Genealodzy.PL Genealogia

Pochodzenie nazwiska - Zmiana nazwisk

Marcinarodzina - 13-11-2018 - 19:35
Temat postu: Zmiana nazwisk
Może ktoś z szanownych kolegów mógłby pomóc wyjaśnić zmianę nazwisk w XIX wieku?
Mam takie przypadki w swojej rodzinie. Jeden z nich wygląda bardzo dziwnie. W czasie zapowiedzi panna młoda nosi nazwisko Zalewska. Dwa tygodnie później w czasie ślubu, podano nazwisko Torkot. Przy narodzinach dzieci, powraca do nazwiska Zalewska. W innym przypadku sprawa była dosyć prosta, ponieważ do akt wpisano ich przydomek, który funkcjonował jeszcze w do połowy XX wieku a tu nie ma związku. Proszę o informację.
wiewiora2271 - 25-06-2019 - 16:15
Temat postu:
Mama ten sam problem ciekawe czy ktos z na na to odpowiedz u mnie jest jeszcze inna sytuacja w aktach urodzeń dzieci jest Tekla z Podgorskich tak samo jak na akcie zgonu jej męża a na akcie ponownego małżeństwa córka Franciszka i Katarzyny małżonków puszczynskich dodam że nie mogła mieć wcześniejszych mężów przed mimo pra..... bo miała tylko naście lat ka urodziło się pierwsze dziecko
Arek_Bereza - 25-06-2019 - 16:21
Temat postu:
Podajcie linki do tych dokumentów to może ktoś będzie miał jakiś pomysł. Tak to operujemy w abstrakcji nieco, nie wiadomo na przykład gdzie to wszystko miało miejsce
Wiewióra2271 podpisuj swoje posty chociaż imieniem (regulamin)
qufel - 25-06-2019 - 16:29
Temat postu:
U mnie podobna sytuacja. W 1895 roku urodził się Franciszek Klepka, w 1918 roku Franciszek się żeni, ale już jako Klepiński. O pomyłce nie może być mowy bo w akcie ślubu rodzice i miejsce urodzenia się zgadzają. Podejrzewam że szukanie dokumentów dot zmiany nazwiska raczej nie ma sensu, w tym czasie nie było dowodów tożsamości. A może ktoś ma jakiś pomysł?
Arek_Bereza - 25-06-2019 - 16:36
Temat postu:
Polecam Wam, bo to o Was przecież Smile
http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Pra ... 19-236.pdf
Bialas_Malgorzata - 27-06-2019 - 18:27
Temat postu:
Arku fantastyczne opracowanie, którego nie znałam
borykam się też z problemem zmiany nazwiska

dzięki

Małgorzata Smile
Arek_Bereza - 27-06-2019 - 18:36
Temat postu:
Żadna moja zasługa, ktoś to niedawno wrzucił na forum i sobie przypomniałem. Walor naukowy tej pracy jest dla mnie dyskusyjny nieco ale przecież sam nie jestem naukowcem Smile
Dabkowski_Grzegorz - 28-06-2019 - 23:25
Temat postu:
Arek_Bereza napisał:
Walor naukowy tej pracy jest dla mnie dyskusyjny


Cieszę się, że nie tylko ja mam takie wrażenie Smile

― Grzegorz
Virg@ - 29-06-2019 - 07:59
Temat postu:
Arek_Bereza napisał:
[…] Walor naukowy tej pracy jest dla mnie dyskusyjny nieco ale przecież sam nie jestem naukowcem Smile

Dabkowski_Grzegorz napisał:
Arek_Bereza napisał:
Walor naukowy tej pracy jest dla mnie dyskusyjny
Cieszę się, że nie tylko ja mam takie wrażenie Smile
― Grzegorz

Gdyby wszyscy zgadzali się ze sobą, świat byłby nudny i monotonny.

