiska pojawiał się w tamtych latach także wśród innych członków rodziny. Zaskakujące jest jednak to że w przypadku Kazimierza człon Mogilewski pojawił się w urzędowej korespondencji.
I kończąc - przypadek opisywanego tu Kazimierza stanowi przykład , że genealogia to nie tylko metryki.
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Virg@Offline
Temat postu: Wydobyty z niebytu  PostWysłany: 25-03-2019 - 12:23
Sympatyk


Dołączył: 19-03-2009
Posty: 518

Status: Offline
Jerzy,

z wielką przyjemnością przeczytałam, że Twoje poszukiwania, zainspirowane rodzinną legendą, przyniosły tak pozytywny efekt.

Osobiście poświęciłam już wiele czasu i trudu w poszukiwania... aby, niestety, pożegnać się z niejedną piękną i miłą sercu rodzinną legendą.

Łączę pozdrowienia –
Lidia
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
azzazulaOffline
Temat postu: Wydobyty z niebytu  PostWysłany: 25-03-2019 - 14:15
Sympatyk


Dołączył: 29-01-2019
Posty: 11

Status: Offline
Panie Jerzy,

Bardzo przyjemny dla oka tekst.

Mysle,ze w kazdej rodzinie bywaja legendy przekazywane ustnie,a po ich zweryfikowaniu okazuje sie,ze prawda jest zupelnie inna,a bywa,ze bardzo bolesna.Sama od lat obracam sie wokol takiej rodzinnej legendy i bezskutecznie probuje ustalic prawde.Gratuluje rozwiazania zagadki istnienia Kazimierza.

pozdrawiam

Agnieszka
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Bea
Temat postu:   PostWysłany: 25-03-2019 - 15:15
Sympatyk


Dołączył: 01-06-2009
Posty: 1203
Skąd: Mazowsze (Ziemia Zawkrzańska)
Coś w tym jest, że osobie o której najmniej wiemy poświęcamy najwięcej czasu. Gratuluję wyników, naprawdę imponujące. Pewnie kosztowało to wiele godzin w archiwum. Odkąd metrykalne są on-line, ciekawsze zrobiły się wszystkie inne. Te.... nad którymi trzeba posiedzieć. Wink
Ja mam jeszcze dwóch do odkrycia, jeden ponoć żołnierz, może z wojny 20tego roku. A drugi to mój osobisty pradziadek, z którym nie wiadomo co się stało. Dałeś mi tym wpisem nadzieję, że i mnie się uda.

_________________
Beata

parafie warszawskie w latach 1826-1939: link
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Janiszewska_JankaOffline
Temat postu:   PostWysłany: 25-03-2019 - 17:23
Zasłużony
Sympatyk


Dołączył: 28-07-2018
Posty: 144

Status: Offline
Pamiętam Panie Jerzy prośby o pomoc w łódzkim archiwum jakie były zamieszczone na tym forum i bardzo się cieszę, że dały tak znakomity efekt pozyskania ważnych dowodów istnienia Kazimierza Andruka.
Nie ma nic wspanialszego niż możliwość prześledzenia drogi życia poszukiwanego przez nas krewnego, a do tego nie wystarczą same metryki ( są jednak ważne ze względu na fakty chronologiczne).
Ja miałam podobną sytuację z poszukiwaniem śladów życia mojego własnego Ojca, bo urodziłam się dopiero gdy miał już 53 lata i przeżył dwie wojny. Niby go znałam, bardzo bardzo kochałam, ale prawie nic nie wiedziałam o jego życiu przed moim narodzeniem.
Z książki o Bratoszewicach koło Łodzi, którą kupiłam kilka lat temu dowiedziałam się, że był żołnierzem AK, który pod przysięgą "robił" dokumenty dla czynnych żołnierzy i uciekinierów z getta w Łodzi jako sekretarz gminy i urzędnik stanu cywilnego.Oczywiście w obawie o nasze bezpieczeństwo (był jedynym żywicielem rodziny) nigdy nie wspomniał o tym mojej Matce i mnie więc książka i zawarte tam dokumenty stały się podstawą mojej wiedzy i własnym Ojcu.
Poprosiłam także o dokumenty z ZUS bo wiedziałam, że jako urodzony w 1892 roku zaczął pracę wcześnie po gimnazjum jako pomocnik pisarza gminnego i taką teczkę otrzymałam do wglądu. Odbyło się to bardzo uroczyście i z pełnymi względami, udostępniono mi cały pokój w ZUS i grubą teczkę z aktami mego Ojca bo pracował niemal do śmierci czyli ok 60 lat. Tam znalazłam odpisy jego świadectw pracy i całą dokumentację jego walki o godną emeryturę od 1968 roku. Nie chcieli mu nawet wydać rodzinnej legitymacji ubezpieczeniowej mimo, że był bardzo schorowany i moja Matka także. Walczył z nimi korespondencyjnie ponad rok i zmarł w 1969 roku krótko po uzyskaniu prawidłowego wyliczenia emerytury ( oczywiście tylko za pracę w PRL) oraz tej nieszczęsnej legitymacji do ubezpieczenia zdrowotnego.
Gdy przeczytałam wszystko z tej grubej teczki w ZUS zobaczyłam jaki koszmar przeżywał, jak bardzo czuł się upokorzony i zrozumiałam dlaczego zostałam potraktowana z tak wyszukaną uprzejmością w ZUS.
Teraz doskonale rozumiem jego cierpienie, zdenerwowanie i koszmar ostatnich lat życia więc przykro mi, że wówczas tego nie wiedziałam i nie rozumiałam.

Warto być dociekliwym i szukać śladów życia naszych bliskich.

Pozdrawiam serdecznie
Janka Janiszewska
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Krystyna.wawOffline
Temat postu:   PostWysłany: 25-03-2019 - 17:46
Sympatyk


Dołączył: 28-04-2016
Posty: 1765

Status: Offline
Dziękuję Jerzy.
Z przyjemnością przeczytałam. Potwierdzam, że metryki UMZ rozbudzają moją ciekawość.
Świadectwa szkolne, dokumenty z pracy, korespondencja, listy pasażerów (emigracja) - przybliżają przodków, uruchamiają wyobraźnię, przyspieszają bicie serca.

_________________
Krystyna
*** Szarlip, Zakępscy, Broczkowscy - tych nazwisk szukam.
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:     
Skocz do:  
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Zobacz poprzedni temat Wersja gotowa do druku Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zobacz następny temat
Powered by PNphpBB2 © 2003-2006 The PNphpBB Group
Credits
donate.jpg
Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego zawiera forum genealogiczne i bazy danych przydatne dla genealogów © 2006-2019 Polskie Towarzystwo Genealogiczne
kontakt:
Strona wygenerowana w czasie 0.069189 sekund(y)