Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego

flag-pol flag-eng home login logout Forum Fotoalbum Geneszukacz Parafie Geneteka Metryki Deklaracja Legiony Straty
środa, 26 lutego 2020

longpixel


Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Zobacz poprzedni temat Wersja gotowa do druku Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zobacz następny temat
Autor Wiadomość
romans87Offline
Temat postu: Genealogia przed erą internetu  PostWysłany: 10-01-2020 - 03:00
Sympatyk


Dołączył: 04-04-2019
Posty: 72

Status: Offline
Naszła mnie dzisiaj taka refleksja. Otóż, genealogią zajmuje się od roku. Nie miałem możliwości usłyszeć opowieści dziadków i babć. Rodzice moi nie żyją i mam trochę do siebie żal, że tak mało interesowałem się ich młodością, życiem i losami przodków. Zostawili po sobie trochę dokumentów, imiona i nazwiska moich pradziadków oraz nazwy miejscowości. Za pomocą rodzeństwa udało mi się posklejać opowieści rodziców i szukać więcej w ... internecie.

Nie wyobrażam sobie jak mogło wyglądać poszukiwanie przodków bez internetu. Fora dyskusyjne, strony z poradami, serwisy pokroju myheritage, ancestry, które dopasowują drzewa genealogiczne, strony z indeksami z różnych parafii, zdjęcia metryk, firmy oraz osoby, które zajmują się odpłatnymi poszukiwaniami, skany Mormonów etc. Od pradziadków doszedłem do dziadków pradziadków, a w niektórych liniach nawet do 2x pradziadków. Potrzebny dokument z USC - epuap, przelew elektroniczny i przesyłają na skrzynkę email. Wizyta w Archiwum Państwowym - dzięki szukajwarchiwum króciutka.

Być może gros informacji, porad odnalazłbym na spotkaniach lokalnego towarzystwa genealogicznego, ale chciałbym zadać pytanie jak radziliście sobie przed erą internetu? Czy trzeba było być bardziej wytrwałym? Mobilnym? Czy wydaje się Wam, że dzięki cyfryzacji więcej osób zainteresowało się genealogią? Jest łatwiej i przyjemniej i można więcej osiągnąć niż kiedyś?

_________________
Pozdrawiam
Roman
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
zmadOffline
Temat postu: Genealogia przed erą internetu  PostWysłany: 10-01-2020 - 05:10
Sympatyk


Dołączył: 05-01-2009
Posty: 440
Skąd: Melbourne. Au
Status: Offline
Jeszcze 100, 150 lat temu, ludzie nie migrowali. Od wiekow mieszkali niekiedy w tej samej chalupie Smile i w tej samej paraffii. Daleko nie musieli szukac Smile

Zbyszek Maderski
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Markowski_MaciejOffline
Temat postu: Re: Genealogia przed erą internetu  PostWysłany: 10-01-2020 - 07:25
Zasłużony
Członek PTG


Dołączył: 09-05-2010
Posty: 775
Skąd: Warszawa
Status: Offline
zmad napisał:
Jeszcze 100, 150 lat temu, ludzie nie migrowali. Od wiekow mieszkali niekiedy w tej samej chalupie Smile i w tej samej paraffii. Daleko nie musieli szukac Smile
Zbyszek Maderski

W miarę stabilne miejsca zamieszkania miały bogate rodziny ziemiańskie i bogatych chłopów oraz tych najbiedniejszych. Reszta, była znacznie bardziej mobilna niż teraz. Np. owczarze, młynarze, ekonomi, dzierżawcy potrafili się przemieścić dziesiątki kilometrów w ciągu swojego życia - umrzeć 100 kilometrów od miejsca swojego zamieszkania to żaden rekord. Rejestracja każdego urodzenia dziecka w innej parafii, to nic niezwykłego. Podobnie ze ślubem. Dlatego tak pomocna jest geneteka.

A jak wcześniej bywało? Siedziało się w archiwum i szukało. Księga po księdze.
Ale na szczęście ja tego prawie nie zaznałem.