Twórcza krytyka, domeną świata nauki jest.
Toteż pożądane byłoby jakiekolwiek merytoryczne odniesienie się do tez, metody badawczej oraz wniosków, zamieszczonych w pracy badawczej na temat roli Internetu jako narzędzia pozyskiwania informacji o charakterze onomastycznym (na przykładzie informacji zmieszczonych we wpisach z lat 2008-2015 na forum „genealodzy.pl”- podforum „Pochodzenie nazwiska” oraz forum „forgen.pl” - podforum „Etymologia nazwisk”).

Zamieszczanie takich ogólnikowych opinii, jak przytoczone, nie popartych żadną merytoryczną argumentacją, moim skromnym zdaniem, obniża tylko prestiż i wiarygodność naszego forum, niczemu nie służy i nie jest dobrym przykładem wypowiedzi publicznej.
Chętnie, zatem, zapoznam się z Waszymi wypowiedziami zawierającymi cokolwiek konstruktywnego na poparcie Waszej interpretacji, a nie tylko ogólną oceną, dyskredytującą badanie pracownika naukowego.

Łączę pozdrowienia i życzę miłego dnia –
Lidia
Kozera_Piotr - 29-06-2019 - 11:04
Temat postu:
Witam
Dodam swoje pięć groszy. Spotkałem się z przypadkami, gdy zamiast nazwiska matki podawano nazwisko babki dziecka, a zgłaszającymi urodzenia był ojciec i sąsiad urodzonego. Dotyczyło to zarówno parafii małopolskiej jak i położonej na terenie Księstwa Łowickiego.
Pozdrawiam
Piotr
Szymański_Wojciech - 29-06-2019 - 17:04
Temat postu:
Virg@ napisał:
Twórcza krytyka, domeną świata nauki jest.
Toteż pożądane byłoby jakiekolwiek merytoryczne odniesienie się do tez, metody badawczej oraz wniosków, zamieszczonych w pracy badawczej na temat roli Internetu jako narzędzia pozyskiwania informacji o charakterze onomastycznym (na przykładzie informacji zmieszczonych we wpisach z lat 2008-2015 na forum „genealodzy.pl”- podforum „Pochodzenie nazwiska” oraz forum „forgen.pl” - podforum „Etymologia nazwisk”).

Zamieszczanie takich ogólnikowych opinii, jak przytoczone, nie popartych żadną merytoryczną argumentacją, moim skromnym zdaniem, obniża tylko prestiż i wiarygodność naszego forum, niczemu nie służy i nie jest dobrym przykładem wypowiedzi publicznej.
Chętnie, zatem, zapoznam się z Waszymi wypowiedziami zawierającymi cokolwiek konstruktywnego na poparcie Waszej interpretacji, a nie tylko ogólną oceną, dyskredytującą badanie pracownika naukowego.

Łączę pozdrowienia i życzę miłego dnia –
Lidia


Jak widać powyżej dyskusja nieco się rozjechała wkraczając na ryzykowne tory oceny walorów rozprawy, która z tematem głównym wiążę się raczej pośrednio. A temat to frapujący: beztroska naszych przodków i ich otoczenia w posługiwaniu się (urzędowym!) nazwiskami. Każdy z takich przypadków trzeba rozpatrywać indywidualnie; niektóre dadzą się objaśnić inne - zupełnie nie!
A oto garść przykładów z mego rodzinnego genealogicznego doświadczenia. Kategoria I : PECHIN zmienia się na PEKINA; SAUER - na KWAŚNIEWSKĄ; KARABAN - na KARABAŃSKIEGO lub KARABANOWSKIEGO. To zapewne chęć uniknięcia problemów w wymową (francuską -1), zatarcie tożsamości (2), czy - zwykły snobizm (3) !?.
Ale co zrobić z taką sytuacją z XIX-XX w., kiedy ktoś żeni się jako ZIELIŃSKI, aby po pewnym czasie stać się MIZIELIŃSKIM i pod tym nazwiskiem spłodzić ze ślubną małżonką jedynego syna. Żeby było trudniej, syn ów zachowuje aż do śmierci nazwisko MIZIELIŃSKI, natomiast jego poślubiona na krótko w pocz. XX w. małżonka używa nazwiska ZIELIŃSKA (jakoby po mężu!?).
Tyle w ogromnym skrócie zarysowanej złożoności problematyki stojącej przed amatorem badającym kilku zwykłych mazowiecko-warszawskich rodzin
Wyrazy solidarności z wieloma podobnie doświadczonymi!

