Genealodzy.PL Podziel się na Facebooku

http://www.genealodzy.pl/

Polskie TG  
Użytkownik:         Rejestracja
Hasło: Zapamiętaj

flag-pol flag-eng     home login logout     Forum Fotoalbum Geneszukacz Parafie Geneteka Metryki Deklaracja Legiony Straty Mapy szukacz

02:40 wtorek, 26 września 2017

Nasi tu byli

arrow Alinka
2:40:14 - 26.09.2017
arrow Ł.A.Rynkowski
2:39:05 - 26.09.2017
arrow beatpatt35
2:34:25 - 26.09.2017
arrow maggie
2:24:50 - 26.09.2017
arrow elgra
2:19:51 - 26.09.2017
arrow mrozowski_robert
2:19:09 - 26.09.2017
arrow tobiaszboksik
2:16:49 - 26.09.2017
arrow polgen78
2:03:00 - 26.09.2017
arrow zerek28
1:32:01 - 26.09.2017
arrow alquaid
1:29:17 - 26.09.2017
arrow Dobijański_Marcin
1:25:22 - 26.09.2017
arrow Worwąg_Sławomir
1:23:23 - 26.09.2017
arrow dalcryz
1:22:06 - 26.09.2017
arrow Bea
1:15:08 - 26.09.2017
arrow marekamin
1:11:45 - 26.09.2017
arrow Aneta_Fisel
1:09:19 - 26.09.2017
arrow Wawrzeń_Ireneusz
1:07:30 - 26.09.2017
arrow tatar
1:04:07 - 26.09.2017
arrow Meduza
0:51:08 - 26.09.2017
arrow Grzegorz_Bączek
0:47:52 - 26.09.2017
arrow AndrzejG
0:44:58 - 26.09.2017
arrow Eufrozyn
0:39:55 - 26.09.2017
arrow Rogoski_Anencir
0:38:20 - 26.09.2017
arrow Lipińska_Elżbieta
0:37:36 - 26.09.2017
arrow KarwalskaJustyna
0:33:28 - 26.09.2017
arrow Sroczyński_Włodzimierz
0:28:00 - 26.09.2017
arrow potek
0:27:14 - 26.09.2017
arrow Zofia_Brzeska
0:26:42 - 26.09.2017
arrow slawek_krakow
0:26:30 - 26.09.2017
arrow majkuss
0:24:49 - 26.09.2017
Członkowie i sympatycy

Fotoalbum



Zapisane w gwiazdach.
Dodano: piątek, 01 września 2017 - 15:16 Autor: JerzyGrzegorz
InneNoc spadających gwiazd. Udałem się do swojego obserwatorium pogapić się na to spektakularne zjawisko. O tej porze dnia, mój balkon sprzyja wyciszeniu i zadumie. Spojrzałem w górę i zamyśliłem się. Jeszcze nie tak dawno patrząc w niebo myślałem irracjonalnie. Od małego dziecka wiedziałem, że Niebo ma głębię, że jest nieprzejrzane i nieogarnione. Dostrzegałem jednak nad sobą tylko jego płaszczyznę. Jakbym patrzył z Ziemi na rozpostarty nad sobą wielki parasol. Nie czułem ruchu. Odległości między gwiazdami, odbierałem jak długości na mapie. Proste, krótkie lub dłuższe odcinki na sklepieniu rozpostartego nade mną czarnego parasola. Nie tak dawno podobnie i powierzchownie postrzegałem genealogię.
Z perspektywy czasu, moje pierwsze drzewo genealogiczne było mizerne. Pożałowania godne jak moja astronomia balkonowa. Było w nim więcej niewiedzy niż sprawdzonych metod i podstaw naukowych. Zbyt dużo symboli, heraldyki, niepopartych aktami zdarzeń. Za mało powiązań z historią i etnografią. Nie wyciągałem wniosków ze sprawdzonych zdobyczy innych. Taki mały rodowy miszmasz. Jak mitologiczny Atlas wziąłem na swoje barki ciężar całej pracy i jak małe dziecko cieszyłem się każdym znalezionym przodkiem. Liczył się zapał, mnóstwo włożonego serca i pracy. Efekt mizerny bo geocentryczny. Kilku przodków i wszystko kręciło się wokół mnie. Reszta krewnych długo oczekiwała w ukryciu na swoją kolej. Dopiero mozolna i tytaniczna praca wielu osób, jak luneta Kopernika, pozwoliła głębiej spojrzeć w genealogiczny wszechświat. Za sprawą Geneteki, Metryk, SZwA i innych, mój gwiazdozbiór przybrał na rozmiarze i na wymowie. Szybko rozwijająca się genetyka, jak teleskop Habble'a, pozwoliła określić jeszcze odleglejszych praszczurów. Dziś, nauka ta śledzi i penetruje otchłań do granic ludzkości. Głębiej tylko Królestwo Niebieskie. Zejdę jednak na ziemię by nie znaleźć się w czarnej dziurze.

