Genealodzy.PL Podziel się na Facebooku

http://www.genealodzy.pl/

Polskie TG  
Użytkownik:         Rejestracja
Hasło: Zapamiętaj

flag-pol flag-eng     home login logout     Forum Fotoalbum Geneszukacz Parafie Geneteka Metryki Deklaracja Legiony Straty Mapy szukacz

23:19 czwartek, 21 września 2017

Nasi tu byli

arrow Lukas1212
23:19:42 - 21.09.2017
arrow Piętka_Jacek
23:18:56 - 21.09.2017
arrow Rafael
23:18:00 - 21.09.2017
arrow Zofia_Brzeska
23:17:27 - 21.09.2017
arrow Orlik_Ala
23:17:27 - 21.09.2017
arrow krozn
23:16:22 - 21.09.2017
arrow bsodziak
23:15:56 - 21.09.2017
arrow Gabryjel
23:15:04 - 21.09.2017
arrow Christian_Orpel
23:15:04 - 21.09.2017
arrow kawka
23:14:43 - 21.09.2017
arrow kaphis
23:13:32 - 21.09.2017
arrow Skorek_A
23:13:24 - 21.09.2017
arrow mmoonniiaa
23:10:36 - 21.09.2017
arrow danisha
23:09:34 - 21.09.2017
arrow kkrzastek
23:08:50 - 21.09.2017
arrow marek755
23:08:48 - 21.09.2017
arrow Eufrozyn
23:08:36 - 21.09.2017
arrow Taran_Józef
23:07:34 - 21.09.2017
arrow jarymi
23:07:26 - 21.09.2017
arrow Adrian1995
23:07:14 - 21.09.2017
arrow K_Zochniak
23:06:59 - 21.09.2017
arrow ciristobal
23:05:15 - 21.09.2017
arrow herka
23:05:13 - 21.09.2017
arrow Łukasz28
23:04:12 - 21.09.2017
arrow Kamiński_Janusz
23:00:56 - 21.09.2017
arrow keram1166
23:00:27 - 21.09.2017
arrow majkuss
23:00:02 - 21.09.2017
arrow elgra
22:58:53 - 21.09.2017
arrow Kazmierczak_Slawomir
22:58:26 - 21.09.2017
arrow Katarzyna_Łukaszewi..
22:57:44 - 21.09.2017
Członkowie i sympatycy

Fotoalbum



Jest na mapie świata.
Dodano: wtorek, 01 sierpnia 2017 - 16:35 Autor: Anonim
InneO sierpniu ów! Sierpniu 1944 roku.
Sierpniu nadziei, sierpniu krwawy.
Nadzieja zamarła i patrzyła z boku,
jak umierała wiara Warszawy.

W wakacyjne, sierpniowe dni inaczej, głębiej i bardziej emocjonalnie odbieram słowa piosenki "Maleńki znak" śpiewanej przez Irenę Santor. Jej refren "Gdzieś na mapie świata..." samoistnie zamieniam na - JEST NA MAPIE ŚWIATA! Na dowód, że miasto nie umarło. Pomimo prób starcia miasta z powierzchni Ziemi przez jednych i biernemu przyglądaniu się drugich, żyje i jest znaczącym małym znakiem na mapie. Słowa innej "sierpniowej" piosenki "Pałacyk Michla, Żytnia, Wola" jak funkcja lupa bardziej przybliżają to miejsce na mapie. To tylko rzut beretem.

W sierpniu 1944 roku runął w gruzy dom rodzinny mojego ojca. Stary, czterokondygnacyjny blok mieszkalny na warszawskiej Woli. Podzielił los większości warszawskich gmachów. Został spalony i zrównany z ziemią. Do chwili zatrzymania i aresztowania przez Niemców mojego ojca i jego matki, kamienica na Woli, była ich domem rodzinnym. Po wyzwoleniu i powrocie z robót przymusowych z Niemiec, nie było już starego miejsca zamieszkania. Nie było też miejsca dla ojca w Warszawie. Za sprawą nowych władz, nie dane mu było mieszkać w Stolicy. Dostał nakaz pracy w Elblągu. Przez pierwsze powojenne lata, ojciec mieszkał, pracował i uczył się w Elblągu. Później przeniósł się do Kielc. Tu poznał moją matkę i wraz z nią założył dom rodzinny. Najpierw na ul. Marszałkowskiej (w Kielcach), później na Astronautów. O kurcze! Kolejny dom rodzinny. Ile domów rodzinnych może mieć jeden człowiek? Poszperałem w internecie, co na ten temat mówią i piszą inni. Poszukałem, co o domu rodzinnym podają encyklopedie.