Wojciech Szymański
henryk22 - 29-06-2019 - 19:43
Temat postu:
W XIX w. nie było żądnych "urzędowych" nazwisk, wszystko zależało od miejscowego proboszcza. Nie było nawet urzędowych nazw miejscowości. Nawet takie miasto jak Chełm, często było zapisywane jako "Hełm" i to w urzędowych pismach biskupstwa chełmskiego.

Henryk
Janiszewska_Janka - 29-06-2019 - 20:21
Temat postu:
Witam,

Podzielam zdanie o wątpliwej przydatności dla nas tego artykułu. Jest to tylko zbiór cytatów naszych wypowiedzi jako genealogów amatorów borykających się z problemem zmiany nazwiska naszego praprzodka i wynikających z tego dla nas konsekwencji.
W jednym niby podsumowaniu "naukowym" Pan Złotkowski stwierdza, że należałoby konfrontować dane z aktów metrykalnych z innymi źródłami.
Jakie to proste, prawda? Ale naukowcowi zabrakło tu wyobraźni, bo przecież na tej zmianie nazwiska może nam się ślad urywać i nie dotrzemy do ksiąg meldunkowych ( XVII- XVIII wiek ???), albo do podymnego, bo nie wiemy gdzie szukać pochodzenia tego przodka.
Zacytowana została moja wypowiedź o głębokim szoku na skutek dotarcia do zmiany nazwiska Janusz na Janiszewski i problem mój pozostaje nierozwiązany, bo nadal nie wiem z jakich okolic pochodził ten mój przodek. Zatem jakie inne źródła mogę odszukać skoro prześledziłam dokładnie jego wędrówkę po Polsce i miejsca pochodzenia nadal nie znam.
Każdy natrafiający na taki problem staje pod ścianą i zastanawia się jakimi pobudkami przodek się kierował skoro nazwisko Janusz jest nadal popularne. Niestety z tego artykułu niczego mądrego nie dowiedziałam się, a przeczytać sobie forum genealodzy.pl może każdy, ale czy słuszne i prawdziwe naukowo wnioski wyciągnie przy pomocy tego "naukowego" wywodu to wątpię.
Znacznie więcej dowie się z wypowiedzi Romana B. lub Pani Ewy i dlatego polecam ich pomoc. Wydziwianie "naukowca" nad naszymi dyskusjami jest bardziej irytujące niż sensowne.

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego wieczoru.
Janka J. ( Janiszewska vel Janusz)
Szymański_Wojciech - 30-06-2019 - 11:48
Temat postu:
henryk22 napisał:
W XIX w. nie było żądnych "urzędowych" nazwisk, wszystko zależało od miejscowego proboszcza. Nie było nawet urzędowych nazw miejscowości. Nawet takie miasto jak Chełm, często było zapisywane jako "Hełm" i to w urzędowych pismach biskupstwa chełmskiego.

Henryk


To nie całkiem tak! Proboszczowie prowadzili również Księgi Stanu Cywilnego, wcielając się tym samym w rolę urzędników. A że czasem popełniali ewidentne błędy w pisowni nazwisk - to całkiem inna sprawa, niż temat toczonej tu dyskusji. Już nie raz na Forum była mowa o przyczynach takich sytuacji.

Wojciech Szymański
diabolito - 30-06-2019 - 12:03
Temat postu:
Dabkowski_Grzegorz napisał:
Arek_Bereza napisał:
Walor naukowy tej pracy jest dla mnie dyskusyjny


Cieszę się, że nie tylko ja mam takie wrażenie Smile

― Grzegorz


Chyba większości osób krytykujących to opracowanie umknęło jedno zdanie tam zamieszcone:
"Jaki zatem obraz ewolucji nazwisk wyłoni się na podstawie analizy wpisów na genealogicznych forach internetowych? Celem niniejszego szkicu jest
próba odpowiedzi na to pytanie."
Tyle i aż tyle jaki był cel opracowania.

