Genealodzy.PL Podziel się na Facebooku

http://www.genealodzy.pl/

Polskie TG  
Użytkownik:         Rejestracja
Hasło: Zapamiętaj

flag-pol flag-eng     home login logout     Forum Fotoalbum Geneszukacz Parafie Geneteka Metryki Deklaracja Legiony Straty Mapy szukacz

15:13 sobota, 23 września 2017

Nasi tu byli

arrow Bogna
15:13:15 - 23.09.2017
arrow Bea
15:13:01 - 23.09.2017
arrow Kalloch_Arkadiusz
15:13:00 - 23.09.2017
arrow PawełJerzy
15:12:32 - 23.09.2017
arrow beatpatt35
15:11:33 - 23.09.2017
arrow gaolcia86
15:10:49 - 23.09.2017
arrow zbirosz
15:10:40 - 23.09.2017
arrow Sroczyński_Włodzimierz
15:10:39 - 23.09.2017
arrow wiktor_jatkiewicz
15:10:37 - 23.09.2017
arrow Piotrek.M
15:09:17 - 23.09.2017
arrow zawadzka.jolanta
15:07:52 - 23.09.2017
arrow LucjaZatorska
15:07:22 - 23.09.2017
arrow Mariusz_14
15:05:05 - 23.09.2017
arrow Rafael
15:04:01 - 23.09.2017
arrow ROMAN_B
15:03:43 - 23.09.2017
arrow elżbieta
15:02:52 - 23.09.2017
arrow elgra
15:02:29 - 23.09.2017
arrow zofika
15:01:55 - 23.09.2017
arrow Ruslan
15:01:53 - 23.09.2017
arrow Krzyś98
15:01:42 - 23.09.2017
arrow Marck57
15:01:32 - 23.09.2017
arrow MGieras
15:01:28 - 23.09.2017
arrow Berens_Jan
15:00:31 - 23.09.2017
arrow pevvu
14:59:48 - 23.09.2017
arrow damian.dabrowski1987
14:59:16 - 23.09.2017
arrow jbaltrym
14:57:14 - 23.09.2017
arrow Zofia_Brzeska
14:56:11 - 23.09.2017
arrow Świstak_Elżbieta
14:54:38 - 23.09.2017
arrow Grendel
14:54:32 - 23.09.2017
arrow rucinski.andrzej
14:54:28 - 23.09.2017
Członkowie i sympatycy

Fotoalbum



Polscy emigranci w USA na przełomie XIX/XX wieku
Dodano: sobota, 15 stycznia 2011 - 18:23 Autor: cypla_piotr
InneOpisując życie polskich emigrantów osadzających się w Ameryce na farmach lub w miastach nie można pominąć charakterystyki ich trybu życia, zachowania, sposobu ubierania, mowy, odżywiania, itd. Dla przedstawienia „klimatu” tamtych czasów postanowiłem przytoczyć fragmenty opisów zaczerpnięte z „Kroniki chicagowskiej” z 1887 roku, a cytowanej przez X.W.Kruszka, w dziele „Historya Polska…”.


„Ziemia jest matką żywicielką, (Alma mater terra) — mawiali starożytni. Ziemia jest matką, która nas karmi, żywi, odziewa i piastuje na swojem łonie. Taką matką jest dla nas Polaków i ziemia amerykańska — dla wielu z nas matką przybraną, dla wielu rodzoną, dla wszystkich zaś matką, a nie macochą. Ziemia amerykańska macierzyńską iście pieczołowitością otacza zarówno przybrane jak rodzone swe dzieci. Nawet o przybrane dzieci ma lepsze staranie niż rodzona ich matka, ziemia europejska. Lecz ta okoliczność nie zmienia wspólnego naszego rodu i narodu, nie wpływa na zmianę nazwiska, nie przeszkadza nam być i nazywać się tem, czem poprzednio byliśmy, to jest, Polakami! Matkę zmieniliśmy, lecz nie ojca; ziemię, lecz nie ojczyznę.”