Moje poszukiwania nie przyniosły zamierzonego rezultatu. Dla hasła "dom rodzinny", wyszukiwarka pokazała strony inne od zamierzonych. Na pierwszym miejscu reklamowe. Większość z pokazanych stron dotyczyła budowy i sprzedaży domu rodzinnego, a także rodzinnego domu dziecka i rodzinnego domu seniora. Inne, bardziej na temat, dotyczyły opisu sfery doznaniowej związanej z miejscem, w którym spędziło się najpiękniejsze dni swojego dzieciństwa. Miejsca, w którym czas mija w poczuciu bezpieczeństwa i w atmosferze ciepła domowego ogniska. Akademickiego wyjaśnienia pojęcia domu rodzinnego brak. W zasadzie nie dziwię się dlaczego go nie ma. Gdy mowa o domu rodzinnym i tak wszyscy wiedzą o co chodzi. Każdy ma swój, niepowtarzalny dom rodzinny. Najbliższymi synonimami wyrazu są - siedziba rodowa i gniazdo rodzinne. Bliskoznaczna, ojcowizna odnosi się raczej do szerszej całości i rozumiana jest jako; ziemia, gospodarstwo, majątek, scheda.

Podczas poznawania swoich korzeni niejednokrotnie zastanawiałem się jak wyglądały domy rodzinne moich bliskich. Piszę "domy" w liczbie mnogiej, bo było ich kilka. Ich wizje powstawały w mojej głowie jak architektoniczne projekty na deskach kreślarskich. Od biednych wiejskich strzech, do nieco zamożniejszych miejskich kamienic. Nader często korygowane były przez nowe informacje zawarte w nowo odkrytych aktach. Tylko w samej Warszawie, wraz z powiększeniem się moich krewnych po mieczu, powstała cała gama budowlanych tworów wyobraźni. W moich aktach pojawiały się co rusz to nowe ulice; Pańska, Złota, Aleje Jerozolimskie, Łucka, Towarowa, Sławińska, Wesoła... Początkowo zakładałem, że któreś z wymienionych miejsc może być rodową kolebką. Dzisiaj wiem, że się myliłem. Niektóre z nich były tylko przejściowym miejscem zamieszkania, najczęściej związanym z bliższą drogą do miejsca pracy. Z czasem mogły stać się siedzibami rodowymi ale... cudza strzecha to nie pociecha.

Ostatni rodzinny dom jaki założył mój ojciec był nierozerwalnie związany ze mną. Przez długie lata był także moim rodzinnym domem. Podobnie jak warszawski odpowiednik, był miejskim molochem. Miejscem zamieszkania kilkunastu niczym niezwiązanych ze sobą rodzin. Powojenne budownictwo z lat 50-tych XX wieku. Być może powstałe na deskach kreślarskich architektów zaprzyjaźnionego bratniego kraju. Jeden z wielu klocków budowanych jaki był stawiany po wyzwoleniu w wielkim pośpiechu. Kolejne osiągnięcie Planu Pięcioletniego PRL. Wytwór budownictwa socjalistycznego. Oddany zapewne przed terminem dla uczczenia jakiegoś towarzysza, Święta Pracy 1-go Maja, bądź Manifestu 22-go Lipca. Nawet nie potrafię określić jego stylu architektonicznego. Połączony przejściową bramą z sąsiednimi blokami, stanowił dość pokaźny ciąg miejskiej zabudowy. Dwunastoklatkowy, powojenny mrówkowiec. W roku 1953 gdy go zasiedlano, był jednym z bloków nowo powstałego osiedla mieszkaniowego otrząsających się z wojennej traumy Kielc. Jako nieliczny z bloków był podłączony do osiedlowej kotłowni CO. Nie posiadał tym samym (jak sąsiednie bloki) pieców kaflowych. Jako pierwszy w Kielcach podłączony został do miejskiej sieci gazowej. Trzeba było jeszcze paru lat by po drugiej stronie przyległej ulicy Źródłowej powstała szybko rozwijająca się Kielecka Spółdzielnia Mieszkaniowa - KSM. Nie tak dawno w sąsiedztwie bloku na terenach zniszczonego ogródka byłego TPD wybudowano stację paliw. Za sprawą paliwowego sponsora leciwy budynek przeszedł, jako jedyny z osiedlowych gmachów, gruntowny remont. Ocieplono go, odnowiono elewację, wymieniono stare, wypaczone, drewniane okna. Na krótkiej ulicy (zapewne dla oszczędności) tylko wzdłuż bloku, starą trylinkę pokryto nawierzchnią asfaltową. Uciążliwe sąsiedztwo jednak pozostało. Dzisiaj rzadko kto rzuci na niego okiem. Dzisiaj po przylegającej do budynku ulicy w pośpiechu "jadą goście jadą koło mego domu. Do mnie nie przyjadą", bo ja tam nie mieszkam.