Pozdrawiam,
Robert
Janiszewska_Janka - 30-06-2019 - 12:58
Temat postu:
diabolito napisał:
Dabkowski_Grzegorz napisał:
Arek_Bereza napisał:
Walor naukowy tej pracy jest dla mnie dyskusyjny


Cieszę się, że nie tylko ja mam takie wrażenie Smile

― Grzegorz


Chyba większości osób krytykujących to opracowanie umknęło jedno zdanie tam zamieszcone:
"Jaki zatem obraz ewolucji nazwisk wyłoni się na podstawie analizy wpisów na genealogicznych forach internetowych? Celem niniejszego szkicu jest
próba odpowiedzi na to pytanie."
Tyle i aż tyle jaki był cel opracowania.

Pozdrawiam,
Robert


Nie umknęło mi to zdanie, ale nie zobaczyłam jednak syntetycznego wniosku jaki się z tych badań wyłonił. Zmiany nazwisk były różne i jako użytkownicy tego forum daliśmy wiele przykładów, ale zabrakło wniosków.
Bardziej autor szkicu skupił się na naszych emocjach, a przecież emocje nam towarzyszą niezmiennie przy realizacji naszej pasji. Każdy przypadek całkowitej zmiany nazwiska przez naszego praprzodka stopuje nas w poszukiwaniach, powoduje zdziwienie i zakłopotanie oraz próbę odpowiedzi o przyczynę takiej sytuacji. Jest to nasza normalna i prawidłowa reakcja na trudną sytuację w jakiej znaleźliśmy się na drodze naszych poszukiwań genealogicznych.
Ze szkicu wynika jakoby to było nasze naiwne założenie o niezmienności nazwisk, ale trudno przystępując do poszukiwań zakładać aż takie zmiany nazwiska z Janusz na Janiszewski lub Najek na Wietecki ( a może kiedyś było odwrotnie i była to próba powrotu do nazwiska rodowego zmienionego przez przezwisko regionalne ?)
Dla genealoga amatora jest to moment stopujący, trudny do przejścia i dalszych poszukiwań więc szuka podpowiedzi innych, szuka na terenie całej Polski i ma przed sobą wielki problem.
Ta świadomość powstałego problemu jest dla większości szokująca i w niczym nie pomaga ogólna wiedza o możliwości takiej sytuacji w procesie powstawania nazwisk. To nasz indywidualny, konkretny problem i mamy prawo do emocji. Wcale mi się nie podoba wydziwianie nad tym jakiegoś tzw. naukowca, w dodatku bez sensownych wniosków jakie miał z tej pracy wyciągnąć.
Kilka lat temu prowadziłam częstą korespondencję z przywołaną w tym szkicu Panią Profesor Aliną Naruszewicz Duchlińską i jej badania polecam.
Tu prowadzono badania naszych emocji i nic do tematu zmiany nazwisk ten szkic nie wnosi.

Pozdrawiam
Janka
Virg@ - 30-06-2019 - 20:03
Temat postu:
Wojciech Szymański napisał:
[…] A temat to frapujący: beztroska naszych przodków i ich otoczenia w posługiwaniu się (urzędowym!) nazwiskami. Każdy z takich przypadków trzeba rozpatrywać indywidualnie; niektóre dadzą się objaśnić inne - zupełnie nie! […]

Janiszewska_Janka napisała / napisał:
[…] Zmiany nazwisk były różne i jako użytkownicy tego forum daliśmy wiele przykładów […] Każdy przypadek całkowitej zmiany nazwiska przez naszego praprzodka stopuje nas w poszukiwaniach […]