Ripon, Wis., 31. Grudnia, r. 1904. X. Wacław Kruszka, proboszcz parafii św. Wacława. "Historya Polska w Ameryce " X. Wacław Kruszka liturgicalcenter.org/media//pdfy/Polonia/Polonia/POL_1.pdf

Jak Polacy mieszkali?…

„Polacy mieszkają sobie porządnie. Najbiedniejszego umeblowanie kosztuje $50; zazwyczaj zaś od 50—300 dolarów i wyżej. Znajdzie się zatem w pomieszkaniu robotnika to, co tylko u bogatego mieszczanina polskiego napotkać można, a więc i dywany i sofy i inne bagatele — choć nie zawsze ze smakiem urządzone. Rezydencye robotnika to nie baraki ani szopy, tylko domy lub gmachy. Robotnik mieszka tu sobie na parterze lub na piętrze, a gdy ,,szparowczy” albo woli pić niż mieszkać porządnie, w takim razie w suterynie. Wszelako takich, co mieszkają w suterynach (bezmentach), liczba stosunkowo niewielka. […] Najszczuplejszy lokal złożony z jednej stancyi, kuchenki, z przegródki na naczynia kuchenne i przyodziewkę, kosztuje miesięcznie $5; a gdy i kram we środku, to i więcej. Taki lokal zajmuje zwykle bezdzietne stadło małżeńskie albo osoba pojedyncza. Familia z kilku głów złożona potrzebuje 2 albo 3 izb; specyalnych sypialni i skrytek urządzają tu najwięcej. Cena miesięczna takiego lokalu wynosi $9. […] Pospolicie budując domy w mieście mało dbają o strukturę i trwałość budowy; głównie chodzi o to, żeby taki dom miał dobry rozkład i żeby przynosił 6 lub 7 procent od pieniędzy włożonych. Na farmach przeciwnie, o komorne wcale nie chodzi, bo komorników tam nie ma; za to domki wyglądają tam pokaźniej, niekiedy jak pałacyki, w najrozmaitszym stylu.”

Jak się Polacy nosili?...(ubierali)

„Jeżeli robotnik polski mieszka stokroć wykwintniej, aniżeli mieszkał w kraju ojczystym, więc nie zaniedbuje się i w ubieraniu. Wyekwipowanie się kosztuje najrozmaiciej: od 30—100 dolarów albo, jak kogo stać. W dzień powszedni o ubiór nie stoi. Za to po robocie wieczorem i w dniach wolnych od pracy nie można tu wcale rozpoznać od zwykłego śmiertelnika, a nasze Kaśki i Marysie niczem się nie różnią od starokrajskich hrabianek. Polacy w starszym wieku tu przybyli wyróżniają się chyba grubą cerą i niezgrabnemi ruchami; natomiast młodzież męska jak i żeńska, zaaklimatyzowana tutaj, tak pod względem noszenia się jak wyglądu tylko wyjątkowo zdradza pochodzenie wiejskie. Młodzież męska, to już nie parobki, lecz i nie gentlemani jeszcze, ale „bubasy”, jak się sami nazywają. Zachowanie się tej młodzieży i na ulicy i w towarzystwie prostackie, ale fizyonomia do mieszczańskiej zbliżona. Dziewczęta polskie, to już nie dziewki od wideł, ale ,,lejdis” i „miss’ki” amerykańskie, a po polsku „dziewuchy”. Różnią się od bogaczek chyba tem, że mniej posiadają wykształcenia i ogłady towarzyskiej, i że suknie ich, chociaż jednakiego kroju, nie są z tak bogatej materyi.”

Co Polacy jadali?...

„Żywność składa się pospolicie z potraw mięsnych, owoców i delikatesów. Pożywienie farmera jest: mięso drobiu, bydląt, baranina, wieprzowina, owoce, pasztety, „paje”, kawa itp. Mleko kwaśne wylewają, a słodkiem trzodę chlewną karmią. Śniadanie robotnika miejskiego składa się z paru filiżanek kawy, porcyi pieczeni wołowej lub innego mięsiwa, wędliny, ciastek, chleba, masła itd. Idąc do roboty, biorą ze sobą na obiad specyalne do tego naczynie — nie gliniane dwojaki, jak w starym kraju, — lecz blaszane ,,peliki”, które wewnątrz maja różne przegródki: na spodku mieści się kawa, u góry wędlina, pularda, jajka, ser, masło, ciastka, w ogóle potrawy suche. Podziałów na „stoły” w Ameryce nie rozumieją; nie mają tu wyobrażenia, co to „szary koniec” a co „pierwsze miejsce”. Gdzie kto siądzie, tam dla niego pierwsze miejsce. Do jednego stołu zasiada równocześnie i stołujący się, i gospodarz i „sługa”.

Jak Polacy mówili?...