Mój stary dom rodzinny odchodzi powoli w zapomnienie. Zamieszkałem w nowym domu, a stary wspominam okazjonalnie. Ożywa w mojej pamięci za sprawą moich rodziców i jego starych mieszkańców. Ludzi nietuzinkowych. Dzięki nim nie był zimną bryłą z cegły i kamienia. W trzypiętrowym i trzy klatkowym bloku mieszkali między innymi: I Sekretarz KW PZPR i jego zastępca. Ten drugi w połowie lat 60-tych przeniesiony został do Warszawy do pracy w MSW, awansował do stopnia generała dywizji MO i rangi wiceministra spraw wewnętrznych. Szef operacji Lato, Malwa i Wrzos. Dodać trzeba jeszcze: 3 posłów na Sejm, Prezydenta Kielc, 3 dyrektorów kieleckich zakładów, muzyka, piosenkarkę, panią sędzinę, 9 lekarzy (jeden z nich później pracował w Ministerstwie Zdrowia), magistrów, inżynierów, 4 nauczycielki.... Panoptikum? Nie! Zbiorowisko normalnych ludzi, pośród których i ja mieszkałem i dorastałem.
Jerzy Wnukbauma



Autor Komentarze
Komentarze
SympatykSympatyk



____________
Od: Lip 02, 2006 Posty: 3344
Napisano:Sie 01, 2017 - 16:35
Skomentuj ten artykuł w tym wątku
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
Janina_Tomczyk
SympatykSympatyk