Janino i Wojciechu,

trudno się z Wami nie zgodzić.
Mam jednak odmienne zdanie co do „beztroski naszych przodków i ich otoczenia w posługiwaniu się (urzędowym!) nazwiskami”.
Wcześniej nazwy osobowe (np. przydomki, pranazwiska, przezwiska i nazwiska) występujące od średniowiecza w dokumentach archiwalnych, opierały się na prawie zwyczajowym, które w stosunku do nazwiska (dziedziczonego po ojcu przez dzieci, obejmującego cały ród, rodzinę lub generację oraz przyjmowania nazwiska męża przez żonę) skrystalizowało się w końcu XVI w.
A w okresie stabilizacji nazwisk, praktyka w sposobach nabycia (zmiany) nazwiska, zwłaszcza na wsi, była po prostu bogata Very Happy. Nazwisko mogło przechodzić nie tylko z ojca na syna, ale z teścia na zięcia. Inny sposób (nazywany ekonomicznym) polegał na tym, że osoba nabywająca dane gospodarstwo, chałupę lub pole była nazywana nazwiskiem dotychczasowego właściciela.
Był jeszcze inny sposób, nie tak znowu rzadki - przyjmowanie przez mężczyznę nazwiska kobiety (w tym przypadku już nie po jej ojcu, czyli teściu), lecz przejmowanie przez kolejnego jej męża, nazwiska męża pierwszego, gdy jako wdowa wychodziła za mąż ponownie. Przykłady zmiany nazwiska przez tzw. „przyżenienia się” opisała kiedyś w artykule O nazwiskach Mazurów Wieleńskich słów kilka, Katarzyna Krüger na Wortalu „GenPol”:
Najciekawszym przypadkiem dziedziczenia jest przejmowanie przez różne osoby nazwiska Wyrwa, tak drogą „normalną” ojciec – syn, jak i przez przyżenienie się. Paweł Wyrwa żyjący w latach 1667-1729, przejął nazwisko po swoim ojcu, jego synowie występują jako Maciej Lalisz (1705-77), Jakub Wyrwa (1714-42), Wojciech Buś (1718-76) i Tomasz Gryfel (1721-59).
I n t e r e s u j ą c y [podkreślenia moje L.] jest tu fakt nie zmiany nazwiska przez jego synów [M. Lalisz, J. Wyrwa, W. Buś i T. Gryfel] lecz dziedziczenia go przez drugiego męża jego drugiej żony. Wyglądało to w sposób następujący: druga żona wspomnianego Pawła Wyrwy, Regina Gozdziówna, wyszła ponownie za mąż za Pawła Pikta nazwanego „Wyrwa”, po jej śmierci pojął on za żonę Agnieszką Kazimirusównę. Ich syn występuje jako Jan Wyrwa (1745-?). Wspomniana Agnieszka zostając wdową ponownie wychodzi za mąż w 1743 za Pawła Kukuca, który „dziedziczy’”, ponownie nazwisko Wyrwa, ten natomiast biorąc drugi ślub z Magdaleną Helmikowną w 1755 przekazuje je swojemu synowi Pawłowi (1762-p.96) (linia świeższa), a z niego przechodzi ono bezpośredni na jego syna Michała (1790-?).

Dobrze jest znać przykłady z którymi wcześniej borykali się inni Very Happy.
Mam nadzieję, że te które przytoczyłam powyżej, poprawią Wam samopoczucie i wzmocnią Wasz optymizm oraz zapał do dalszych poszukiwań.