_________________
Pozdrawiam
Maciej

http://KimOnibyli.pl
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Sroczyński_WłodzimierzOffline
Temat postu: Re: Genealogia przed erą internetu  PostWysłany: 10-01-2020 - 08:07
Zasłużony
Członek PTG


Dołączył: 09-10-2008
Posty: 19735
Skąd: Warszawa
Status: Offline
Na pewno dzięki cyfryzacji więcej osób zainteresowało się wieloma aktywnościami. Wydaje się, że rodzaj zainteresowania, typ aktywności, proporcje grup tylko pobierających informacje do tworzących konkretny zasób radykalnie się zmieniły. Nawet w pytaniach, sformułowanych problemach to widać.
Nie "jak przed tanim, prostym dostępem publikowaliście, "wystawialiście" informacje , w dobie reglamentacji możliwości "głoszenia" czy nawet tworzenia
a "jak bez MH, Ancestry się czegoś dowiedzieć"
tego drugiego nie rozumiem:)
W dobie web2.0 zdziwiło mnie, że nie ma zdjęć ksiąg, indeksy to pięciocyfrowa liczba, publikacje na palcach jednej ręki..tzn że tak mało osób daje, że tak wielu z uznanych uważa możliwość społecznego stworzenia baz, publikacji źródeł za mrzonkę, bzdurę, pisanie bajek

to zaleta życia na przełomie epok:) odczuwanie potrzeb "sprzed" i radość z możliwości ich realizacji po zmianach:)

_________________
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
http://genealodzy.pl/index.php?module=M ... 3odzimierz
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
jamiolkowski_jerzyOffline
Temat postu: Re: Genealogia przed erą internetu  PostWysłany: 10-01-2020 - 08:47
Zasłużony
Sympatyk


Dołączył: 28-04-2010
Posty: 2085

Status: Offline
Ano wtedy z grubsza było tak. Jestem akurat jednym z tych którzy swoja przygodę z genealogia rozpoczynali przed internetem. To co jest podstawową różnicą –w tedy dominowała genealogia wertykalna czyli szukanie własnych przodków posuwając się w głąb czasu, budowania wywodu rodziny, a nie - jak dzięki współczesnej technice - coraz bardziej popularnej genealogii horyzontalnej (będącej rodzajem genealogicznej książki telefonicznej) dalekich krewnych , powinowatych czy wręcz znajomych. ..Początki takiej genealogii wertykalnej były klasyczne i takie powinny być nadal - rozmowy ze starymi ludźmi z rodziny. Przepraszam ale mnie zdumiewa kiedy na forach internetowych widzę pytania o dziadków. Ja dzięki swoim ciotkom miałem wiedze o 2x pradziadkach czyli bez internetu byłem w początkach XIX wieku. To w przypadku linii po kądzieli. Po mieczu było trudniej , bo w wyniku rodzinnych zatargów moje kontakty były zdecydowanie gorsze. Ale pozycje startową miałem wystarczającą..
To była podstawowa mapa drogowa. Oczywiście trzeba ja było wypełnić dokumentami. A te sa w archiwach, głównie jak w moim przypadku parafialnych. Najeździłem się po kilku parafiach (nie mam samochodu), czasem wiele kilometrów przewędrowałem piechotą, poznawałem przyjaznych i mało przyjaznych proboszczów, rozmawiałem z ludźmi a przede wszystkim uczyłem się klimatów - swoich -w końcu – rodzinnych stron, innych od miejskich wyobrażeń. . Bez tego sama genealogia sprowadzona do kolekcjonowania metryk jest czymś pustym i nie do końca zrozumiałym. Równie często bywałem oczywiście w archiwach państwowych i diecezjalnych. Kiedy porównuję tamte czasy sprzed lat kiedy przed starym diecezjalnym archiwum już przed 9- tą ( gromadził się tłumek czekajacych bo ilośc miejsc była ograniczona do mniej więcej 15.i czasami obecnymi kiedy okazjonalnie tam wpadam aby komuś cos znaleźć i bywa że w wielkim nowoczesnym wnętrzu bywam sam (podobne wrażenie towarzyszy mi przy wizytach w archiwum państwowym ) to widzę jaka przepaść dzieli te czasy, Czy dla genealogii na lepsze? nie wiem
Ale od refleksji czas wrócić do opisu starych czasów. Po metrykaliach w moim przypadku przyszedł czas na księgi sadowe a tych moich podlaskich w internecie i tak nie ma . Po prawdzie w internecie nie ma także większości ksiąg metrykalnych parafii moich przodków. Mimo to udało mi się z dotrzeć z wywodem po mieczu do XV wieku a po kądzieli tylko do XVII Ale to drugie uważam to za większy sukces bo to genealogia chłopska zdecydowania trudniejsza niż szlachecka.
W trakcie tych wieloletnich kwerend archiwalnych wyrobiłem sobie umiejętność szukania źródeł, miałem szczęście poznać znakomitych , kompetentnych historyków i równie kompetentnych genealogów. Zaryzykuje hipotezą że gdybym zaczął swoja przygodę genealogiczna obecnie to po pierwsze nie byłoby bezcennych ciotek( poumierały) to znając swój charakter pewnie ugrzązłbym w internetowych przeszukiwaniach współczesnych czasów (pobocznych tematach ) i marnowaniu czasu na pogaduszki na facebooku. .Pewnie to przesada ale z facebooka nie korzystam.
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
turczynska_jagaOffline
Temat postu: Re: Genealogia przed erą internetu  PostWysłany: 10-01-2020 - 08:54
Sympatyk