Ks. X.W.Kruszka w swoim dziele „Historya Polska…” poświęca cały rozdział opisaniu języka, jakim posługiwali się polscy emigranci. Jak pisze ks. Kruszka „Polak w Ameryce — podobnie jak Polak na Szlązku lub na Kaszubach — stworzył sobie własna swoją gwarę, czyli mowę amerykańsko-polską, którą się w codziennem życiu posługuje.” Każdego przybysza ze starego kraju, bo tak Polacy nazywali swoja Ojczyznę, określano mianem „Grynhorn” (greenhorn—świeży, zielony). Każdy przybysz dziwił się językowi, którego po części nie rozumiał…gorszył się nawet, że tak zaszpeca się ojczystą mowę – „wkrótce atoli ten sam grynhorn, który jeszcze niedawno tak się gorszył amerykańsko-polską gwarą, zaczyna pomału sam się wyrażać.” Tak się działo z każdym przybyszem… po pewnym czasie jego język był mieszanina polskiego i spolszczonych amerykańskich słówek. Pragnąc oddać precyzyjnie zamysł ks. Kruszki, postanowiłem przytoczyć obszerne fragmenty z jego opisów.

„Grynhorn dziś pojedzie ‘karą’ (car - wagon kolejowy) do miasta za ‘biznesem’ (business - interes, sprawunek). Od tego grynhorn zaczyna - z jakimi obstaje, takim się staje, lecz niebawem na tem nie poprzestaje. Wnet nauczy się inne angielskie słowa polszczyć i mówi, że był w ‘salunie’ (saloon - karczma), gdzie przy barze stał ‘barkiper’ (barkeeper - szynkarz) i podał wiski (whisky - gorzałki), następnie wzięli ‘luncz’ (lunch - przekąska), ;potrytowali’ się (treat - częstować) nawzajem piwem. I wtedy to już nowy przybysz, po takim egzaminie, przestaje być grynhornem, przestaje być zielonym, a staje się dojrzałym Amerykaninem, który przy następnem ‘elekszen’ (election - wybory) będzie ‘wotował’ (vote - głosować). Poszedł do ‘sztoru’ (store - skład), do ‘groserni’ (grocery store - skład korzenny), do ‘buczra’ (butcher - rzeźnik), do ‘drajguds-sztoru (dry goods store - skład łokciowy), kupił sobie ‘owerkot’ (overcoat - palto), ‘kendów’ (candies - karmelki) dla swojego ‘bebi’ (baby - dziecię), na ‘kornerze’ (korner – róg, na rogu ulicy), trzy ‘bloki’” (Block - ulicami odgraniczony czworobok domów), blisko ‘eli’ (alley - zaułek). Dostał ‘pejdę’ (paid - wypłacone), każdy dostał ‘kiesz’ (Cash - gotówką). Przyszedł do ‘ofisu’ (Office - biuro), zagadnął ‘klerka’ (clerk - kancelista, sekretarz), potem nadszedł ‘bas’ (boss - wyraz ten jest czysto amerykański, a nie angielski, i pochodzi od ‘plattdeutsch wyrazu: Baas-Herr, pan). Kazał sobie podać ‘bil’ (bill - rachunek). W Ameryce nie masz chłopów ani wieśniaków, są tylko ‘farmerzy’ (farmers), nie ma wsi, tylko ‘farmy’ (podobne do hub starokrajskich); kukurydza ‘korna’ (corn); powiat ‘kaunty’ (county); ‘kryka’ (creek – rzeczułka); ‘taun’ (Town - okręg gminny); po miastach ‘wardy’ (ward - dzielnice); powozy i powoziki, są ‘kerrycze’ (carriage) i ‘bogi, (buggy). Kto ma tytuł własności, ten ma ‘dyd’ (deed) na ten dom. Nie na zastaw lub hipotekę pożycza się pieniądze, lecz na ‘morgecz’ (mortgage). Nie ubiega się nikt o urząd, lecz ‘leci’ na urząd (to run). […] Zjadać ‘paje’ (pie) i ‘pudingi (pudding) lubią Polacy w Ameryce niemniej od reszty Amerykanów. Jakby spolszczyć te dwa wyrazy: paj i puding? Niech sobie puryści nad tem głowę łamią, my jako praktyczni Amerykanie będziemy nadal nie tylko jeść paje, ale i nazywać je będziemy „pajami”, a nie plackami ani plastrami. Tak samo lud nasz w Ameryce na szafarnię, albo spiżarnie używa najchętniej wyrazu ‘pentry’ (pantry).” […] Kto tu zdoła wyrugować z polskiego języka wyraz ‘tajprajter’ (typewriter), oznaczający ręczną, klawiszową maszynkę do pisania czy drukowania? Kto tu z Polaków w Ameryce nazwie radców miasta inaczej jak ‘aldermanów’ (alderman - starszy mąż). Burmistrza inaczej jak ‘majorem’ (mayor) ? […] Kto tu każe aresztować kogoś, a nie wyciąga na niego ‘warantu’ (warrant— rozkaz uwięzienia, list gończy) ? ‘Formani’ w Ameryce mają z furmanami w starym kraju o tyle coś wspólnego, o ile forman przewodniczy robotnikom we fabryce, zecerom w drukarni,
a furman przewodniczy koniom. ‘Koronerem’ (coroner) nazywa Polak w Ameryce urzędnika czyniącego śledztwo nad ciałami zabitych lub umarłych nienaturalną śmiercią. To tylko ‘blof’ (bluff) - znaczy, to tylko dla oka, dla zamydlenia oczu.