Łączę serdeczności –
Lidia
henryk22 - 30-06-2019 - 22:50
Temat postu:
W XIX wieku była już zasada, że nazwisko dziedziczy się po ojcu, ale i tak nazwisko łatwo można było zmienić. Metryka była potrzebna przy zawierania małżeństwa, ale przy zgłaszaniu urodzin dziecka żaden dokument ojca nie był wymagany, wpisywano takie nazwisko jakie zostało podane.
Ale nawet przy ślubie była luka, bo metrykę można było zastąpić aktem znania. Spotkałem zapis (par. Pawłów pow. Chełm, akt 16/1813), że panna młoda zamiast metryki, przedstawia akt znania od wójta, „ktory examinował świadkow co ią do chrztu trzymali iż skonczyła rok siedemnasty wieku swego”. Chrzestni są na miejscu, więc nie pochodzi z odległej miejscowości, a mimo to zamiast metryki ma akt znania. Jak później ustaliłem pochodziła z sąsiedniej parafii, której kościół był oddalony około 10 km, odległość łatwa do pokonania nawet w tamtych czasach. Nazwisko panieńskie jakie podała było wymyślone, niewystępujące w jej parafii, więc wątek się urywa, nie można ustalić jak się naprawdę nazywała.
Przypadek zmiany nazwiska znalazłem w parafii Biskupice Lubelskie, żeni się (akt 17/1837) Józef Szewczuk „w przytomności Błażeja Tomali i Kazimierza Tomali stryiów niżey wyrażonego Szewczuka albo Tomali Józefa”. Tak więc, młodzian urodził się jako Szewczuk, a bracia jego ojca podają nazwisko Tomala (urobione od imienia ich ojca Tomasza). Dzieci z tego małżeństwa, zgłaszane były pod nazwiskiem Tomala. Jak się przekonałem, wszyscy z tej rodziny w aktach ślubu mieli nazwisko Szewczuk, a dzieci zgłaszali pod nazwiskiem Tomala i w ten sposób powstał ród Tomalów, którego w tej parafii w XVIII w. nie było. Myślę, że był nadmiar Szewczuków we wsi i trzeba było się jakoś odróżnić. To tak jak Bachleda dodaje sobie „Curuś”, żeby się odróżnić od innych Bachledów z Zakopanego. A w XIX w. prościej było zmienić nazwisko, bo wystarczył brak sprzeciwu proboszcza.