Dołączył: 05-07-2010
Posty: 18

Status: Offline
Zapewniam, że było to bardzo kosztowne hobby jeśli się nie mieszkało w Warszawie i nie chadzało do AGAD, AAN, Biblioteki Narodowej. Jeśli rodzina wędrowała, to należało podążać za nią: AP Przemyśl, Sanok, Kraków, plebanie Podkarpacia, Ossolineum Wrocław etc. W pewnym momencie tańsze okazało się zlecenie poszukiwań archiwum, ale nie miało się gwarancji, że będą dokładne (po udostępnieniu źródeł w Internecie wiele uzupełniłam), a poza tym satysfakcja była zdecydowanie mniejsza. I "walka" z księdzem Borczem oczywiście.
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Sroczyński_WłodzimierzOffline
Temat postu: Re: Genealogia przed erą internetu  PostWysłany: 10-01-2020 - 09:12
Zasłużony
Członek PTG


Dołączył: 09-10-2008
Posty: 19735
Skąd: Warszawa
Status: Offline
No i... tylko część zmian jest spowodowana internetem i tych korzystnych i tych mniej pożądanych.
Internet nie wyeliminował możliwości spotkania poza siecią, zmienił wiele, ale można i należy łączyć oba style.
Choć faktycznie potrzeba szlifowania techniki formułowania zapytań, przygotowań się do kwerendy, wizyty nie jest tak mocna jak naście czy dziesiąt lat temu. Nie bije licznik w BBS czy na 0202122:) Nie zawiesza się na kwadranse po wprowadzeniu zapytania baza, kliknięcie w zły folder nie powoduje skutków jak wyczerpanie limitu jednostek czy mikrofilmówSmile Koszt "bezmyślności" mniejszy:)

PS ale miałem o współistnieniu różnych czynników a się w technikalia zagłębiłem. Wymiana transgraniczna, nawet korespondencyjna nie z uwagi na brak sieci - to było, moim zdaniem, marzenie ściętej głowy, a i ilość czasu możliwego na poświęcenie hobby bez praktycznego przełożenia na byt - też inna. Warto o tym pamiętać żaląc się na to, że "dziadek/babcia mało opowiadali"... w kolejkach stali nie zamawiali z dostawą, ogród, wędkarstwo, "złoterączki" z konieczności nie fiubździu, w sobotę do roboty, a emerytura (jeśli w ogóle) nie trwała długo i bardziej ze schorowaniem była związana.