Zajmując się poszukiwaniem swoich korzeni, nie zastanawiam się nad obecnością Boga. Nie miałem takiej potrzeby. Wierzę i pozostaję wierny wyznaniu moich przodków. Jestem wierny nauce zaszczepionej przez moje babki i matkę, a także doktrynie wpajanej mi przez szereg lat na lekcjach religii. Bóg istnieje i jest wszędzie! Skoro tak, to towarzyszy mi na każdym kroku. Także w genealogii. Jak małe dziecko wierzę, że za boską sprawą, mój Anioł Stróż opiekuje się mną i pomaga mi w pokonywaniu trudności życia codziennego. Sądzę też, że za boskim wstawiennictwem, znajdowanie zagubionych duszyczek przychodzi mi łatwo. Bywają jednak chwile, że grzeszę i zastanawiam się - co za czort układa te puzzle.

W genealogii, dla zabawy zajmuję się statystyką. Interesuje mnie m.in. długość życia, ilość urodzonych dzieci, umieralność dzieci, procent urodzonych dziewcząt i chłopców, najczęściej występujące imiona... O właśnie. Według moich wyliczeń, w wykazie moich przodków najczęściej występują imiona zaczynające się na literę J. Mam w rodzie Jędrzeja, dwóch Jerzych, kilku; Józefów, Janów oraz kilka pochodnych od nich żeńskich form - Józef i Janin. Nie chwaląc się, do tej statystyki dołożyłem też swoją cegiełkę. U mnie wszystkie imiona zaczynają się na J - Jerzy, Jadwiga, Jartur, Jagatka. Jednak nie statystyka powoduje u mnie poczucie winy za odstępstwa od wiary.

Moim grzechem z którego zdaję sobie sprawę, jest doszukiwanie się ezoteryki w genealogii. Zadaję sobie pytania - czy prawdziwe jest powiedzenie o człowieczym losie zapisanym w gwiazdach? Doszukuję się pozaziemskich wpływów na moich bliskich żyjących ongiś i dziś. Zastanawiam się czy cechy zawarte w różnego rodzaju horoskopach mogą odnosić się do nieżyjących już osób? Skąd takie spostrzeżenia? Ano stąd! Mój pradziadek urodził się tego samego dnia i miesiąca co ja. Obaj jesteśmy zodiakalnymi bykami. Czy zgodnie z horoskopem, mam charakter dziadka? Datę urodzin mojej ciotki od mojej daty urodzenia różni tylko mały czeski błąd. Mam przestawione tylko dwie ostatnie cyfry w roku urodzenia. Pozostałe zgodne co do joty. Oboje jesteśmy numerologicznymi dziewiątkami. Czy zgodnie z numerologią ciotka miała podobne do moich cechy charakteru. Moi trzej wnukowie urodzili się tego samego dnia tygodnia. Całej trójce patronuje Wenus. Czy wyrosną na niepoprawnych romantyków. Córka kolegi i jej mąż urodzili się tego samego dnia, miesiąca i roku. Mają pięcioro dzieci. Dominująca datą urodzin całej piątki ich dzieci jest zero i jedynka (pomijając rok urodzenia). Taki system binarny. Zero jedynkowy - pierwszy stycznia, jedenasty stycznia, pierwszy listopada, jedenasty listopada. Ostatnie dziecko urodziła pierwszego października jedenastego roku. Długo zastanawiałem się nad tą niecodzienną konfiguracją. Zbieg okoliczności? Kalendarzyk małżeński? Bóg się zabawiał? O właśnie. Odnoszę wrażenie, że od czasu do czasu Bóg się z nami bawi.

Intrygują mnie też wszelkie znaki na niebie i ziemi. O niektórych znakach niebios poprzedzających tragiczne zdarzenia już kiedyś pisałem. Pisałem między innymi; o nagłym przeszywającym chłodzie, o samoczynnym otwarciu zamkniętych na klamkę drzwi, o pękniętym lustrze, o zerwanej w starym zegarze sprężynie, o ratującym życie miałczeniu kota za oknem. Nie pisałem natomiast o przygodzie jaka spotkała mojego wujecznego brata? Jest ciekawa i powiązana z poszukiwaniem korzeni. Oto ona.

Kilka lat temu, podesłałem bratu namiary na naszych wspólnych przodków - niemieckich kolonistów w Galicji. Jego w prostej linii po mieczu, moje po kądzieli. Pochwycił temat, złapał bakcyla i ledwo co skończył się z tym uporać, w jego firmie zjawił się klient - Niemiec. Po załatwieniu biznesowej sprawy, od słowa do słowa, obaj znajdują wspólny język. Brat mówi mu o swoim pochodzeniu. Przy drugim czy trzecim spotkaniu, niedawno co poznany facet zaprasza go w wakacje do Niemiec. Jest mu tam przewodnikiem i oparciem w dalszym poszukiwaniu naszych korzeni. Niedługo po ich powrocie do kraju, ów facet przychodzi, żegna się z bratem i oświadcza, że wraca już do kraju. Ot! Niemiec zrobił swoje i Niemiec odchodzi. Kolejny dowód na to, że Bóg się z nami zabawia? W tym poglądzie jestem jednak odosobniony. Naukowcy mają odmienne zdanie. Ot choćby Stephen Hawking. Ten od boskiej cząsteczki. Kilka lat temu stwierdził, że przy formowaniu wszechświata istnienie Boga nie jest koniecznością. W jego przypadku nie zastanawiam czy facet zmądrzał, czy nagle zgłupiał? Nie szukał Boga. Jest znanym i cenionym naukowcem i pewne ma rację. Podejrzewam jednak, że to co robi bierze zbyt dosłownie. Przydałoby się więcej wiary. Stworzenie wszechświata było dla Stwórcy zabawą, a ponieważ wszechświat wciąż "rośnie", ta zabawa trwa nadal.