W Ameryce nie ma ciał prawodawczych i parlamentów, tylko są ‘legislatury’ kongresy’. Doraźny sąd i kara przez motłoch wykonana, nie istnieje, tylko ‘lyncz’
i ‘lynczowanie’ (lynch). Dolna część domu lub kościoła, mieszczące lokale przez pół w ziemi przez pół nad ziemią wystające, to co w starym kraju nazywają sklepem lub suterynami, Polak w Ameryce nazywa ‘bezmentem’ (basement). W Ameryce Polacy nie znają mórg, tylko ‘akry’ (acre). Irlandczyka inaczej Polak w Ameryce nie nazywa jak ‘Ajryszem’ […] Polak w Ameryce stale i niezmiennie mówi ‘stary kraj’
(z przymiotnikiem ‘starokrajski’), bo i żaden Anglik tutaj Europy inaczej nie nazywa jak tylko ‘,the old country’, co znaczy stary kraj. Zeznanie, zaprzysiężone przed notaryuszem publicznym (często pokątnym doradcą), nazywa ‘attidayit’.”

Ks. Kruszka zastanawia się, dlaczego polscy emigranci tworzyli sobie nowy język, dlaczego nie mówili po angielsku lub nie pozostawali przy języku ojczystym.
W odpowiedzi na postawione pytania pisze: „[…] spytaj się tego ludu, czemu? On sam nie wie, bo instynktownie to robi. Żywy język nie byłby żywym, gdyby nie ulegał ciągłym zmianom i przeobrażeniom, zwłaszcza, jeżeli lud, mówiący tym językiem, znajdzie się wśród nowego otoczenia i odmiennych okoliczności. Przyjęcie nowych, a porzucenie starych wyrazów, w języku żywym za naturalny zupełnie objaw uważać należy, przeciwnie nienaturalny objaw i znak martwoty języka by to był wtenczas, gdyby język pozostał zawsze ten sam, żadnych nowych wyrazów sobie nie przyswoił i żadnych starych, zużytych i przeżytych wyrazów nie wydzielał z siebie.[…] Nie dozwolić językowi żywemu przyswajać sobie nowych wyrazów z otoczenia, w jakiem się znajduje, znaczyłoby podcinać mu korzenie, i korzonki, które zapuszcza na tym nowym, obcym gruncie, na który go przesadzono, znaczyłoby skazać go na wymarcie. […] Język polski, przesadzony na grunt amerykański, jeżeli ma żyć nadał i rozwijać się, musi siłą rzeczy ciągnąć soki żywotne z tego gruntu, na który go przesadzono, musi oddychać otaczającą go atmosferą, przyswajać sobie obce wyrazy, przerabiając je na swój sposób i zasilając się nimi. Jeżeliby tej zdolności, że tak powiem, zaaklimatyzowania się nie posiadał, byłby to niechybny znak jego martwoty. […] A przeciwnie w tem właśnie okazuje się żywotność języka, że potrafi się zastosować do nowych, choć obcych mu warunków bytu. Wysadzonemu z gruntu polskiego językowi naszemu, a przeniesionemu na grunt angielszczyzny, nie pozwalać w tej angielszczyźnie zapuścić korzeni i przyswajać angielskich wyrazów, znaczyłoby to samo, co wykopać z ziemi drzewko, zawiesić je z korzeniami na powietrzu i chcieć jeszcze, żeby żyło i rosło!?....

więcej … "Historya Polska w Ameryce " X. Wacław Kruszka liturgicalcenter.org/media//pdfy/Polonia/Polonia/POL_1.pdf
donate.jpg

Zarząd PTG: ptg@genealodzy.pl.:. rss Nasz RSS .:. Administrator strony: admin@genealodzy.pl
Strona wygenerowana w czasie 0.069638 sekund(y)