_________________
Bez PW. Korespondencja poprzez maila:
http://genealodzy.pl/index.php?module=M ... 3odzimierz
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Albin_KożuchowskiOffline
Temat postu: Re: Genealogia przed erą internetu  PostWysłany: 10-01-2020 - 09:54
Zasłużony
Sympatyk


Dołączył: 13-11-2008
Posty: 464

Status: Offline
Wyjazdy do archiwów po kilkadziesiąt, kilkaset kilometrów, wertowanie ksiąg, przeglądanie mikrofilmów. Takich wyjazdów były dziesiątki. Przystosowanie się do zasad obowiązujących w archiwach /wypełnianie dokumentów, tłumaczenie po co to, do jakich celów, itp/, zakazy, nakazy, obserwacja. Najpierw lektura przed wyjazdem do archiwum, co to jest ta genealogia, z czym to się je. I w końcu wspomniane wertowanie ksiąg, różne charaktery pisma, różne języki /polski, łacina, rosyjski i niemiecki/, poznanie formułek. W AP i AA spotkałem m.in. już zaawansowanych w tym temacie poszukiwaczy jak p. Jerzy Jamiołkowski i Jerzy Hykiel, którzy wiele mi podpowiedzieli. Najwięcej było problemów z zapisami po łacinie, no i wspomniany charakter pisma po rosyjsku w "mojej" parafii, tzw. pismo sznurkowe, którego nawet P. Jerzy nie podejmował się odczytywać.
Najbardziej zapadł mi w pamięci moment, gdy odnalazłem metrykę chrztu pradziadka, w połowie nieczytelną w wyniku zawilgocenia księgi /dopiero później całą treść tej metryki mogłem odczytać w archiwum w Grodnie/, normalnie ręce mi się trzęsły z wrażenia. Radość była po powrocie do domu i bodziec do dalszych poszukiwań. To były przeżycia, a teraz klikam w wyszukiwarkę i mam te dane w internecie, żadnych odczuć. Obecnie nie ma tzw. żadnej więzi duchowej z przodkami siedząc przed ekranem komputera. A już poznanie terenów i odwiedzenie miejsca, skąd wywodzili się przodkowie, pobyt na cmentarzu, na którym byli pochowani, chociaż żadnego znaku tam po nich nie ma, to jest jakaś nić łącząca z poszukiwanymi osobami, czuje się sens tego, co się robi. Bo często padają pytania, nawet od najbliższych, a po co to ci, do czego potrzebne?
No, ale świat idzie z postępem i wszystko się zmienia. Nostalgia za minionymi czasami w nas pozostaje. Nasi następcy zupełnie inaczej już patrzą na te sprawy, internet to podstawa dla nich. Jak to się wszystko będzie dalej rozwijało, trudno przewidzieć.

_________________
Pozdrawiam AlbinKoz.
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Marynicz_Marcin
Temat postu: Re: Genealogia przed erą internetu  PostWysłany: 10-01-2020 - 10:14
Zasłużony
Sympatyk


Dołączył: 20-06-2009
Posty: 2210
Skąd: Międzyrzecz
W większości przypadków są plusy i minusy danej sytuacji. Postęp technologiczny zaczął wypierać pewne działania, stąd też w obecnej chwili możemy przeglądać miliony dokumentów bez wychodzenia z domu, ale gdzie jakieś większe emocje poszukiwań? Kiedy z niepewnością wchodzi się do kancelarii parafialnej, bo od decyzji proboszcza (czy innego księdza) zależą nasze poszukiwania... Kiedy dotyka się dokumenty, których dwa wieku wcześniej dotykał również nasz przodek, bo na tej karcie widnieje jego podpis? Na ile kompletne są poszukiwania, kiedy korzysta się tylko z zasobów internetowych? Istnieje przecież masa dokumentów, które najpewniej przez kilka następnych dekad nie zostaną zdigitalizowane.

Dla mnie mnie dokumenty w internecie to pewnego rodzaju uzupełnienie/ułatwienie, ale na pewno nie jedyne źródło. Jak niewiele bym wiedział o przodkach, gdybym ograniczył się do zasobów internetowych...