____________
Od: Gru 10, 2012 Posty: 1191
Napisano:Sie 01, 2017 - 20:29
Szczęśliwi ci, którzy dom rodzinny mieli lub mają, a najlepiej ten "z dziada pradziada". Mnie to szczęście nie było dane. Niestety.
Urodziłam się w klinice w Łodzi tuż po wojnie, ale rodzice mieszkali w służbowym mieszkaniu w Bratoszewicach bo Ojciec był tam sekretarzem gminy od 1929 roku, a niedawno z książki o dziejach Bratoszewic dowiedziałam się, że był także w czasie okupacji żołnierzem AK pomagającym wyrobić dokumenty walczącym i ukrywającym się żołnierzom oraz przekraczającym pobliską granicę uciekinierom z Łodzi. W tej sytuacji w 1948 roku musiał przyjąć nakaz pracy do Ujazdu i pozostawić w Głownie matkę oraz samotną siostrę z dzieckiem. Odmowa nie wchodziła w grę. Rodzice ze mną i siostrą mego Ojca zamieszkali znów w służbowym mieszkaniu przy gminie w Ujeździe i to mogę świadomie wspominać, ale jak nazwać to domem rodzinnym?
W tym samym kompleksie kilku budynków była siedziba MO, areszt z mieszkającym blisko dozorcą obserwującym wszystko i wszystkich oraz budynek poczty z radiowęzłem ( tzw. kołchoźniki). Wieczorem rodzice zamykali szczelnie drewniane okiennice i tata słuchał Radia Wolna Europa. Do mnie koleżanki i koledzy jak do normalnych domów nie przychodzili, miałam zakaz mówienia o sprawach rodzinnych, a mieszkańcy wsi mówili o nas "obcy" i tak nas traktowano. Rodzice tam pozostali i pochowani są na tamtejszym cmentarzu, ale ja gdy dorosłam wyprowadziłam się z tej obcej dla nas wsi.
Gdy mój Ojciec kończył swoją długą ponad 60 letnią pracę urzędnika samorządowego (pracował od 1909 roku), to urząd gminy już przeniesiony został do nowego budynku, a ten stary budynek z facjatką, na której mieszkała ta moja samotna ciocia, niszczał nie zamieszkany i niepotrzebny nikomu. Potem wybudowano nowe drogi i ten stary, kamienny dom z XIX wieku stał się przeszkodą więc go rozebrano. I tak z tego domu mojego dzieciństwa nie pozostał faktyczny kamień na kamieniu. Nie mogę już jechać, ani wpadać na dzień do Ujazdu koło Tomaszowa Mazowieckiego, bo moje stare i chore serce zbyt mnie boli na widok tego co jest już tylko w mojej pamięci.
Mój pradziadek Mateusz Janiszewski, szewc z Głowna w drugim pokoleniu, wybudował piętrową kamienicę przy Rynku nr 9 oraz oficyny w podwórzu by jego liczne dzieci ( urodziło się 22 z dwóch kolejnych żon) oraz ich potomkowie mieli tan właśnie Dom Rodzinny. I mieszkali tam zgodnie Janiszewscy do czasów okupacji i PRL, ale najpierw hitlerowcy zajęli część mieszkań, a następnie po wojnie kamienicę upaństwowiono, a babcia i siostra taty zamieszkać musiały w oficynie. W latach 70-tych kamienicę wyburzono i przeniesiono do bloków lokatorów, bo wybudowano zalew na Mrodze i potrzebny był tam dojazd oraz droga właśnie przez dawną posiadłość pradziadka. Znów nie został kamień na kamieniu z dawnego rodzinnego domu Janiszewskich i mimo, że tam nigdy nie mieszkałam, to kolejna wyrwa w moim sercu pozostała.
Gdy zastanawiam się na tym, czy miałam dom rodzinny jako miejsce na ziemi, to trudno mi na to odpowiedzieć. W domu rodzinnym w Głownie nigdy nie mieszkałam, bo Ojciec mieszkał w pobliskich Bratoszewicach. Urodziłam się w Łodzi w klinice więc nie narodziłam się w domu rodzinnym, metrykę urodzenia mam w Strykowie, w którym nigdy nie mieszkałam, w Ujeździe byłam traktowana przez 20 lat mieszkania jako obca i nic tego nie zmieni mimo, że teraz badając dzieje rodziny Janiszewskich dotarłam do dokumentu narodzin mego prapradziadka Szczepana Janiszewskiego, który urodził się w Zaosiu parafii Ujazd ( ten Ujazd!) w grudniu 1791 roku, a jego brat zmarły w 1793 roku leży na tym samym cmentarzu co moi rodzice.
Niby nie powinnam być zatem obca w tym Ujeździe, ale dom nie był nasz i wszystko razem z nami było tam obce.
Wychodzi mi na to, że w sensie materialnego domu rodzinnego nigdy nie miałam, ale emocjonalny dom rodzinny istniał i jest w mojej pamięci na zawsze.

Pozdrawiam wszystkich wspominających swój dom rodzinny.
_________________
Janina Władysława Tomczyk
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
kat_pas
SympatykSympatyk



____________
Od: Lut 15, 2011 Posty: 50
Napisano:Sie 02, 2017 - 08:04
A ja mam pytanie.
Skąd pochodzi rodzina Tomczak.
Mam rodzinę Tomczków z Zębowa parafia Łążyn
_________________
Katarzyna
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
Janina_Tomczyk
SympatykSympatyk



____________
Od: Gru 10, 2012 Posty: 1191
Napisano:Sie 02, 2017 - 20:03

kat_pas wrote:
A ja mam pytanie.
Skąd pochodzi rodzina Tomczak.
Mam rodzinę Tomczków z Zębowa parafia Łążyn



Jeśli to pytanie do mnie to nie znam Tomczaków i nie mam pojęcia skąd pochodzą, bo nie mam takiego nazwiska w mojej rodzinie. Nie pisałam w swoim komentarzu nic na temat Tomczyków, ani tym bardziej Tomczaków.
Nie raz dziwią mnie komentarze na tym forum, bo nie mają związku z tematem i chyba ten jest także typu: walnę coś jak kulą w płot, ni z gruszki ni z pietruszki. icon_rolleyes
_________________
Janina Władysława Tomczyk
_EZFORUMCOMMENTS_USERINFO p
donate.jpg

Zarząd PTG: ptg@genealodzy.pl.:. rss Nasz RSS .:. Administrator strony: admin@genealodzy.pl
Strona wygenerowana w czasie 0.413080 sekund(y)