Pozdrawiam
Henryk
Arek_Bereza - 01-07-2019 - 11:32
Temat postu:
Wróciłem z lasu, internet jest więc odpisuję, Lidii zwłaszcza 
Skupię się na kilku aspektach, na egzegezę po prostu szkoda czasu. Nie wiem podobnie jak kilka wypowiadających się powyżej osób czemu/ komu miałby służyć ten artykuł. Ale miło się czyta, jakaś wiedza podstawowa się przebija, jest przyjemnie, jest coś starego (metryki), coś nowego (internauci), coś pożyczonego (uczone zwroty typu wyekscerpowany brrrrrr). Po lekturze trochę się zdziwiłem, że to nie jest artykuł psychologiczny tylko językoznawczy, bo mam wrażenie skupiania się głównie na emocjach forumowiczów.
Poniżej kilka szczegółowych problemów.
Tytuł – czyli świadomość użytkowników forów w zakresie nominacji antroponimicznej oddaje to co autor opisuje (widać, że świadomość czasem jest a czasem jej brak – przyznaję, że odkrywczość tego wniosku zaskoczyła mnie). Nie widzieć jednak czemu autor odchodzi od tytułu pracy i zadaje dodatkowe pytanie przewodnie nie do końca jednak z tytułem związane: Jak wyglądał proces kształtowania się i ewolucji nazwiska na podstawie analizy wpisów na genealogicznych forach internetowych ? Obraz ewolucji to już chyba trochę inny problem niż opis świadomości (więc jaki jest cel prawdziwy, wykazać wiedzę/ niewiedzę/ świadomość czy pokazać jak ewoluowały nazwiska wg użytkowników).
Użytkownik – to kolejny problem, dla niektórych może i błahy ale tak na czuja kolosalny niestety definicyjnie. Jeśli traktujemy publikację jako felieton do kawy i dla zabawy (bo też śmiesznie jest przecież momentami i dobrze się czyta, poza obowiązkowymi zwrotami obcojęzycznymi, które niestety stanowią dla wielu warunek sine qua non naukowości), to nie ma się co czepiać terminologii, ale tu mamy artykuł naukowy. Kogo autor opracowania ma na myśli ? Na kim badanie prowadzi ? Zaczyna w tytule od użytkowników forów ale już w angielskim opisie podkreśla, że wpisy z dwóch forów „reprezentują zbiorowy głos polskich genealogów amatorów” (serio? Reprezentują?). Potem jest tylko ciekawiej, bo genealodzy amatorzy przeistaczają się w genealogów (w końcu co za różnica użytkownik, który po prostu się zainteresował szukaniem przodków i chce drzewko narysować, doświadczony poszukiwacz, genealog amator czy genealog (jeden czort). Facet z wykrywaczem metalu to już archeolog, archeolog amator czy poszukiwacz ? A może pożyczył sprzęt od szwagra na weekend, bo dzieciaki zakopały wisiorek mamy w ogródku ? Przepraszam, skojarzenie może nieadekwatne ale takie mi do głowy przyszło na gorąco. 
Z powodu nierozróżniania tych grup powstają ciekawe kwiaty. Są wg autora tacy genealodzy (a więc jak dla mnie profesjonaliści, mający wiedzę, mający czasem wykształcenie, mający doświadczenie, sorki za brak naukowej definicji), którzy nie wiedzą o ewolucji nazwisk i tacy, którzy nie mają pojęcia o źródłach niemetrykalnych. Czy to prawda ? Szczerze wątpię ale przyjmijmy, że może jakiś by się znalazł, co abecadła nie przeczytał i już można stwierdzić, że autor prawdę napisał (tylko jaka to prawda? Że się jeden na stu trafił zawodowiec, który tego nie wiedział ?).
Definicji genealoga, genealoga amatora, poszukiwacza, użytkownika brak a szkoda, bo to rozróżnienie uwiarygadniałoby autora. Brak też systematyczności w nazewnictwie. Nie podejmuję się napisania tych definicji (nie jestem naukowcem) ale pewnie każdy tu czuje mniej więcej do której grupy by się zaliczył. Z góry napiszę by rozwiać wątpliwości - nie jestem nawet genealogiem amatorem tylko internetowym poszukiwaczem chwili szczęścia w rozwiązywaniu swoich i cudzych zagadek. Nie sklasyfikuję nikogo z użytkowników tego forum w żadnej grupie (użytkownik, poszukiwacz, genealog amator, genealog), bo nie mam prawa i narzędzi oceniających. Każdy może użyć własnej wyobraźni i doświadczenia w byciu tu i ocenić jak wielu (rząd wielkości) jest tu genealogów, genealogów amatorów czy uzytkowników.
Kogo więc autor opisuje, na kim badanie przeprowadza ? Czy zadaje sobie trud choćby zróżnicowania tych grup (na podstawie stażu na forum, liczby postów – wiem to bardzo nierzetelne mierniki, ale jak nie ma żadnych to chyba i te mogą odrobinę pomóc).
Zdziwienie użytkowników (litościwie genealogów pominę) - szkoda, że przy okazji wszystkich poszczególnych zdziwień autor nie odesłał (bez tłumaczenia) konkretnie do pozycji gdzie zdziwiony znalazłby naukowe wytłumaczenie. Czy na pewno na każde takie zdziwienie autor znalazłby naukową odpowiedź ? Może nie zawsze dziwimy się, bo lenie jesteśmy i nie chce się nam poszukać ? Może jednak szukamy, kopiemy, pytamy i nikt nie daje racjonalnej odpowiedzi? Specjalistą nie jestem, ale nie pamiętam by powstało takie dzieło niezwykłe opisujące tworzenie się (ewolucję) nazwisk dla całej Polski w rozbiciu na dekanaty (już o parafiach nie wspomnę), gdzie każdy może sobie zajrzeć i po herbacie. Za to pewnie takich artykułów jak omawiany powstają setki.
Podsumowanie – czyli Jak widzą proces kształtowania się i ewolucji nazwiska genealodzy amatorzy?
I autor nie pisze jak oni widzą proces, tylko mówi, że jedni mają wiedzę a inni nie mają, że jest świadczona pomoc, że fora spełniają rolę edukacyjną, że tematyka kształtowania się nazwiska nie stoi w centrum zainteresowań badaczy historii rodzinnej (choć chwilę później dowiadujemy się, że czasem stoi), że użytkowników interesuje motywacja zmiany i że sprawa budzi silne emocje. Czyli w końcu gdzie jest podsumowanie, jak widzą proces kształtowania się i ewolucji nazwiska ?
Rażą takie drobiazgi jak:
„Nie udało się ustalić liczby użytkowników forum genealodzy.pl”, nie udało się, bo autor nie wszedł w kontakt z administratorem (była o tym mowa w wątku, który przyniósł artykuł na forum, tylko odnaleźć go nie mogę). Czy w ogóle poprosił o opinię administratorów na temat zróżnicowania użytkowników, o wskazówki ?
„Nie ulega wątpliwości, że rozwój globalnej sieci stanowi wyzwanie dla współczesnej humanistyki, w tym również dla językoznawstwa i onomastyki.” – czy onomastyka nie jest przypadkiem działem językoznawstwa ?
Tyle okiem internetowego genealogicznego poszukiwacza bez doświadczeń naukowych 
Sroczyński_Włodzimierz - 01-07-2019 - 11:48
Temat postu:
a po co się miał kontaktować z administratorem?
https://genealodzy.pl/members.phtml
zarejestrowani na dziś wg ww 50815