_________________
Pozdrawiam,
Marcin Marynicz

Zapraszam na mojego bloga genealogicznego :
http://przodkowieztamtychlat.blogspot.com/
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
BozennaOffline
Temat postu: Re: Genealogia przed erą internetu  PostWysłany: 10-01-2020 - 10:54
Sympatyk


Dołączył: 07-08-2006
Posty: 1920
Skąd: Francja
Status: Offline
Dzien dobry,
Jestem jednym z najstarszych gosci tego forum.
Z 2006-ego roku (daty otwarcia forum) pozostalo tutaj juz tylko kilka osob.
14 lat temu wszyscy sie znali, dzis juz nie.
Jak to bylo?
To byly fantastyczne wyprawy, z plecakiem, namiotem (zartuje) zeszytem, olowkiem i nadzieja, ze nas wpuszcza do plebanii. Archiwa panstwowe byly dostepne, ale bez mozliwosci fotografowania. Przepisywalismy metryki w zeszycie, albo na karteczkach. Archiwa koscielne (AD i AA) byly bardzo przyjazne. Dzis juz takie nie sa.
Poszukiwania byly trudne, mozolne, czasochlonne, kosztowne, a kazdy znaleziony akt przynosil olbrzymia satysfakcje.
Pamietam Roberta Budzynowskiego, ktory wlasnie rozbijal namiot przed kosciolem w Rdutowie, gdyz ksiadz odmowil dostepu do ksiag metrykalnych. Pamietam Janusza Mielcarka, ktory wyblagal dla mnie wymarzony akt slubu moich przodkow, w AD Wloclawek. Pamietam Staszka Pieniazka, ktory odpowiadal na kazdy apel "ratunku". Odeszli…..
Pamietam kiedy jechalam ponad 1000 km na poludnie Francji, zeby zrobic zdjecie miejsca , w ktorym byl przetrzymywany w czasie II Wojny dziadek jednego z kolegow.
Ciesze sie, ze teraz moge szukac przodkow siedzac w wygodnym fotelu przy komputerze, ale mam troche nostalgii tych pionierskich czasow.
Serdecznosci,
Bozenna
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Krystyna.wawOffline
Temat postu:   PostWysłany: 10-01-2020 - 19:02
Zasłużony
Sympatyk


Dołączył: 28-04-2016
Posty: 2152

Status: Offline
Panie Jerzy, Albinie, Bożenno - dziękuję za wasze wspomnienia.
I zapewniam, że przeżycie związane z odnalezieniem ważnej metryki jest ogromne - niezależnie od tego, czy ten dokument znalazłam w sieci, czy w archiwum.
Latem odtańczyłam dziki taniec pow-wow w USC w malutkim miasteczku na Lubelszczyźnie a niedawno oczy mi się zaszkliły z radości, gdy - dość niespodziewanie -znalazłam w genetece i lubgensie info o aktach, na które teraz czekam z wielką niecierpliwością.
Przy każdej takiej okazji myślę też z wdzięcznością o indeksatorach. Tak więc fajnych, dobrych uczuć i dziś, w dobie internetu, nie brakuje

_________________
Krystyna
*** Szarlip, Zakępscy, Broczkowscy - tych nazwisk szukam.
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Darek08Offline
Temat postu:   PostWysłany: 10-01-2020 - 22:04
Sympatyk


Dołączył: 17-05-2016
Posty: 59

Status: Offline
Mi jako przedstawicielowi młodszego pokolenia genealogów zupełnie nie tęskno do czasów, kiedy zdobycie jednej metryki zależało od woli jej posiadacza. Ogromnie cieszy mnie, że teraz prawie nikomu nie muszę tłumaczyć się po co mi ta księga / teczka, a pełna dowolność fotografowania skutkuje możliwością zebrania ogromnej bazy informacji do późniejszej analizy. W klimat dawnych czasów wolę wbić się przeglądając dawne dokumenty, niekoniecznie dotyczące mojej rodziny, ale też samych miejscowości, w których mieszkali. Wszelkie nachalne pytania, ograniczenia traktuję jako przeszkodę, a nie urok tego zajęcia.
Emocje z odbierania skanów mailowych mam identyczne jak przy osobistej wizycie. Osobisty kontakt z archiwaliami jest oczywiście bardzo cenny i każdy genealog powinien tego zaznać, ale po pewnym czasie nie jest to konieczne do osobistego przeżycia każdego odkrycia.
Dzisiejsze możliwości pozwalają na szybkie zbudowanie ogromnej uporządkowanej bazy źródłowej dla np. konkretnej miejscowości. To co kiedyś zajęłoby 10 lat dzisiaj może zająć 2. Technologia pozwala też na polepszenie wyników poszukiwań. Dużo łatwiej jest przejrzeć 1000 skanów w domu, w spokoju, skrupulatnie, niż tyle samo klatek mikrofilmów w archiwum, w pośpiechu.
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
domislawOffline
Temat postu:   PostWysłany: 10-01-2020 - 22:46
Sympatyk