Chcąc się upewnić czy astrologia odnosi się także do osób zmarłych, poszedłem do wróżki czarodziejki. Na interesujące mnie pytania dostałem kilka ogólnych odpowiedzi. Kobieta mówiła coś o więzi sił Kosmosu z duszą ludzką, o ascendencie, koniunkturach, o konstelacjach, o wpływach Marsa i Wenus, o miłości uniwersalnej. Narysowała mi kilka kosmogramów. Nie chciałem złota pieniędzy. Zainkasowała stówę i na odchodne dowiedziałem się, że duchowo jestem piękny i młody. Widocznie jeszcze nie tracę połączenia z Kosmosem.
Jerzy Wnukbauma

Heksaemeron. Moje spojrzenie na stworzenie Świata.
http://www.genealodzy-kielce.pl/jak-powsta-wszechwiat-flora-i-fauna-czyli-powstanie-wiata-wedug-


Autor Komentarze
Komentarze
SympatykSympatyk



____________
Od: Lip 02, 2006 Posty: 3346
Napisano:Wrz 01, 2017 - 15:16
Skomentuj ten artykuł w tym wątku
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
Łucja
SympatykSympatyk



____________
Od: Maj 05, 2007 Posty: 1576
skąd:Warszawa
Napisano:Wrz 02, 2017 - 19:16
Przeczytałam i muszę powiedzieć, że sama się zastanawiam czy nie nadszedł czas żeby włączyć astrologię do swoich poszukiwań genealogicznych. Uczyniłam to właśnie niedawno, w potrzebie, tutaj blog z jednym tekstem, być może blog będzie kontynuowany: http://lake.bloog.pl/id,362619665,title,Ludwik-Maciej,index.html
Astrologia była moim hobby przed genealogią, sama jest tylko narzędziem, genealogia to materia, czyli może jednak tak? Ale z drugiej strony, czy to nie jest nadmierna ciekawość, że chcemy wiedzieć więcej niż pozwala na to ludzka pamięć i dokumenty. Może nie trzeba grzebać za głęboko, żeby nie naruszać spokoju przodków, czyli spokoju w nas? Może nie musimy szukać odpowiedzi na każde pytanie? Nie wiem czy mój blog będzie kontynuowany, bo o swoich przodkach, czy rodzeństwie przodków i kuzynach, wcale bym nie chciała za dużo pisać, pisać nadmiernie. O samym zjawisku tak, ale nie o ludziach, bo tak jakoś nie wypada, chociaż czasami ciekawość kusi.

Może nie jako narzędzie do śledzenia przodków zatem, ale za to astrologia jest znakomitym narzędziem do śledzenia historii, np. historii Polski, lubię zdecydowanie. Tylko dlaczego niby historia Polski "tak", a genealogia "nie"? Chyba dlatego, że genealogia jest zbyt intymna.

Łucja
_________________
Dziennik genealogiczny
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p p
Kostkowski
SympatykSympatyk



____________
Od: Paź 14, 2010 Posty: 649
Napisano:Wrz 04, 2017 - 07:21

Komentarze wrote:
...na odchodne dowiedziałem się, że duchowo jestem piękny i młody...
Jerzy Wnukbauma


Piękne dusze (zanim się zestarzeją) czeka jeszcze wiele pokus, młode dusze (zanim się zestarzeją) czeka jeszcze wiele pracy.
_________________
Z najlepszymi życzeniami wszelkiej pomyślności


Władysław Edward Kostkowski
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p p
termos
SympatykSympatyk



____________
Od: Lut 23, 2014 Posty: 53
Napisano:Wrz 04, 2017 - 18:04
Przeczytałam artykuł i myślę o niedawno przeczytanej książce Lynne McTaggart "Pole". Warto by autor artykułu ją przeczytał - może to jeszcze jedno spojrzenie na wiedzę, której my nie mamy, a gdzieś ona jest zgromadzona.
pozdrawiam i dziękuję za ciekawy wątek
Teresa
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
donate.jpg

Zarząd PTG: ptg@genealodzy.pl.:. rss Nasz RSS .:. Administrator strony: admin@genealodzy.pl
Strona wygenerowana w czasie 0.143439 sekund(y)