mnie boli kwestia cytowańSmile
tj samowolnego skracania nicków
nie z powodów ambicjonalnych:)
tylko z rozprzestrzeniania wrażenia, że jeśli coś wygląda na imię i nazwisko , to należy ukryć bo "coś grozi"..tym chyba się autor kierował

"Wasz SW"Smile))))
Virg@ - 01-07-2019 - 13:25
Temat postu:
Arku,

miło, że zechciałeś mi odpisać, włączając się tym samym w merytoryczną dyskusję o przytoczonej pracy, co jest dobrym przykładem właściwej wypowiedzi publicznej Very Happy.
Gdybyś wcześniej nie ograniczył się jedynie do wypowiedzi oceniającej, że „Walor naukowy tej pracy jest dla mnie dyskusyjny”, tej dyskusji by nie było.

Pozdrawiam i życzę miłego dnia –
Lidia

P.S.

Ad.: „Nie udało się ustalić liczby użytkowników forum genealodzy.pl”, nie udało się, bo autor nie wszedł w kontakt z administratorem (była o tym mowa w wątku, który przyniósł artykuł na forum, tylko odnaleźć go nie mogę).

Ad.: Kim są Użytkownicy serwisu i forum „Genealodzy.PL”?
Sama też jestem bardzo ciekawa. I wcześniej dałam już na to dowód.

Ad.: A kim ja jestem? Very Happy

Najlepiej odpowiem na to pytanie słowami poety (Zenona Waldemara Dudka):

"Kim jestem?
To pytanie dotyka gwiazd.
Zatrzymuje, nie można się od niego uchylić!
Pierwsza odpowiedź: nie wiem.
Kolejne myśli krążą wokół Słońca,
życia i gwiazd –
ludzi, których kocham.
Pytanie stoi wciąż otwarte,
a ja mam ciągle coś nowego
do powiedzenia –
i wypowiadam.
I to jest ważniejsze dla mnie niż
konwencjonalny życiorys.”

Kim jestem? Pytanie stoi wciąż otwarte…

„Po ojcu smukłość mam postawy,
Powagę na świat spojrzenia,
Po matce skłonność do zabawy
I chęć do gawędzenia.”
/Goethe/

Lidia Maria (w generatywnej fazie tożsamości), córka Marianny Michaëlii (w domu nazywanej Mania), która była córką Cecylii, która była córką Marianny, która była córką Franciszki.
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Powered by PNphpBB2 © 2003-2006 The PNphpBB Group
Credits