Dołączył: 05-03-2010
Posty: 128

Status: Offline
Moje początki z genealogią sięgają roku 1997. Miałem wówczas 16 lat i zrywałem się z lekcji spędzając mnóstwo czasu w Bibliotece na Koszykowej w czytelni podręcznej. Zaczęło się od wertowania herbarzy, opracowania Dworzaczka, monografii rodzin arystokratycznych i innych. Potem przyszło jeżdżenie po terenowych archiwach państwowych oddalonych o kilkaset kilometrów i różnistych parafiach, cmentarzach. O samochodzie mogłem tylko pomarzyć. Zostawał więc PKS i ciuchcia. Np. niezapomniana podróż autokarem z Rosjanami handlującymi na stadionie dziesięciolecia - z cyklu "Boris polewoj" Wink Pamiętam też wypad do Lublina. Wyjechałem z Wawy ok. 07.00 a do celu dojechaliśmy o...15.00. Pracownia naukowa archiwum była wówczas czynna do 15.30 - pozostał mi więc tylko spacer po lubelskiej starówce. Smile

Pozdrowienia,
Krzysio
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
BozennaOffline
Temat postu:   PostWysłany: 10-01-2020 - 23:40
Sympatyk


Dołączył: 07-08-2006
Posty: 1920
Skąd: Francja
Status: Offline
Dobry wieczor Darku,
"Mi jako przedstawicielowi mlodego pokolenia" - faktycznie, jako stare pokolenie, nie wiedzialam, ze w jezyku polskim, z ktorym mam luzny kontakt od 50-ciu lat, mozna zaczac zdanie od slowa "mi". Zdziwiles mnie ta nowa technika pisania.
Wiem natomiast, ze regulamin tego forum wymaga podpisu, chociazby imienien, pod kazdym postem.
Dostep do metryk w sieci i ich indeksacja bardzo ulatwily prace genealoga amatora. Korzystam codziennie z tego bogactwa, ale nic nie zastapi spaceru przez nieznane miasto przodkow i odwiedzenia archiwum. A jak szczescie dopisze, mozna tez trafic na grob przodkow na miejscowym cmentarzu.
Jesli polaczymy postep technnki z osobista inwestycja, stworzymy optymalne warunki na poszukiwania przodkow, czego kazdemu z Was zycze.

Krzysiu,
Ubawiles mnie Twoim wpisem. Przypomnialam sobie wymarzona i zaplanowana wizyte w AP Lublin, ktore w dniu mojego przyjazdu do Lublina bylo wlasnie wyjatkowo zamkniete.

Serdecznosci,
Bozenna.
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
domislawOffline
Temat postu:   PostWysłany: 11-01-2020 - 01:07
Sympatyk


Dołączył: 05-03-2010
Posty: 128

Status: Offline
Cytat:
Ubawiles mnie Twoim wpisem. Przypomnialam sobie wymarzona i zaplanowana wizyte w AP Lublin, ktore w dniu mojego przyjazdu do Lublina bylo wlasnie wyjatkowo zamkniete.


Hehe, coś pechowo z tym Lublinem Wink. Zabawne było też to, że pociąg jechał zgodnie z rozkładem i zatrzymał się "na dłużej" dopiero koło 20km od Lublina...obracając moją zaplanowaną kwerendę w perzynę. Na pocieszkę pozostaje fakt, że w okolicznych parafiach z których wywodzili się moi przodkowie metryki zachowały się nawet do początków XVII w.

Pozdrowienia,
Krzysio
 
 Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość  
Odpowiedz z cytatem Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:     
Skocz do:  
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Zobacz poprzedni temat Wersja gotowa do druku Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości Zobacz następny temat
Powered by PNphpBB2 © 2003-2006 The PNphpBB Group
Credits
donate.jpg
Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego zawiera forum genealogiczne i bazy danych przydatne dla genealogów © 2006-2019 Polskie Towarzystwo Genealogiczne
kontakt:
Strona wygenerowana w czasie 0.075591 sekund(y)